Gotowi na wszystko. Exterminator

W najbliższą sobotę studenci Akademii Górniczo-Hutniczej zaczynają siedmiomiesięczną sesję poprawkową w I lidze koszykarzy, a już pierwszy egzamin będzie bardzo trudny.

„Powiem panu za to, jakie mam marzenie. Za rok zagramy w jednej drużynie z Tomkiem Zychem, będziemy w koszulkach AGH i będzie to w I lidze!” – kiedy coś mówi Bartłomiej Podworski, lepiej się z tego nie naśmiewać, to kwestia zdrowego rozsądku. Wystarczy przymierzyć się do jego 207 cm wzrostu i obwodu bicepsa. Ciężko jednak było wyobrazić sobie rysowaną przez niego perspektywę w tamten październikowy, sobotni wieczór 2017 roku. Sklecony po degradacji AGH wprawdzie zwyciężył właśnie bardzo wysoko, ale z marnym przeciwnikiem, a na bardzo długiej drodze do awansu czekały nieporównanie poważniejsze przeszkody. Nieopodal siedział ich lider i kapitan, Tomasz Zych, świeżo po rekonstrukcji więzadeł krzyżowych przednich kolana, a jego usztywniona noga, kule, pozycja i mina budziły tylko przygnębiające myśli.
No i co? Za kilka dni Podworski i Zych zagrają razem w I lidze, w koszulkach AGH, a ten drugi w ostatnim sparingu pokazywał taką dynamikę, jakby podczas tamtej operacji implantowali mu dodatkowo turbo… – Wierzyłem wtedy, że moje słowa się spełnią. Przecież bym nie kłamał – przekonuje Bartek. – Użyłem słowa „marzenie”? A może pan to źle zapisał? Bo to było przekonanie, a nie marzenie!
Pytany o przewidywania przyszłorocznego statusu jego, kolegów i klubu, uśmiecha się wymijająco i tak też odpowiada: – Teraz to już nie będzie debiut. „Poobijaliśmy się” dwa lata temu w pierwszej lidze, ostatnio w drugiej i sporo się nauczyliśmy.

Jeśli ktoś stroni od współczesnych, polskich komedii, to nie należy go przekonywać, aby się nimi zainteresował – od szmiry i niesmacznego, wysilonego żartu nastrój się nie poprawia. Ale też błędem byłoby wrzucanie wszystkiego do jednego worka z napisem „czerstwota”, bo można przegapić coś tak uroczego jak „Gotowi na wszystko. Exterminator”, film tyleż zabawny, co nostalgiczny. Grupa chłopców z prowincjonalnego miasteczka, w którym nie widać upływu czasu, marzy o muzycznej karierze, lecz nie potrafią udźwignąć jej obciążeń. Skonfliktowany zespół rozpada się. Nie jest to drugi „The Commitments” Alana Parkera, ale można go umieścić w trójce najlepszych polskich filmów gatunku „pop” obecnej dekady, po „Moim rowerze” i „Jezioraku”.
„Exterminator” gra death metal, muzykę bardzo szybką i bardzo głośną, czyli to co w przełożeniu na język basketu prezentuje team z Piastowskiej, który powinien mieć na sztandarze wyhaftowany napis „Agresja”. On też półtora roku temu zlatywał z I ligi porozbijany pod każdym względem, z podzieloną, skłóconą szatnią. Tak jak chłopaki z filmowego Kochanowa będzie mógł jednak spróbować jeszcze raz, choć w bardziej niż oni zmienionym składzie. A żeby nie powtórzyć scenariusza z sezonu 2016/17, musi wyciągnąć z niego wnioski.
– Nie zamierzam opowiadać o naszych wewnętrznych sprawach. Poza tym, niezależnie, jakie panowały między nami relacje, to nikt nie chciał spaść z I ligi i każdy bił się do końca o utrzymanie. Mieliśmy też problemy zdrowotne – zaznacza Podworski. – Natomiast teraz jest o tyle inaczej, że – nie pokazując nikogo palcami – mamy więcej ludzi, którzy chętniej rzucą się na parkiet, żeby zdobyć piłkę.
Szkoleniowiec AGH, Wojciech Bychawski winę bierze na siebie, twierdząc, że kluczowy był czas, kiedy „nie było go w robocie”, bo wyjechał w lutym na zgrupowanie kadry kadetów. – Zastępujący mnie Andrzej Urban prowadził dobrze zajęcia, ale kiedy nie ma pierwszego trenera, to brakuje pełnego „sprężenia”. Po tym okresie przegraliśmy z Rosą II Radom i Zniczem Pruszków, a te dwa konkretne zwycięstwa dałyby nam dziesiąte, bezpieczne miejsce po sezonie zasadniczym – wspomina. – Poniosłem za to karę, trafiłem do II-ligowego piekła. Wydobyłem się jednak z niego i drugi raz coś takiego się nie powtórzy. Poza tym nauczyliśmy się wówczas I-ligowych realiów, między innymi organizacji, kultury gry, współpracy z trzema sędziami. Swoje doświadczenia przez ostatnie dwa lata zdobyli również zawodnicy. Teraz to wszystko powinno procentować.

