Gwiżdżąc na asa kier

Po meczu, w którym Wisła zremisowała ze Standardem Liege 1:1, chyba można już podać definicję drużyny Kazimierza Moskala. I nie będzie się ona zaczynała od odmiany przez przypadki słowa „szczęście”. To drużyna, która łatwo się nie poddaje, biega jak najęta i walczy niemal bez przerwy, często ostro, a czasem – zwłaszcza, gdy do akcji wkracza Gervasio Nunez bądź zawodnicy z Bałkanów – nawet brutalnie. A co równie istotne – to drużyna dobrze zorganizowana w wyprowadzaniu piłki i konstruowaniu ataku pozycyjnego. Choć, w obliczu taktycznej nijakości kilkanastu miesięcy rządów Roberta Maaskanta, obecnie słowa „organizacja gry” powinno się napisać dużymi literami.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Widać ją było choćby dzisiaj: przeciwnicy wyszli od początku wysokim pressingiem, zaczynającym się na połowie wiślaków u szczytu koła środkowego, więc ci uwalniali się szybkimi wymianami podań w dwójkach i trójkach. W taki właśnie sposób w 17. minucie Maor Melikson współdziałał z Patrykiem Małeckim, a zdezorientowany przeciwnik przewrócił go dwadzieścia metrów od bramki, po lewej stronie. Łukasz Garguła tak przyłożył z wolnego, że piłka po rykoszecie ostemplowała poprzeczkę, a Sinan Bolat nawet nie drgnął. Niedługo później Melikson zabawił się w bilarda z Cwetanem Genkowem, ale z trudem sięgający nogą futbolówkę na środku pola karnego Izraelczyk strzelił zbyt lekko. Podobną, choć znacznie wygodniejszą, pozycję miał nieco przypadkowo na początku Łukasz Garguła, lecz chybił z kilkunastu metrów.

Jako że krakowianie odpowiadali pressingiem na pressing, a o Cezarego Wilka i Nuneza rozbijała się większość fal, Belgowie odpowiedzieli tylko dwoma średnio groźnymi uderzeniami Meme Tchite. I nagle, niemal z niczego, zdarzyło się nieszczęście. Poczynając od złego podania Nuneza, po którym sam przed Siergiejem Pareiką znalazł się Yoni Buyens, przez brak doświadczenia Michała Czekaja (choć nie miał on raczej zbyt wielu opcji powstrzymania pomocnika Standardu), po rzut karny i czerwoną kartkę dla stopera „Białej Gwiazdy” za staranowanie rywala. Cyriac Gohi Bi wyegzekwował go tak miękkim i precyzyjnym lobem, że Pareiko długo leżał na ziemi, kiedy piłka wędrowała nad nim do siatki.

I od tamtej pory gospodarze pokazali niesamowity charakter i determinację. Sygnał, że nie będzie rezygnacji z dotychczasowego stylu dał im Moskal, nie zmieniając – jak to często bywa w takich sytuacjach – zawodnika ofensywnego na defensywnego. Na lewą obronę cofnął się tylko Nunez, a Wisła przez większość z 70 minut (z doliczonym czasem) miała inicjatywę.
Goście wypracowali sobie kilka okazji, lecz mało przekonujących, jedyną naprawdę godną uwagi miał w 77. minucie Michy Batshuayi, który świetnie zabrał się z podaniem gubiąc Juniora Diaza (to on przeszedł z lewej na środek po wykluczeniu Czekaja), ale kopnął z kilkunastu metrów po ziemi wprost w ręce golkipera. Parę razy szarżował jeszcze silny i dynamiczny Cyriac, lecz jego poczynania na ogół neutralizowali obrońcy albo Pareiko.

Tymczasem krakowianie parę razy zagotowali ziemię pod przeciwną bramką. Zwłaszcza na początku II odsłony, kiedy najpierw Gekow wybiegł za linię defensywy Standardu, jednak zanim z prawego skrzydła ściął do środka, nadbiegli rywale i został zablokowany. W następnej akcji, po wrzutce i związaniu Belgów przez Bułgara, Małecki strzelał z ostrego kąta do pustej praktycznie bramki, chybiając lewą nogą z woleja.
Gorąco było też po upływie 80. minuty, aż wreszcie – po bardzo dokładnym dośrodkowaniu Meliksona z wolnego, z lewej strony pola karnego – Genkow brzuchem wepchnął piłkę do siatki. Zwycięskiego gola w doliczonym czasie mogli zdobyć Andraż Kirm lub Ivica Iliev, lecz każdy z nich w swojej części tej samej akcji raził niezdecydowaniem.

Skończyło się remisem i nie ma co zastanawiać się, jaki padłby wynik, gdyby Czekaj nie zobaczył – określanego tak w futbolowym żargonie – „asa kier”. Przy takiej postawie wiślaków w Liege, 23 lutego o godz. 19, to Belgowie powinni poważnie obawiać się o losy awansu do kolejnej rundy Ligi Europy.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – STANDARD Liege 1:1(0:1)
Bramki: Cwetan Genkow 88 – Cyriac Gohi Bi 27 karny. Sędziował: David Fernández Borbalán (Hiszpania). Żółte kartki: Genkow – Goreux, Kanu, Vainqueur. Czerwona: Michał Czekaj (26., za faul taktyczny). Widzów: 21 170.
WISŁA: Pareiko – Jovanović, Chávez, Czekaj, Díaz – Wilk, Núnez – Małecki (57. Iliev), Garguła (78. Kirm), Melikson – Genkow. Trener: Kazimierz Moskal.
STANDARD: Bolat – Goreux (46. Ciman), Kanu, Felipe, Pocognoli – Gakpé (70. Batshuayi), Vainqueur, Buyens, Seijas (82. Bjarnason) – Cyriac, Tchité. Trener: Jose Riga.

Pozostałe wyniki Ligi Europy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj