Gang Bychawskiego i Biela wraca do ligi

Przy największej publiczności w sezonie koszykarze AGH Kraków zanotowali najlepszy w nim występ i odnieśli 33. zwycięstwo – 74:47 z MCKiS Jaworzno – które dało im awans.

Majowa noc 2016 roku. Wąskim przejściem przemierzającego wskroś Polskę autokaru przeciska się trener „Agiehowców”, Wojciech Bychawski. Na szyi ma, przewleczoną przez głowę, siatkę uciętą z obręczy w hali Milenium w Kołobrzegu, na przedramieniu – białą serwetkę. Serwuje napoje. Z różnych stron rozlega się nawoływanie podopiecznych: „Panie Wojtku, tutaj proszę”, „Panie Wojtku, szkło cierpi”. Realizuje zakład-obietnicę, że jeśli pokonają Kotwicę na wyjeździe i zdobędą promocję do I ligi – jeden raz będzie dla nich kelnerem.
Inny obrazek. Bychawski negocjuje przyjście do swojego zespołu zawodnika znanego jako trudny i kontrowersyjny. Przestrzega: „Ale zastanów się dobrze, bo ja jestem bardziej poj…ny od ciebie i nigdy nie ustąpię, choćbym miał przegrać”.
Tamten koszykarz udowodnił później trenerowi, że się myli. Był też taki, z przeciwnej drużyny, który poszedł z nim do pustej sali, aby pomeczową kłótnię kontynuować za pomocą bogatszych środków perswazji. Szkoleniowiec po powrocie z niejakim żalem stwierdził: „Nie ma dość jaj, żeby ręce podnieść”. Zdarzało się, że kibicom obrażającym go w szczególnie chamski bądź natrętny sposób proponował: „Zaczekaj na mnie po meczu na zewnątrz”. Nigdy żaden nie zaczekał (co swoją drogą dobrze świadczy o ich instynkcie samozachowawczym).
Jest mnóstwo najróżniejszych historii, które uzupełniłyby opis człowieka pełnego ambicji, złośliwości, pasji, swoistego uroku, zapalczywości, pracowitości, pamiętliwości, poczucia humoru, nietuzinkowej twardości charakteru, sporadycznie wręcz mściwości. Chyba tylko on mógł, po ubiegłorocznej degradacji, stworzyć i przygotować zespół grający w gangsterskim stylu, na tak olbrzymim poziomie emocji, który zostawił za sobą wiele ekip przewyższających go budżetem i potencjałem personalnym, a przez osiem miesięcy poniósł zaledwie dwie porażki. I dźwignąć go mentalnie w ciągu dwóch dni po dotkliwej klęsce (opisywanej TUTAJ), kiedy wydawało się, że może zostać zdominowany przez jaworznian również dzisiaj.
Zwłaszcza że ci na początku potwierdzali obawy. Stwarzali ogromną presję w obronie, Daniel Goldammer udanie zastępował Macieja Maja, szybko zdobywając 5 „oczek”. Pierwszy szturm gospodarze jeszcze odparli, po „trójce” Macieja Koperskiego wyrównując na 9:9, ale Wojciech Zub i Jacek Wróblewski odzyskali inicjatywę (9:13), a akcje Dawida Grochowskiego za trzy i za dwa zaświeciły na tablicy 11:18.
Pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 15:20, a 7-punktową przewagę goście osiągnęli jeszcze raz, w 13. minucie (20:27).

Załóżmy, że jesteś po „40” i dla formy, po 3 razy w tygodniu, wykonujesz dwukrotnie „obwód” składający się z 12 serii ćwiczeń na siłę i wytrzymałość siłową, z wykorzystaniem wagi ciała i kilkunastokilogramowego kettla. Przepisał go trener przygotowania fizycznego AGH, Piotr Biel. Efekty są więcej niż zadowalające, ale też nieuniknione mikrourazy. Zwierzasz mu się: „Boli mnie bark/kolano/ścięgno/przyczep przy łokciu”. On na to: „Starość” albo „Dziadkowie tak mają”. I odtąd już nic cię nie boli. Coś jak cud.
Utyskujący zawodnicy słyszą zwykle tylko jeden czasownik. Za to harówka, jaką z nim odbywają jest bazą dla ich opartej na obronie gry. Fachowość Biela może określać roczne pełnienie funkcji specjalisty od motoryki w ekstraklasowym MKS Dąbrowa Górnicza i fakt, że obecny trener reprezentacji Chorwacji, Drażen Anzulović bardzo chciał go widzieć dalej u swego boku, lecz tamten zrezygnował z powodów prywatnych. Ale lepiej pokazuje jego klasę sposób, w jakim akademicy wywalczyli awans dwa lata temu, czy styl prezentowany przez nich w tym sezonie. I druga kwarta dzisiejszego spotkania.
Goście zaczęli sprawiać wrażenie, jakby „zarżnęli” się podyktowanym przez siebie tempem, a krakowianie wówczas jeszcze bardziej zwiększyli obroty. Wymusili na rywalach sekwencję błędów: 24 sekund, podania posłane na aut, „niedoloty”, a sami raz po raz dziurawili ich kosz, zaliczając run 18:1. Bartosz Czerwonka i Koperski nie mylili się z dystansu, ale ogień rozpalił potężnym wsadem Iwan Wasyl. Drugą „paczką”, w kontrze, zamknął pierwszą połowę (38:28), a zaraz po przerwie przedarł się przez całą defensywę i wcisnął piłkę oburącz, razem z przeciwnikiem.