W światku pokerowym jest takie powiedzenie: „Siadając do stołu rozejrzyj się i poszukaj frajera. Jeśli go nie widzisz, to znaczy, że sam nim jesteś”. Krakowianie muszą znaleźć co najmniej trzech frajerów, gdyż tyle drużyn trzeba wyprzedzić, aby się utrzymać. – Szczerze mówiąc, przez całe lato śledziłem, kto gdzie przychodzi, kto skąd odchodzi, wyniki sparingów, ale w żadnym momencie nie pomyślałem: „ci to mogą spaść, są słabi” – opowiada Bartek. Jego trener dodaje, że w tym sezonie ma mocniejszą ekipę niż wcześniej, jest w niej klasyczny center, jakiego nie było, Michał Sadło, ale też stawka na zapleczu ekstraklasy jest bardziej wyrównana niż dotąd, a konkurencja większa.
– Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem podczytywać w internecie komentarze na różnych forach, prognozy na nadchodzący sezon; opinie na nasz temat, jacy to jesteśmy kiepscy – zwierza się Bychawski. – W odróżnieniu od nich nie chcę szukać słabości u innych, ale u siebie i je korygować. My tu zap…lamy. A wszystkich ligowych rywali, którzy nas nisko cenią, zapraszam do naszej hali; niech tu przyjadą i postarają się nas pokonać.

Jeśli kogoś nie poruszy i nie rozbawi sentymentalna historia bohaterów tytułowej komedii i ich powrotu na scenę, to przynajmniej może sobie popatrzeć – według preferencji – na Agnieszkę Więdłochę, Pawła Domagałę czy Piotra Roguckiego (tutaj nie śpiewa, tylko „ładuje po garach”). Jeśli ktoś nie odnajdzie przyjemności albo satysfakcji w kibicowaniu akademickim koszykarzom, to zawsze będzie mógł zobaczyć „trójki” odpalane w trzeciej sekundzie akcji, nawet bez pozycji, przez Bartosza Czerwonkę i Macieja Koperskiego, wariackie rajdy Artura Włodarczyka, finalizowane z głową poniżej poziomu nóg, a przede wszystkim widowiskowe wsady Iwana Wasyla. Reprezentatywna ich próbka znajduje się TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
Już w najbliższą sobotę, o g. 16 dojdzie do pierwszej weryfikacji nadziei i oczekiwań studentów Akademii Górniczo-Hutniczej. Przy Piastowskiej pojawi się bardzo wymagający egzaminator, STK Słupsk, założony w miejsce tamtejszych Czarnych, którzy wycofali się z Energa Basket Ligi w trakcie minionego sezonu. Na czele zespołu stoją ekstraklasowi wyjadacze, rodowity krakowianin Łukasz Seweryn i naturalizowany Litwin Mantas Cesnauskis.
– Dzisiaj mogę się przyznać, że kiedy we wrześniu 2016 roku, na inaugurację I ligi, wychodziłem na boisko w Inowrocławiu, to się bałem. Nie za dobrze wiedziałem, gdzie jestem i co się ze mną dzieje – „Potwór” uśmiecha się porozumiewawczo. – To jednak minęło w następnych tygodniach, dzisiaj zaś nie mam żadnych obaw przed Słupskiem, ani przed nikim innym. Wierzę w nasze umiejętności, a jeśli nawet „umiejętności” to zbyt duże słowo na to, co prezentujemy, to wierzę w naszą walkę, zaciętość. Jak zawsze skaczemy, gryziemy, szarpiemy i mam nadzieję, że przyniesie nam to powodzenie.
PAWEŁ FLESZAR

KADRA AGH KRAKÓW NA SEZON 2018/19 (w nawiasie ostatnie kluby nowych zawodników)
obwodowi: Bartosz Czerwonka, Kamil Jewuła (*na podstawie umowy szkoleniowej będzie występował również w II-ligowej Unii Tarnów), Maciej Koperski, Konrad Mamcarczyk, Patryk Pachołek (Cracovia 1906), Iwan Wasyl, Artur Włodarczyk (Sokół Łańcut), Tomasz Zych;
podkoszowi: Michał Borówka, Maksymilian Jakubek (SMS Władysławowo), Patryk Kędel (Legia Warszawa), Mateusz Nowacki (Cracovia 1906), Bartłomiej Podworski, Michał Sadło (Sokół Łańcut);
trener: Wojciech Bychawski, II trener: Tomasz Orlicki, trener przygotowania fizycznego: Piotr Biel, fizjoterapeutka: Anna Rybarz, kierownik drużyny: Zofia Flasińska

Komentowanie zablokowane.