Gra zapadła na zdrowiu

Po kiepskim, brzydkim meczu piłkarze Wisły Kraków odpadli z Pucharu Polski, ulegając na własnym boisku Lechii Gdańsk, 0:1.

Postawa gospodarzy korespondowała ze stanem ich trenera Franciszka Smudy, który dostał zapalenia płuc i w tym tygodniu nawet trafił do szpitala. O ile jednak jego przypadłości wzięły się w dużej mierze z poświęceń – mimo choroby pojechał na sobotnią konfrontację do Bydgoszczy – to taka zapaść jego drużyny jest mniej wytłumaczalna. Szkoleniowiec, który dzisiaj znowu wstał z łóżka i siedział w głębi ławki okutany w szalik musiał oglądać niemrawe poczynania podopiecznych. Rozpoczęło się obiecująco, od nieznacznie spudłowanego woleja Emmanuela Sarkiego z z narożnika pola karnego, ale dalej niewiele się działo (bo kopnięcie Ostoi Stjepanovicia z wolnego, jakkolwiek celne, było raczej podaniem do bramkarza). Dopiero w 43. minucie w podobnej sytuacji do Sarkiego znalazł się po drugiej stronie Luis Deleu, ale Michał Miśkiewicz pewnie złapał piłkę, a po chwili strzał Piotra Grzelczaka zablokował Patryk Fryc.

Opiekun Lechii, Michał Probierz kilkakrotnie powtarzał, że jego zespół przeżywał ostatnio trudne chwile i koniecznie potrzebował odbudowania. Gdańszczanie nie wygrali od 24 sierpnia, a w ostatnich pięciu spotkaniach – wliczając w to sparing z Metalistem Charków – ponieśli cztery porażki. – Z Lechem graliśmy nieźle, a potem wszystko posypało się jak domek z kart. Dlatego dzisiaj nie staraliśmy się narzucać tempa, tylko wybijać Wisłę z rytmu. Tego też moi młodzi zawodnicy muszą się uczyć – tłumaczył.
W pokrzykiwaniu przy linii i na konferencji prasowej zastępował Smudę asystent, Marcin Broniszewski. – Po wszystkim można różne rzeczy mówić, ale musieliśmy kalkulować wystawiając taki a nie inny skład, czy zdejmując wcześniej Pawła Brożka – odpierał pytania o decyzje personalne, które miały częściowy wpływ na wydarzenia boiskowe.

Zaraz na starcie drugiej połowy Wilde-Donald Guerrier po krótkim podaniu z wolnego po ziemi posłał futbolówkę w słupek, kilkanaście minut później uderzenie lewą nogą Sarkiego chwycił Mateusz Bąk. A w 74. minucie przyszło rozstrzygnięcie: Marcin Pietrowski przedłużył główką w pole karne podanie do Pawła Buzały, ten przyjął tyłem, obrócił się i ulokował piłkę w siatce obok Miśkiewicza. Goście w tamtym okresie byli aktywniejsi; kilka ich akcji i dośrodkowań zostało przerwanych przez wiślaków. Ci z kolei nie parli zbyt energicznie do przodu. – Już wcześniej uważaliśmy, że kto zdobędzie pierwszy gola, ten dowiezie zwycięstwo – twierdzi Broniszewski. – Mieliśmy okazję, ale skończyło się na słupku, a oni swoją wykorzystali. Są dwa podstawowe fakty wynikające z tego meczu: w pucharze już w tym sezonie nie zagramy, a drugi – możemy skoncentrować się na lidze.
A w T-Mobile Ekstraklasie w ciągu tygodnia czeka „Białą Gwiazdę” kumulacja występów: w najbliższą sobotę, o g. 20.30, podejmuje Zagłębie Lubin, natomiast we wtorek, 29 października – także na własnym boisku, o g. 20.30 – zmierzy się z Widzewem Łódź.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECHIA Gdańsk 0:1 (0:0)
Bamka: Buzała 74. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Żółte kartki: Chrapek, Guerrier, Kamiński, Małecki – Zyska. Widzów: 5331.
WISŁA: Miśkiewicz – Fryc, Burliga, Jovanović, Guerrier – Nalepa, Stjepanović (69. Stolarski) – Sarki, Chrapek, Małecki – Brożek (78. Kamiński). Trener: Franciszek Smuda.
LECHIA: Bąk – Oualembo, Janicki, Kostrzewa, Pazio – Zyska, Pietrowski – Deleu, Tuszyński (81. Matsui), Grzelczak (68. P. Frankowski) – Duda (46. Buzała). Trener: Michał Probierz.

Pozostałe wyniki Pucharu Polski można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.