Fizjoterapeuta, który stoi na głowie

Koszykarze Max Electro Sokoła Łańcut o dwie długości wyprzedzili beniaminka I ligi. W meczu, w którym pokonali AZS AWF Mickiewicz Romus Katowice 100:49, wrócił po kontuzji wychowanek klubu, Jacek Balawender.

W najbliższy weekend w łańcuckiej hali zaplanowano zawody gimnastyczne, stąd nietypowy termin spotkania. Dla gospodarzy był jednak akuratny, by poprawić sobie nastroje po trzech ostatnich przeciętnych występach, zakończonych dwiema porażkami. Docisnęli przyjezdnych w obronie, spadające tablicy piłki wyłapywali Maciej Klima i Rafał Kulikowski, w ataku Jerzy Koszuta w swoim stylu skakał wysoko, trafiając z półdystansu. W najefektowniejszej akcji Kulikowski zbiegł po pick’n’rollu, a podanie Krzysztofa Jakóbczyka uwieńczył dwutaktem i wsadem nad rywalami.
10:2, 14:4, na boisku pojawiali się stopniowo dublerzy i zwiększyli różnicę do 29:11. Tomasz Pisarczyk z takim wigorem ruszył do zmiany, że razem z bluzą zdjął koszulkę meczową. Zaczął od „trójki”, a potem imponował swobodą w indywidualnych wejściach, najczęściej przerywanych faulami. Zgromadził 9 punktów przez niespełna 4 minuty pierwszej kwarty, do niego należała też czwarta, a za ogólny dorobek po raz drugi w sezonie został wybrany MVP.

W monotonnym pompowaniu wyniku przed przerwą (aż do 57:25, a po drodze różnica wynosiła nawet 35 „oczek”) jaskrawszym akcentem było finezyjne podanie i takież wjazdy Marcina Pławuckiego.
Na starcie trzeciej odsłony najwyższy wśród gości Patryk Nowerski złapał cztery przewinienia w ciągu 130 sekund i z pięcioma usiadł na ławce. Kontry kilku miejscowych, z wydatnym udziałem Bartosza Czerwonki, zwiększyły wtedy prowadzenie do 69:31, a w czwartej kwarcie rzuty świetnie dysponowanego dzisiaj na dystansie Tomasza Fortuny – do 84:40.
„Ej, jesteśmy obecni!” – krzyczał trener Dariusz Kaszowski, gdy jego podopieczni „przysnęli”, pozwalając na łatwą dobitkę. Odpowiedziała mu trójkowa kombinacja: Klima – Pławucki – Przemysław Wrona, „pakunek” oburącz i celny wolny tego ostatniego. Parę szans gospodarze zmarnowali przez nonszalancję, ale wreszcie Pisarczyk został sfaulowany po zbiórce w obronie, przespacerował się pod przeciwny kosz, pierwszym osobistym ustalił po raz pierwszy w tej konfrontacji przewagę na poziomie 50 punktów (99:49), a drugim zaświecił na tablicy setkę.

Był to szczęśliwy wieczór niskiego skrzydłowego Sokoła, Jacka Balawendra, który udanie prezentował się w sierpniu i wrześniu, ale w sparingu dziewięć dni przed początkiem ligi odniósł poważną kontuzję zwichnięcia stawu barkowo-obojczykowego z uszkodzeniem więzozrostu. Najbardziej pesymistyczne – i dosyć częste – prognozy mówiły o operacji, inne o trzymiesięcznej przerwie, ale udało mu się dzisiaj zainaugurować udział w rozgrywkach. Znakomite miał zwłaszcza pierwsze wejście, ze stuprocentową skutecznością w trzech próbach. W jednej z nich przesunął przeciwnika „organizmem” i trafił z lekkiego odchylenia.
– Czy nie bałem się starć? Może odrobinę przed meczem, ale potem adrenalina tak poszła do góry, że zapomniałem o wszystkim – zwierza się. – Cieszę się, że udało się wrócić. Tamto sparingowe zdarzenie było zdecydowanie pechowe; otrzymałem uderzenie centralnie w czułe miejsce w barku. Podobne kontuzje częściej mają zawodnicy futbolu amerykańskiego albo żużlowcy.
Odebrał nagrodę za pracę i determinację. Tę sprzed okresu przygotowawczego, kiedy indywidualnie budował formę fizyczną. I tę z czasu kontuzji, bo wprawdzie normalnie ćwiczy z drużyną od dwóch tygodni, a „na pełnym kontakcie” – od tygodnia, jednak wiele robił sam, od siłowni po rzuty jedną, zdrową ręką. – Fajnie wypadł teraz i wierzę, że jeszcze bardzo przyda się nam w przyszłości – kwituje II trener Sokoła, Mateusz Leja, który prowadził z nim sporo zajęć, m.in. z taśmami.

