Harry nie spotkał się z Sally

Za porozumieniem stron został rozwiązany kontrakt AGH z kontuzjowanym Maciejem Adamkiewiczem. W najbliższą niedzielę zaplanowano w Krakowie pierwszy od wielu lat mecz I ligi koszykarzy, a rywalem akademików będą starzy znajomi z Siedlec.

To czego doznaje 27-letni Maciek trudno określać inaczej niż fatum. W 2014 przygotowywał się do sezonu z silną Spójnią Stargard, ale musiał przerwać to przez kontuzję stawu skokowego. Przed rokiem trenował z faworytem I ligi, Miastem Szkła Krosno, które też opuścił po miesiącu, ze względu na ważne sprawy prywatne. W tym roku ćwiczył z AGH, w którym miał odgrywać istotną rolę, prawdopodobnie byłby „starterem”. W drugim tygodniu września odnowił mu się wspomniany uraz stopy, wymagany jest zabieg chirurgiczny. Jeśli dodać, że problemy zdrowotne zabrały mu również 2/3 sezonu 2013/14 – obraz złego losu będzie kompletny.
– Nasz klub sfinansuje Maćkowi koszty operacji. Dogadaliśmy się na rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron; dzisiaj przyszły dokumenty od menedżera Adamkiewicza, jutro nasz prezes je parafuje – wyjaśnia szkoleniowiec KS AGH, Wojciech Bychawski.
W jego zespole powstała pewna wyrwa. Deklaruje, że chce ją zapełnić, ale niekoniecznie obsadzając pozycję zwolnioną przez Adamkiewicza. – Może to być każdy, od numeru dwa do pięć, byle był doświadczony. Nie oczekuję wiele, wystarczy średnio po parę punktów, ale żeby tym doświadczeniem pomógł nam wygrywać mecze w końcówkach – podkreśla. – Szperamy, węszymy, dzwonimy, ale to, niestety, słaby czas na szukanie zawodników.

W początkowej sekwencji kultowego filmu „Kiedy Harry poznał Sally” tytułowa para jedzie z Chicago do Nowego Jorku. To coś w rodzaju „BlaBlaCar”; nie znali się wcześniej, składają się na benzynę, przenosząc po studiach do miasta, gdzie czeka na nich praca. Bohater grany przez Billy’ego Crystala peroruje pożerając winogrona, a łupy wypluwając przez okno:
– Jestem tak wielkim pesymistą, że nawet książkę zaczynam od ostatniej strony. Dzięki temu będę znał zakończenie, jeśli wykituję w trakcie czytania.
Warto obejrzeć dalsze dzieje Harry’ego Burnsa i Sally Albright – dla wielu brawurowych dialogów, dla sceny udawanego orgazmu, która weszła do historii kina („poproszę to samo, co ona, kanapkę z serem”), dla zdjęć Central Parku i Manhattanu (nie tylko jesienią), no i dla Meg Ryan, która tą rolą awansowała do hollywoodzkiej ekstraklasy, gdzie utrzymała się blisko 20 lat. A wykład o pesymizmie – choć w sposób niedosłowny, luźny – dobrze pasuje do Wojciecha Bychawskiego, który lubi odnosić filmowe cytaty do prowadzenia swojej drużyny koszykarzy. Nie jest ona doceniana przez internetowych typerów, więc jej opiekun zaglądając do ligowych zapowiedzi na ogół może dowiedzieć się z wyprzedzeniem, jak kiepskie będą efekty jego działalności – przegra mecz, fazę, ligę. Wiosną wieszczono, że AGH nie przejdzie II rundy play off, w ubiegłym tygodniu – że nadchodzący sezon zakończy degradacją, a w pierwszym spotkaniu, w Inowrocławiu, poniesie porażkę różnicą co najmniej 10 punktów. – To jest zajebiste, bo motywuje moich chłopaków – mówi z przekąsem, ale szybko się irytuje. – Chcę tylko szacunku dla nich, dla pracy, jaką wykonują. Niech oceniają ich ludzie, którzy ich znają, widzieli ich w grze, wiedzą, co robią.
Od marca do maja jego podopieczni przeszli cztery rundy, a w piątej odnieśli zwycięstwo w ostatnim spotkaniu sezonu, nad niepokonanym przez rok przeciwnikiem. W sobotniej inauguracji prowadzili z Notecią przez 80% konfrontacji, nawet 15 punktami, ulegając ostatecznie 73:74, mimo posiadania piłki przez finałowe kilkanaście sekund. – Sfrajerowaliśmy się, zabrakło nam doświadczenia, ale też trener i ośmiu zawodników debiutowało tego dnia w I lidze… – wzrusza ramionami Bychawski. – Byłem wściekły, ale teraz, na chłodno, jestem z nich dumny – z tego jak się prezentowali na parkiecie. Nie byli w ogóle gorsi od Noteci.

W najbliższą niedzielę, o g. 19, w hali przy Piastowskiej, akademicy staną przed szansą odrobienia tamtych strat. Przede wszystkim jednak będzie to pierwszy od 11 lat odbywający się w Krakowie mecz ligi wyższej niż druga. Natomiast stricte I liga wróci pod Wawel po 13 latach, kiedy w rozgrywkach 2002/03 Wisła Śnieżka zajęła w niej 4. miejsce, a potem na dwa sezony zakwalifikowała się do PLK dzięki połączeniu z Unią Tarnów.
Zapowiedź startu „Agiehowców” na zapleczu ekstraklasy można przeczytać TUTAJ. Ich niedzielni przeciwnicy to starzy, dobrzy znajomi – SKK Siedlce, notabene były zespół rozgrywającego AGH, Marka Szumełdy-Krzyckiego. Krakowianie rywalizowali z SKK w sezonie 2013/14 w II lidze, w następnym zmierzyli się także w Pucharze Polski. – To jednak kompletnie inna drużyna, nawet masera z tamtych czasów już w niej nie ma – zaznacza Bychawski.
Największe zmiany w siedleckim teamie zaszły bodaj ostatniego lata; zostało w nim czterech koszykarzy z ubiegłego sezonu, w tym trzech podstawowych: Rafał Sobiło, Aaron Weres (on bił się z „Agiehowcami” jeszcze także w Turze Bielsk Podlaski) i Rafał Rajewicz. Doszło kilku rutyniarzy, choćby Łukasz Paul, czy dobrze tu pamiętany Rafał Król. Wszak kiedy ostatnio, w kwietniu, zjawił się przy Piastowskiej – wygrał tu spotkanie dla AZS UMCS Lublin… Nie wiadomo, czy będzie mógł wystąpić borykający się z dolegliwościami barku Marcin Pławucki, który po dosyć późnym – w wieku 25 lat – debiucie w I lidze poczynił ogromny postęp występując przez dwa sezony w Sokole Łańcut i do Siedlec odszedł, aby pełnić rolę pierwszego playmakera. SKK prowadzi 32-letni Teohar Mołłow, który przejął go w kryzysie, w grudniu ubiegłego roku, i utrzymał na zapleczu ekstraklasy bez konieczności walki w play out.
– Dzisiaj mieliśmy jeszcze odprawę z projekcją wideo dotyczącą meczu w Inowrocławiu, a od jutra przygotowujemy się ściśle pod kątem SKK – podsumowuje szkoleniowiec AGH.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.