Finał arogancji

Polski Związek Koszykówki w ciągu sześciu dni dwukrotnie zmienił znany od ośmiu miesięcy termin turnieju. Impreza, która miała zacząć się jutro, poczeka jeszcze trzy tygodnie, ale już wzbudziła wiele złej krwi i kontrowersji.

W sierpniu ubiegłego roku, wśród wielu innych dat rozgrywek koszykarskich, PZKosz ogłosił, że dwa równorzędne finałowe turnieje o awans do II ligi mężczyzn odbędą się 26-28 kwietnia 2013. W styczniu tego roku zostało to dodatkowo potwierdzone – w komunikacie przedstawiającym losowanie grup półfinałowych (TUTAJ) wyliczone zostały terminy poszczególnych faz rywalizacji i aplikacji do organizowania ich.
I wszystko szło wyznaczonym torem – konkurs ofert na organizację półfinałów odbył się zgodnie z planem, podobnie same półfinały, a do południa 17 kwietnia można było wysyłać oferty. Kilka godzin później Wydział Rozgrywek wysłał do zainteresowanych klubów komunikat, że organizatorami turniejów będą MKS Kalisz (tzw. grupa północna) i MOSiR Cieszyn (tzw. grupa południowa, w której poza gospodarzami zagrają AZS AWF ggmedia.pl Kraków, Śląsk II Wrocław i Politechnika Częstochowa). A kilkanaście minut później przyszedł następny mail – że zmianie ulega termin turnieju w Cieszynie, 26-28.4 na 1-3 maja – bez żadnych wyjaśnień, z ogólnym sformułowaniem „z powodów organizacyjnych”.

Dopiero protest akademickiej ekipy z Krakowa uchylił zasłonę. Okazało się, że w poniedziałek 15 kwietnia Śląsk wystąpił do koszykarskiej centrali z prośbą o przesunięcie terminu, gdyż pokrywa się on półfinałami play off I ligi, w których uczestniczy jego drużyna, a kilku zawodników jest członkiem jej, ale i rezerw.
– Największą pretensję mam właśnie do Śląska, bo powinni zacząć od skonsultowania się z pozostałymi uczestnikami. A w drugiej kolejności, powinien to zrobić PZKosz. Tymczasem odbyło się to kompletnie za naszymi plecami – mówi Maciej Starowicz, trener AZS AWF ggmedia.pl.
– Zapytaliśmy potencjalnych organizatorów o dostępność hali i noclegów w nowym terminie – tłumaczy teraz Michał Pacuda, rzecznik PZKosz. – Niedociągnięciem z naszej strony był brak zapytania pozostałych klubów. Postaramy się, aby w przyszłości takie niedociągnięcia nie miały miejsca.

Nowy koniec sezonu

18 kwietnia AZS AWF otrzymał odpowiedź od sekretarza generalnego Związku, Jacka Jakubowskiego, w którym po raz pierwszy oficjalnie zostały podane powody zmiany terminu. Wówczas za pośrednictwem kancelarii adwokackiej Arkadiusza Greniewicza wystosował protest przeciwko tej decyzji. Opisywał w nim m.in. zobowiązania zaciągnięte wcześniej przez swoich zawodników, uniemożliwiające części z nich udział w turnieju 1-3 maja. PZKosz dopełnił obrazu swojej arogancji w całej sprawie, nie odpowiadając do dzisiaj na ten protest. Za to przesunął znowu termin turnieju finałowego w Cieszynie – na 17-19 maja.
– Zgodziliśmy się na zmianę terminu na 1-3 maja, choć nie mogliśmy już wtedy zagwarantować noclegu w Cieszynie, ale udało nam się dogadać z hotelem w Ustroniu – opowiada Tomasz Rakoczy, rzecznik tamtejszego klubu. – Teraz musimy od nowa wszystko odkręcać.
Jeszcze większe problemy ma AZS AWF ggmedia.pl. – Sezon miał się skończyć 28 kwietnia, więc we wszystkich kwestiach datą graniczną dla nas był 30 kwietnia. Tego dnia kończyły się umowy zawodników i umowa z Akademią Wychowania Fizycznego na udostępnienie hali. I nagle wszystko się przewróciło – kręci głową Starowicz. – Na szczęście, i sponsor, i uczelnia poszli nam na rękę przedłużając terminy. Ale ten sezon będzie nas po prostu kosztował więcej, niż mogliśmy zakładać, znając harmonogram rozgrywek. A na dodatek zakłóciliśmy grafik hali AWF i wstrzymaliśmy remont fragmentu parkietu. No nic, powiedziałem chłopakom, że teraz już wiemy, kiedy jest turniej i musimy się skoncentrować na treningach, nie myśleć o tej sprawie.