27-letni Balawender, który zdobył uprawnienia technika masażu i ma własny gabinet, podkreśla, że sporo zawdzięcza fizjoterapeutom Tomaszowi Tittingerowi i Krzysztofowi Wojciechowskiemu, a przede wszystkim – Bartoszowi Rutowiczowi. – To on po konsultacjach ze znajomym ortopedą stwierdził, że operacja to ostateczność, a potem kierował moją rehabilitacją – opowiada.
Bartek Rutowicz jest swoistą tajną bronią Sokoła – niewiele osób poza klubem zdaje sobie sprawę z jego roli, niemożliwej do przecenienia. To rodowity łańcucianin, który w Krakowie zrobił autentyczną karierę w branży fizjoterapeutycznej; ma tytuł naukowy doktora, jest asystentem w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi „Rehalab Academy” urządzającą w Polsce i Czechach specjalistyczne kursy dla adeptów zawodu i gabinet „RENzdrowiej”. Koszykarzom Sokoła od blisko dekady pomaga za darmo. Oni jeżdżą do niego bądź on odwiedza rodzinne miasteczko. Do anegdoty przeszła sytuacja, kiedy przez komórkę instruował Kaszowskiego, który wykonał testy kontuzjowanego na treningu kolana Kacpra Młynarskiego. Rutowicz na podstawie przekazanych telefonicznie wyników postawił prawidłową diagnozę, utorował też drogę do szybkiej operacji, dzięki czemu Kacper po kilku tygodniach był znowu gotów do gry.
– Bartek jest świetny jako rehabilitant, ale ma też wielki talent diagnostyczny. Zwykle jego rozpoznanie potwierdza się w po prześwietleniach czy USG – opowiada szkoleniowiec. Dawniej znali się raczej luźno, przełom nastąpił po powrocie Rutowicza z USA, gdzie się dokształcał. – Spotkaliśmy się, podarował mi amerykańską książkę o baskecie. Stwierdził, że dopiero będąc tak daleko i śledząc nasze losy zrozumiał, jak wiele robimy dla promocji Łańcuta – wspomina Dariusz Kaszowski. – Zaoferował, że choć ma niewiele czasu, to „stanie na głowie”, żeby nam pomóc. I do dzisiaj na tej głowie stoi.
PAWEŁ FLESZAR

MAX ELECTRO SOKÓŁ Łańcut – AZS AWF MICKIEWICZ ROMUS Katowice 100:49 (29:11, 28:14, 20:10, 23:14)
Sędziowali: Jacek Litawa, Mateusz Tychowski i Rafał Zuchowicz. Widzów: 400.
SOKÓŁ: Koszuta 14 (5 zb.), Kulikowski 12 (7 zb.), Fortuna 11 (3×3, 4 zb., 4 as.), Klima 9 (8 zb.), Jakóbczyk 7 (1×3, 5 as.) oraz Pisarczyk 19 (1×3, 12 zb., 2 bl.), Pławucki 11 (1×3, 5 as, 2 prz.), Balawender 6, Wrona 5 (7 zb.), Czerwonka 4 (4 zb.), Buszta 2, Inglot. Trener: Dariusz Kaszowski.
AZS AWF: Leszczyński 7 (4 zb.), Gospodarek 5 (1×3, 5 zb., 4 prz.), Piotrkowski 5 (6 zb.), Szczypka 4 (5 as., 5 zb.), Nowerski oraz Kurdubski 9, Migała 5, Kozak 5 (1×3), Nowak 4, Grzegorzewski 3 (1×3), Kolenda 2. Trener: Mirosław Stawowski.

Komentowanie zablokowane.