Grzejąc ławę

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Janusz Zaorski reżyserując „Piłkarskiego pokera” postawił pomnik własnej futbolowej miłości, czy raczej rozliczał się z nią jak z niewierną i rozwiązłą żoną. Na pewno jednak od kilkudziesięciu lat kultywuje uczucie w swoich kolejnych domach i mieszkaniach, zapraszając na wspólne oglądanie meczów przyjaciół ze świata kultury i sportu. To właśnie u niego, po zwycięstwie Argentyny w finale mistrzostw świata 1978, Tomasz Wołek uklęknął przed telewizorem i ucałował ekran. To u niego zebrało się w jednym pokoju kilkadziesiąt osób, kibicujących Polakom walczącym z ZSRR podczas MŚ 1982, wyładowując radość z wyniku i frustrację z trwającego stanu wojennego skandowaniem: „Wrona orła nie pokona, prędzej zginie, pierdolona”. To wtedy zabronił wyjścia na balkon swojej córeczce Kasi, krzycząc: „Jak spadniesz, to nikt nie zbiegnie na dół, żeby ci pomóc!”…

Tymi anegdotkami dzielił się w inauguracyjnym numerze reaktywowanego w 2004 roku „Sportowca” – kultowego tygodnika z czasów peerelu. Redaktorem naczelnym pisma, które niestety przemknęło przez rynek jak meteor, był jego przyjaciel, znakomity dziennikarz, Jerzy Chromik. Kiedyś konsultant scenariusza „Piłkarskiego pokera” – omawianego oczywiście w tamtym mieszkaniu, przy okazji kolejnych transmisji.

Wśród kilkuset gości, jacy przewijali się w ciągu ponad trzydziestu lat przez salon zwany przez gospodarza „boiskiem u Zaorka”, była m.in. plejada aktorów z jego bratem Andrzejem, Grażyną Wolszczak, Olafem Lubaszenką, Andrzejem Sewerynem, Marią Pakulnis, Piotrem Gąsowskim, Robertem Rozmusem, reżyserzy Jerzy Sztwiertnia, Filip Bajon i Krzysztof Zaleski, operator filmowy Edward Kłosiński, malarz Tomasz Bronowski, poeta Jerzy Górzański. I przychodził, od początku aż do przedwczesnej śmierci w 1993 roku, jeden z jego najlepszych kumpli, Krzysztof Mętrak.

Mętrak należał do najwybitniejszych krytyków literackich i filmowych Polski powojennej, a przy tym był pasjonatem futbolu, którym zaraził się jeszcze zanim zaczął treningi w Polonii Warszawa. „Podejrzewam, że (…) zakochał się we mnie miedzy innymi dlatego, że wiedziałam co to jest spalony i kim jest Marek Kusto” – żartowała kiedyś jego żona, Anna Osmólska-Mętrak.
Z jej inicjatywy ukazał się po śmierci męża wybór felietonów, jakie pisywał do tygodnika „Piłka nożna”. Książka „Grzejąc ławę” (taki też tytuł nosił cykl prasowy) to dwadzieścia lat historii polskiego futbolu w tekstach pozbawionych efekciarstwa cechującego wielu zawodowych felietonistów i przefilozofowania właściwego często znanym postaciom, zapraszanymi przez gazety do dzielenia się swoimi przemyśleniami.

To spojrzenie człowieka, który nigdy nie zaszedł tak daleko w las, żeby przestać zauważać drzewa: „Co pewien czas jacyś znani sportowcy przyznają się dziennikarzom do swego zmęczenia psycho-fizycznego. Przebąkują o zakończeniu kariery, czym wywołują lawiny spekulacji. (…) Opinia się dziwi, dziennikarze nie mogą zrozumieć motywów (…). Ja jednak sądzę, że podobne wyznania bywają dowodem odwagi i… zdrowia psychicznego. Bo popatrzcie – podczas każdego meczu ligowego – na tych wielu męczenników, którym gra, co widać gołym okiem, nie sprawia już żadnej satysfakcji…”. Za to można mu jeszcze dołożyć etykietkę uniwersalności…
PAWEŁ FLESZAR

Krzysztof Mętrak „Grzejąc ławę”. Wydawnictwo Przedświt, Warszawa 1997.

Skomentuj