Fortuna sprzyja lepszym

Max Elektro Sokół Łańcut miał problemy z beniaminkiem I ligi, Notecią Inowrocław, ale zwyciężył 78:64, bo rozwiązał je facet, dla którego kosz był dwa razy szerszy niż normalnie.

– To nie jest słaby zespół; grali odważną koszykówkę, bez cienia zawahania i pokazali, że odwaga popłaca – analizuje szkoleniowiec gospodarzy, Dariusz Kaszowski, który obchodził dzisiaj imieniny, w związku z czym przed pierwszym gwizdkiem otrzymał okolicznościową wiązankę od prezesa klubu, Grzegorza Kijowskiego.
I dobrze, że odłożył kwiaty dość daleko, bo pewnie przez wstępnie 20 minut powyrywałby im większość płatków. Przyjezdni od początku byli bardzo aktywni, mieli „gorące ręce” obronie; tu piłkę klepnęli i przechwycili, tam zablokowali, gdzie indziej zebrali, z czego ułożyło im się kilka kontr. Przede wszystkim jednak, o czym wspominał szkoleniowiec, salwą i powszechnie oddawali rzuty z obwodu. Zaczęli od 0:6 (2×3), potem było nawet 2:10 (jedyne aktywa miejscowych to „pakunek” Rafała Kulikowskiego), a kiedy w drugiej kwarcie zaświecili na tablicy 23:29, mieli na koncie sześć „trójek”, którymi podzieliło się pięciu ludzi.
Łańcucianie odpowiadali w ten sposób rzadziej – powiodło się Bartoszowi Czerwonce i Przemysławowi Wronie, którzy dawali dzisiaj dobre zmiany – a Krzysztof Jakóbczyk przymierzył ze szczytu: spudłował, zebrał po sobie, wykozłował na skrzydło i trafił stamtąd.
Niezłe wstawki obrony pod koniec pierwszej (strefa) i drugiej kwarty dawały Sokołowi oddech (odpowiednio 17:16 i 35:34), lecz to nie wystarczyło na dużo biegających gości, poukładanych przez Łukasza Żytko, który po wizytach w roli zawodnika (jeszcze w minionym sezonie, w barwach Spójni Stargard Szczeciński) po raz pierwszy odwiedził tutejszy parkiet jako trener.

Druga połowa zaczynała się od stanu 36:36, Miłosz Sroczyński zmienił go na 36:41, ale odtąd już sukcesy święciła defensywa Sokoła, który przeważał na „desce”, a z przodu strzelał jak w transie Tomasz Fortuna. – Wyglądało to tak, jakby kosz był dla niego dwa razy szerszy niż normalnie – kręci z podziwem głową Kaszowski.
Tomek miał „dobre dotknięcie”, bo nawet gdy piłka zakręciła się na obręczy i wyleciała na zewnątrz, to dobił ją Wrona. Zwykle jednak wpadało, w krótkim czasie uzbierał większość swoich dzisiejszych zdobyczy, zmieniał zapis na 43:41, 48:43, 51:45, 61:53, 68:55. – Były pozycje, spróbowałem, siedziało, drużyna mnie szukała, więc rzucałem dalej – kwituje skromnie „Dziadek”, wyróżniony nagrodą dla MVP spotkania.

Po jego zejściu koledzy przypilnowali przewagi. Maciej Klima zmuszony incydentalnie do roli rozgrywającego, przekozłował 3/4 boiska i wcelował z wyskoku, przeciwnicy pudłowali teraz raz po raz i w pewnej chwili zrobiło się nawet 75:57. Na finiszu zmniejszyli różnicę, a po czterosekundowej akcji Jerzy Koszuta, autor kilku dynamicznych wjazdów, zamknął wsadem konfrontację i rundę.
Sokół zanotował w niej 13 zwycięstw i 2 porażki.
– Mecz w Warszawie był nie do wyciągnięcia, ale przegranej w Kłodzku żal, do dzisiaj w nas siedzi – zwierza się Fortuna. – Generalnie jednak runda wypadła dobrze. Cieszę się, że dzisiaj poradziliśmy sobie, choć zadanie było ciężkie. Nie zaliczyliśmy wpadki przed Świętami, jak rok temu w Bydgoszczy.
Nowy Rok Tomasz powita wraz kolegami niemal na parkiecie, bo już 2 stycznia zmierzą się w Łańcucie z GTK Gliwice.
PAWEŁ FLESZAR

MAX ELEKTRO SOKÓŁ Łańcut – NOTEĆ Inowrocław 78:64 (17:19, 19:17, 23:14, 19:14)
Sędziowali: Michał Sosin, Rafał Zuchowicz, Paweł Berdyczko. Widzów: 750.
SOKÓŁ: Fortuna 14 (3×3), Kulikowski 12 (4 zb., 2 prz.), Jakóbczyk 12 (1×3, 2 prz.), Klima 11 (6 zb.), Koszuta 10 (7 zb.) oraz Czerwonka 8 (2×3, 5 as., 5 prz.), Wrona 7 (1×3, 8 zb.), Pisarczyk 4, Pławucki (4 zb.). Trener: Dariusz Kaszowski.
NOTEĆ: Filipiak 13 (3×3, 7 as., 6 zb., 2 prz.), Adamczewski 7 (1×3, 6 zb.), Wierzbicki 6 (2×3, 2 prz.), S. Sroczyński 3 (2 bl.), Michałek 2 (4 zb.) oraz M. Sroczyński 11 (1×3), Pochocki 10, Dusiło 6 (1×3, 5 zb.), Kozłowski 6 (2×3). Trener: Łukasz Żytko.

Komentowanie zablokowane.