Preferowaną rozrywką dwóch filarów akademickiego klubu są wzajemne kpiny. Biel dokucza Bychawskiemu, że jest gruby, a ten odpowiada, że zawsze może schudnąć, a kolega twarzy sobie nie poprawi, bo takich operacji nie robią. Gdy Bychawski zapuścił włosy, Biel zyskał nowy oręż – sugeruje mu łudzące podobieństwo do gwiazdora filmów porno z lat 80. (choć akurat nie z długości fryzury słynącego). Szyderstwa lub szorstkiego żartu częściej niż głaskania po głowie mogą spodziewać się także ich zawodnicy.
Tak samo i oni byli bezlitośni dla przyjezdnych w trzeciej odsłonie. Sebastian Dusiło ciągle świetnie zastępował mającego kłopoty z faulami Bartłomieja Podworskiego, a palmę efektowności dzierżył Miguel Zamora. W najładniejszej ze swych penetracji obiegł „deskę” trzymając piłkę na daleko wyciągniętej dłoni i wrzucił ją do „dziury” z drugiej strony. Gdyby nie dynamika i oko krakowianina Sebastiana Dąbka, MCKiS nie zdobyłby w tym okresie nawet tych siedmiu punktów.
Po trzydziestu minutach rezultat brzmiał 60:35, a po trafieniu z obwodu i dwóch osobistych Wiktora Majki nawet 73:44. Zanim „Agiehowcy” zaczęli polewać się szampanem, odbyły się jeszcze demonstracje w rewanżu za niedzielne zachowanie szkoleniowca MCKiS: Bychawski wziął czas na dwie minuty przed syreną (istnieje obyczaj, że przy rozstrzygniętym wyniku się tego nie robi), a minutę później gwizdnął do Koperskiego, który przetrzymał piłkę do końca akcji nie robiąc ruchu, ani nie oddając rzutu.

Miłość do teamu z Piastowskiej spada znienacka i chadza krętymi ścieżkami. Zupełnie jak – miłość. Jeden z koszykarzy AGH miał dziewczynę, a dziewczyna ma mamę. Mama zaczęła pojawiać się na jego meczach, zaciekawiona zajęciem ukochanego swojej córki. Potem koszykarz i dziewczyna się rozstali, ale mama nie porzuciła zespołu. Jest mu wierna do dzisiaj, choć jakiś czas temu odszedł z niego także tamten koszykarz.
Dzisiaj krakowian fetowała najliczniejsza publiczność w sezonie, atmosfera była wyjątkowa. Studenci siedzieli nawet „po turecku” wprost na parkiecie, wokoło boiska.
Czeka ich jeszcze sporo wrażeń. W towarzyskim, ale prestiżowym finale AGH zmierzy się z Górnikiem Wałbrzych, który również zdobył dzisiaj awans. Pierwsze starcie w najbliższy weekend w Wałbrzychu, a drugie – w następny, w Krakowie (o 1. miejscu zadecyduje bilans dwumeczu). Natomiast od 31 maja do 2 czerwca Akademia Górniczo-Hutnicza zorganizuje finały akademickich mistrzostw Polski kobiet i mężczyzn. Podczas dubeltowego czempionatu będzie można zobaczyć koszykarki i koszykarzy z ekstraklasy i jej zaplecza oraz… najnowszą halę w mieście. Otwarty w ubiegłym tygodniu obiekt Cracovii 1906 przy al. Focha będzie jedną z pięciu aren turnieju, obok podwójnych hal AGH i Wisły.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – MCKiS Jaworzno 74:47 (15:20, 23:8, 22:7, 14:12)
Sędziowali: Grzegorz Łata i Filip Marek. Widzów: 350.
AGH: Koperski 20 (3×3, 4 zb.), Zamora 14 (1×3, 9 zb., 7 as., 5 prz.), Wasyl 8 (4 zb., 3 prz.), Podworski 4 (4 zb.), Borówka oraz Czerwonka 10 (2×3, 7 zb.), Zgłobicki 7, Dusiło 5 (8 zb., 2 bl.), Majka 6 (1×3), Dyrda, Medes, Pieniążek. Trener: Wojciech Bychawski.
MCKiS: Goldammer 8 (9 zb.), Podkowiński 6 (8 zb.), Grochowski 5 (1×3, 5 zb.), Zub 5, Gworek 2 oraz Dąbek 11 (1×3), Wróblewski 5 (4 zb.), Weiss 5 (1×3, 4 zb.), Michalski (6 zb.), Lemański, Roszkowski, Brzozowski. Trener: Przemysław Biliński.

Komentowanie zablokowane.