Dla kogo dodatkowe minuty?

Jest jeszcze jeden istotny aspekt, z jednej strony zrozumiały, z drugiej – pozostawiający duże pole do polemiki. Sekretarz generalny PZKosz we wspomnianym piśmie z 18 kwietnia stwierdził, że „w najważniejszych meczach sezonu (…) zespoły powinny występować w optymalnych składach, porównywalnych do tych z całosezonowej rywalizacji”. Pytany przez nas Michał Pacuda odpowiedział w podobnym tonie: „PZKosz kieruje się duchem równych szans dla wszystkich zgodnie z duchem sportowej rywalizacji. (…) celem jest umożliwienie rozgrywania spotkań, zwłaszcza tych decydujących o pozostaniu w lidze, na boisku„.
Tu rodzi się logiczna wątpliwość – czy ten sam koszykarz może być częścią optymalnego składu (czyli kimś niezbędnym) dla dwóch różnych drużyn? Zespoły rezerw funkcjonują we wszystkich dyscyplinach, ale np. w siatkówce raczej nie zdarza się, żeby Centrala arbitralnie zmieniała terminy, w celu ułatwienia przepływu zawodników/zawodniczek pomiędzy pierwszym a drugim teamem tego samego klubu (w siatkówce unika się zwykle tylko kolizji terminów pomiędzy rozgrywkami seniorskimi a młodzieżowymi).

Istotą działań drużyny rezerw jest umożliwienie spędzania jak największej liczby minut na boisku i odgrywanie większej roli w zespole, aby zawodnicy zdobywali doświadczenie i mogli rozwijać swoje koszykarskie umiejętności” – podkreśla rzecznik PZKosz, z czym nie można się nie zgodzić. Ale czy jest to sednem opisywanej sprawy?
Jak sprecyzował rzecznik, przełożenie nastąpiło ze względu na 5 zawodników Śląska – 18-letniego Artura Wnętrzaka, 20-letniego Maksyma Kulona, 25-letniego Tomasza Prostaka, 24-letniego Pawła Bochenkiewicza i 21-letniego Norberta Kulona – którzy rozegrali w III lidze co najmniej 50% meczów, co jest warunkiem dopuszczenia do gry w decydującej fazie (play off lub turniejach o awans).
I to dla nich termin turnieju w Cieszynie kolidował z wyjazdem Śląska na konfrontację/e z ekipą Polski Cukier SIDEn Toruń, w półfinale play off I ligi. Jeśli jednak przeanalizujemy spotkania pierwszoligowego Śląska w play off (można to zrobić TUTAJ), widać, że Wnętrzak nie znalazł się w kadrze na żaden mecz, natomiast kolejna trójka w kadrze zwykle jest, ale nierzadko w ogóle nie wychodzi na parkiet. A jeśli nawet, to na znikomą ilość minut (na ogół, gdy drużyna wysoko prowadzi). Trudno pojąć korzyść szkoleniową z zaliczenia przez nich rozgrzewki i 40-minutowego siedzenia na ławce w Toruniu. Trudno też zrozumieć dlaczego są oni tam niezbędni dla drużyny, która do tego stopnia zdominowała w tym sezonie I-ligowe rozgrywki? I nie mogli jutro pojechać z rezerwami do Cieszyna?
Inna historia to Norbert Kulon – pierwszoligowiec pełną gębą. W play off zdarzyło mu się zdobyć kilkanaście punktów, grywał ponad 20 minut, wychodził niekiedy w podstawowej „piątce”. Tylko po co takiemu zawodnikowi spędzenie dużej ilości minut w III-ligowych rezerwach?

Motywacja Śląska jest jasna – bardzo chce wprowadzić rezerwy do II ligi. I zapewne tak się stanie, bo ze startującej w Cieszynie czwórki awans uzyska trójka. – Tyle że tu nie chodzi o szanse awansu. Zresztą my się ich nie boimy. Nie chodzi nawet o termin, bo możemy wyjść na boisko o północy – zastrzega Tomasz Suski, zawodnik i współtwórca akademickiej ekipy. – Chodzi o zasady, o styl załatwiania spraw. I o to co PZKosz zrobił z terminarzem. Nie zauważyli kolizji terminów turniejów o awans z play off? A czy zauważyli, że trzecioligowcy – tak jak choćby my – często zakończyli rozgrywki wojewódzkie na początku marca? Potem musieliśmy pięć tygodni czekać na turniej półfinałowy, a teraz – po tych zmianach – sześć tygodni czekamy od półfinałów do finałów. Takiego sezonu jeszcze nie widziałem…
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.