Gdzie jeden nie może tam brat pomoże

Piątkowe 0:1 to pierwsza porażka „Pasów” z Lechią Gdańsk na własnym stadionie od 55 lat i pierwsza ich porażka u siebie w trwającym sezonie Lotto Ekstraklasy.

W Cracovii zadebiutowało dzisiaj trzech zawodników pozyskanych pod koniec okienka transferowego. Tomasz Brzyski znalazł się w podstawowym składzie. Grzecznie, bo zaraz na początku, przedstawił się niezłym, acz za wysokim uderzeniem z wolnego. Trochę zabrakło mu kondycji na całe spotkanie. Piotr Malarczyk musiał zastąpić awaryjnie kontuzjowanego Huberta Wołąkiewicza. Krzysztof Piątek, który odbył z drużyną tylko jeden, czwartkowy trening, pojawił się na ostatnie dwadzieścia minut, a już po upływie pierwszej poprzepychał się z dwoma obrońcami i oddał strzał – celny, ale lekki, bez kłopotów złapany przez Vanię Milinkovicia-Savicia.
– Piłka go szuka, będziemy mieli z niego pociechę – ocenił Piątka prowadzący gospodarzy Jacek Zieliński. – Debiuty przypadły w trudnym meczu, różnych warunkach – odniósł się do całej trójki.

W tej samej, jedenastej, minucie obydwie drużyny dostały szansę świetnego otwarcia. W podobnych okolicznościach, za sprawą podania „w uliczkę”. Najpierw miejscowi: Luis Deleu wypuścił Marcina Budzińskiego, który z kilkunastu metrów kopnął w słupek, a zaraz Flavio Paixao obsłużył Milosa Krasicia, zatrzymanego przez Grzegorza Sandomierskiego.
Potem to właśnie na bramkę miejscowych sunął atak za atakiem, aż Rafał Wolski zacentrował z lewej, a Marco Paixao za jednym zamachem uchronił brata od kompromitacji i dał gdańszczanom zwycięstwo. Flavio bowiem na środku pola karnego fatalnie skiksował, nie trafił w piłkę, która przeleciała do jego bliźniaka, a ten wpakował ją do siatki. – Gol od paru minut wisiał w powietrzu – scharakteryzował tamten okres Zieliński.

Cała połowa była chyba najładniejszym fragmentem obustronnej gry, jaki można było zobaczyć na stadionie przy Kałuży tego lata. Wiele szybkich akcji, większość z nich z pomysłem; podaniem na wolne pole lub kilkoma krótkimi. Tak m.in. Budziński wymienił „klepki” z Jakubem Wójcickim i Erikiem Jendriskiem po czym uderzył niedużo nad poprzeczką.
Z dystansu strzelali: Mateusz Szczepaniak (po ładnym przyjęciu na klatkę piersiową), powracający po półtoramiesięcznej przerwie Damian Dąbrowski i jeszcze raz „Budzik” – wszystko jednak padało łupem golkipera bądź minęło słupek. – Lechia jest cwanym zespołem, a nam brakło trochę atutów, a trochę chłodnej głowy – podsumowuje szkoleniowiec.

Gdańszczanie po przymusowym zejściu Grzegorza Kuświka zmienili ustawienie. Zaczęli klasycznym 4-4-2, które ewoluowało też w 4-1-2-3, kiedy defensywny pomocnik Simeon Sławczew operował przed czwórkę obrońców, a Flavio Paixao przesuwał się na prawą flankę do linii trzech napastników. Po wejściu Lukasa Haraslina zastosowali 4-1-4-1.
Mieli wówczas dwie wyborne okazje do podwyższenia, jednak w krótkim czasie Sandomierski przeciął podanie, które inaczej byłoby asystą, a potem zablokował Marco Paixao, będącego tuż przed jego bramką.
Po przerwie goście wypychali krakowian pressingiem. Ci zbyt często próbowali przedzierać się środkiem, a że sporo dograń było niecelnych, akcje usychały zanim zdążyły się rozwinąć. Najjaśniejszy moment to przyjęcie Wójcickiego w 57. minucie tyłem, zgrabny nawrót i płynny strzał, nieznacznie spudłowany.

Fakt, że „Pasy” po raz pierwszy przegrały u siebie w tym sezonie ekstraklasy, czy nawet porażka „domowa” z Lechią po aż 55 latach (w sierpniu 2009 roku uległy jej jako gospodarz 2:6, ale konfrontacja odbyła się w Sosnowcu) – nie powinny być największym ich zmartwieniem. Mają bowiem fundamentalne problemy ze zdobywaniem punktów: tam gdzie mogą zwyciężyć, tracą gola i remisują, tam gdzie powinni zremisować – nie potrafią wyrównać. W tej chwili, z 9 „oczkami” zdobytymi w ośmiu meczach zajmują 10. miejsce, a jeszcze mogą się obsunąć przed upływem kolejki.
Tymczasem Lechia gromadzi je skrzętnie i dzisiaj wspięła się na pozycję lidera. – Zaprezentowaliśmy się wyśmienicie, jeśli chodzi o operowanie piłką i taktyczne rzeczy, które sobie założyliśmy – cieszy się jej trener, Piotr Nowak. – Nie ulega wątpliwości, że możemy jeszcze poprawić się w ofensywie, a w defensywie dużo dały nam transfery Nunesa i Sławczewa, którzy dzisiaj wystąpili po raz pierwszy.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – LECHIA Gdańsk 0:1 (0:1)
Bramka: M. Paixao 17. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Żółte kartki: Maloca, Haraslin, F. Paixao, Janicki. Widzów: 8413.
CRACOVIA: Sandomierski – Deleu, Polczak, Wołąkiewicz (26. Malarczyk), Brzyski (70. Piątek) – Covilo, Dąbrowski – Wójcicki, Budziński, Jendrisek (70. Piątek) – Szczepaniak. Trener: Jacek Zieliński.
LECHIA: Milinković-Savić – Wojtkowiak, Nunes, Maloca, Wawrzyniak (73. Janicki) – F. Paixao, Krasić, Sławczew, Wolski (71. Chrapek) – M. Paixao, Kuświk (23. Haraslin). Trener: Piotr Nowak.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.