Gryźć trawę

Zastrzeżenie na początek – jeśli ktoś jest wrażliwy na brutalność, niech raczej nie ogląda filmiku wklejonego pod spodem. Za to książka napisana przez niechlubnego bohatera tamtego zdarzenia, Toniego Schumachera, jak najbardziej jest warta lektury.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W latach 80. ubiegłego stulecia narodziły się dwa żartobliwe powiedzonka. „Piłka nożna to prosta gra: wchodzi na trawę 22 ludzi w dwóch drużynach, dostają piłkę, sędzia gwiżdże i zaczyna się walka. A potem i tak zawsze wygrywają Niemcy„. „Niemcy, kiedy są w formie, to zdobywają mistrzostwo, a kiedy są bez formy – dochodzą do finału”.
Harald „Toni” Schumacher był bramkarzem, który załatwił Niemcom uczestnictwo w finale dwóch mistrzostw świata, w 1982 i 1986 roku. W Hiszpanii obronił dwa karne w półfinałowym meczu z Francją, z którego pochodzi filmik. Cztery lata później był bohaterem konkursu „jedenastek” w ćwierćfinałowej konfrontacji z gospodarzem, Meksykiem.
Pomiędzy oboma turniejami dostawał pełne wrogości listy, odbierał telefony z pogróżkami, nazywano go niemieckim bandytą, mini-Hitlerem. Ale nie został ukarany, ani w trakcie spotkania, ani po nim, choć staranowany przez niego Patrick Battiston stracił dwa zęby, miał naruszone kręgi szyjne, karetka zawiozła go z boiska do szpitala. Ale wrócił do gry i w Meksyku znowu stanęli z Schumacherem naprzeciw siebie, w półfinale.

„Gryźć trawę” nie ma – jak to w takich przypadkach zazwyczaj bywa – profesjonalnego współautora, być może przy jej tworzeniu brał udział ghost writer, a może bramkarz pisał ją sam, co jest bardzo długą drogą z okolicy, w której się wychowywał, gdzie „wielu ojców było alkoholikami, wiele matek czymś między flejtuchem a dziwką”.
W każdym razie książka jest klarownie napisana, narracja płynie wartko. Bez owijania w bawełnę opowiada o kłótniach i zadrażnieniach, czy sportowych tematach tabu – farmakologii, seksie, dopingu. Chętnie skandalizuje, jak często robił to w publicznych, medialnych wypowiedziach. Kolegę-konkurenta z reprezentacji nazywa „zlepkiem patologicznych cech charakteru”, a młodych zawodników Bundesligi: „leniwymi worami”.
Z humorem wspomina jak w londyńskim „piętrusie” wydłubywał gumę podtrzymującą szybę, a firma „Reusch” zastosowała ją potem przy produkcji rękawic bramkarskich.

Prawda jest jednak taka, że kontrowersyjność uchodzi ludziom wybitnym, a nie przeciętniakom. Bo to nie zwierzenia kolejnego piłkarzyka, który przeputał swój talent, ale raport ze szczytu wyczynowego futbolu – Schumacher poza dwoma srebrnymi medalami MŚ, zdobył w 1980 r. mistrzostwo Europy. To opowieść człowieka, który dwa lata po incydencie z Battistonem miał odwagę wyjść sam na rozgrzewkę na stadionie w Strasbourgu do 50 tysięcy dyszących nienawiścią Francuzów, rzucających w niego kamieniami, kartoflami, jajkami, owocami, puszkami, butelkami. Człowieka, który dwa lata później, po finale w Meksyku, oznajmił kilkudziesięciu milionom Niemców za pośrednictwem telewizji RTL: „Broniłem jak ostatnia dupa. Gdybym w tym meczu bronił jak z Francją i Meksykiem – mielibyśmy mistrzostwo świata”. Człowieka, który przez większość kariery hołdował zasadzie: „Prawdziwa walka zaczyna się wtedy, kiedy jesteś śmiertelnie wykończony. Być KO, a mówić OK. – oto tajemnica sukcesu”.
PAWEŁ FLESZAR

Toni Schumacher „Gryźć trawę”. Tytuł oryginału: „Anpfiff”. Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1988

Skomentuj