Frankowski znowu pomógł

Piłkarze Wisły po dziewięciu kolejkach są jedynym niepokonanym zespołem T-Mobile Ekstraklasy. Dzisiaj odebrali współwłasność tego miana Lechii Gdańsk, odprawiając ją w Krakowie 3:0.

Kibice „Białej Gwiazdy” mogli mieć co najmniej kilka powodów do niepokoju. Wszak dopiero w sobotę uczestniczyła w bardzo ciężkiej konfrontacji derbowej, w drugiej połowie której Cracovia ją wręcz zagoniła. Ze składu wypadli teraz trzej najlepsi defensywni adiutanci Arkadiusza Głowackiego: Marko Jovanović, Gordan Bunoza i Ostoja Stjepanović. A jeszcze na stoperze tego pierwszego miał zastąpić Osman Chavez, nieodparcie przywodzący skojarzenie z meczem z Jagiellonią (pisaliśmy o nim TUTAJ).
Większość z tych obaw się nie ziściła, Honduranin był bardzo poprawny, natomiast problemy z zabezpieczeniem przedpola miał Michał Nalepa, który wszedł za Stjepanovicia. Gdańszczanie zyskali w pierwszej połowie miejsce do oddania kilku strzałów, które jednak były słabe, bądź niecelne (Piotr Wiśniewski, 22. minuta).


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Gorzej układało się z przodu, bo akcje Rafała Boguskiego (minął dwóch rywali na prawym skrzydle), Pawła Brożka i Patryka Małeckiego kończyły się stratą, niedokładnym podaniem lub spudłowanym strzałem (główka „Brozia”).
Zresztą goście bardzo utrudnili zadanie wiślakom, długo wypychając ich pressingiem z własnej połowy. A gdy w 29. minucie zwolniło się trochę pola, wbiegł w nie Michał Chrapek, oddał do Łukasza Burligi, który przyłożył pod poprzeczkę, lecz parada Sebastiana Małkowskiego była efektowna i efektywna. Najlepsza zaś sytuacja miała humorystyczny finał – kopnięcie Brożka trafiło w stojącego w świetle bramki Łukasza Gargułę, a dobijający skutecznie Małecki był na spalonym.
Po przerwie kilka razy wstrzeliwał się jeszcze bez powodzenia Paweł Stolarski, za to prowadzenia dla Lechii omal nie zdobył Piotr Grzelczak – przyłożył takiego loba z powietrza z 30 metrów, że Michał Miśkiewicz wyciągnięty w powietrzu jak struna, ledwo przeniósł go nad poprzeczką.

Rozstrzygnięcie nastąpiło w 57. minucie, kiedy piłkarz o świetnie brzmiącym przy Reymonta nazwisku pomógł Wiśle zgoła inaczej niż zwykł czynić to Tomasz Frankowski. Gdańszczanin Przemysław Frankowski usiłował mianowice „zoperować” wślizgiem achillesy Wilde-Donaldowi Guerrierowi, za co sędzia wyrzucił go z boiska. Były trener Wisły, a obecnie Lechii, Michał Probierz gorączkowo wprowadzał defensywnych pomocników, ale mimo to na boisko było mnóstwo luźnej przestrzeni.
Krakowianie wręcz wjeżdżali do bramki przeciwników, a kierowcą był na ogół Brożek. Zainicjował w 70. minucie rajd kontynuowany przez Boguskiego, po którym Chrapek z czterech metrów umieścił futbolówkę w siatce.
Sześć minut później zmieniła się strona (na prawą) i konstruktorzy (Emmanuel Sarki i Burliga), a Paweł wystąpił w roli egzekutora, mijając na 12. metrze obrońcę, a na 5. Małkowskiego i dopełniając formalności z bliska.
Przegrał natomiast pojedynek z tym ostatnim kilka minut przed końcem, co okazało się porażką na wagę hatt-tricka, gdyż w doliczonym czasie wpadł w „szesnastkę” jak czołg (tyle że szybciej) i kopnął precyzyjnie obok golkipera. 3:0, a do grona autorów zwycięstwa należy dopisać Sarkiego, bo to on wówczas wraz z Chrapkiem zaabsorbował przyjezdnych.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECHIA Gdańsk 3:0 (0:0)
Bramki: Brożek 76, 90, Chrapek 70. Sędziował: Paweł Pskit (Łódź). Żółte kartki: Chrapek – Dawidowicz, Buzała. Czerwona: Frankowski (57. – faul). Widzów: 11 189.
WISŁA: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Chávez, Guerrier – Nalepa (46. Stolarski) – Rafał Boguski, Chrapek, Garguła, Małecki (62. Sarki) – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
LECHIA: Małkowski – Deleu, Bieniuk, Madera, Pazio – Kostrzewa (62. Pietrowski), Dawidowicz – Frankowski, Wiśniewski (64. Oualembo), Grzelczak (77. Tuszyński) – Buzała. Trener: Michał Probierz.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.