Hop beczkę piwa, hop!

Krakowska konfrontacja siatkarzy AGH 100RK AZS z Kęczaninem wypełniła wszystkie derbowe wymagania odnośnie zaciętości, emocji i atmosfery oraz wiele tyczących poziomu. Wynik zmienił się od 0:2 do 3:2, a gospodarze wygrywając pierwszy w sezonie mecz we własnej hali przesunęli się na 10. miejsce w I lidze, tuż za plecy ekipy z Kęt.

Akademicy dobrze wystartowali dzięki szczelnemu blokowi (7:3), a dalej pociągnął Patryk Łaba, który po dwóch atakach serwował czterokrotnie tak, że trzy razy piłka nie wróciła na ich pole, a raz dobił ją na siatce Grzegorz Szumielewicz. 14:7, a trener gości, Marek Błasiak miał już wykorzystane obie przerwy.
Uaktywnili się jednak liderzy Keczanina: mądrze atakujący po kierunkach Marcin Kantor, ścinający mocno i serwujący nieprzyjemnie po prostej Mateusz Zarankiewicz oraz kierujący wszystkim rutynowany Jarosław Macionczyk. Przewaga zaczęła się zmniejszać – 14:10, 16:12, 17:15 – nieco luzu dał akademikom as Michała Dzierwy (19:15), aż wreszcie dojechali do setbola przy 24:22.
Sztab miejscowych który wcześniej reagował szybko i zdecydowanie (np. zdejmując Szumielewicza, kiedy przeciwnicy dali się mu we znaki w przyjęciu), wtedy postąpił zbyt gorączkowo, wpuszczając Tomasza Obuchowicza za Łabę, na podwyższenie na lewym skrzydle. Zarankiewicz jednak się przebił (24:23) i okazało się, że limit zmian jest wyczerpany i już nie można zrobić powrotnej. Doszło do tego zamieszanie z czasem, którego nie przyznał krakowianom sędzia (argumentując, że nie został wyraźnie zasygnalizowany), a po ich błędzie przejścia zrobiło się 24:24.
Przyjezdni wprawdzie nie zagrywali na kryjącego się przy linii bocznej Obuchowicza, ale za to w ciemno biegli z blokiem do Krzysztofa Ferka i dwukrotnie na trzy próby go zatrzymali. 25:27.

– Zapędziliśmy się wtedy z tą zmianą. Cóż, my też się uczymy i zbieramy doświadczenie, jak zawodnicy – zwierzał się Krystian Bławat, prowadzący zespół z Przemysławem Płaczkiem. – Ale wiedziałem, że chłopaki nie załamią się niepowodzeniem; są strasznymi walczakami, a poza tym coraz mocniej zaczynają wierzyć, że mogą zwyciężać.
Te wiarę było widać już w drugim secie, kiedy po 2 asach Jakuba Kośka (jak uzasadniają trenerzy, w całotygodniowej rywalizacji pokonał Adama Szałańskiego, który rozgrywał w ostatnim, również zakończonym sukcesem, spotkaniu – w Tychach) było 8:7, a po czapie na Zarankiewiczu – 10:8. Potem 12:12 (3 rewanże „Zarana”), 13:15, 14:16, 16:16, 17:17, a Kosiek kilkakrotnie uruchomił w tym okresie Patryka Akalę.
W decydującej fazie jednak kęczanie dali pokaz ataku z wykorzystaniem rąk przeciwnika, wychodząc na 17:19, 19:20, 20:23 (Jakub Gaweł „flotem” zaliczył asa), 21:25 (Kantor).
0:2, a kilkudziesięcioosobowa grupa fanów Kęczanina kontynuowała festiwal  żywiołowego dopingu, z lekką nutą szyderstwa wobec miejscowych („On gra z nami„, „Prosimy jeszcze raz to samo„), napędzanego dwoma bębnami. Jeden z „pałkarzy” zaczął w stroju Św. Mikołaja, ale tak się rozgrzał, że ściągnął go jeszcze przed końcem pierwszej partii.

Trzecia część miała być ostatnią. – Większości się tak wydawało i to nam zaszkodziło. Zaczęliśmy grac dla AGH – kręcił głową Marek Błasiak. Narzekał też na kłopoty zdrowotne, bo Michał Mysera wystąpił z chorobą, a Mateuszowi Błasiakowi spuchło kolano i nie mógł w ogóle wyjść na parkiet. – Szansę dostali jednak dublerzy i jej nie wykorzystali – analizował szkoleniowiec, który w pewnym momencie musiał nawet zdjąć mylącego się Macionczyka.
Do 17:17 walka była bardzo równa i sprawa otwarta, ale ryzyko uderzeń z trudnych pozycji podjęli Łaba (19:17) i Szumielewicz (21:18 i 22:19 – w linię końcową), a po podaniu tego drugiego Konrad Mucha dobił z refleksem (23:19). Dwa ostatnie punkty to błędy gości,  „Szumi” zaś, który zrazu przeżywał dzisiaj ciężkie chwile, podniósł się w tak imponujący sposób, że po powodzeniach w ataku zaczął sobie radzić też w odbiorze.

Obchodzona 4 grudnia Barbórka jest również tradycyjnym, hucznie obchodzonym, świętem Akademii Górniczo-Hutniczej i najstarszego na niej Wydziału Górnictwa i Geoinżynierii. Jedną z kilku atrakcji była „karczma piwna” uruchomiona w czwartek i piątek przez jeden z browarów na obiekcie SWFiS przy Piastowskiej. Siatkarze beczki z chmielowym napojem nie powąchali, a treningi z konieczności przez dwa dni odbywali w ośrodku „Kolna” poza miastem. Za to w czwartej i piątej partii zrobili sobie imprezę, pijąc przeciwników haustami.
10:8, 10:10, a po akcjach Łaby (obicie), Kośka (as), Akali („czapa”) – 13:10 – zaczęło pachnieć tie-breakiem. Po tym jak Akala zameldował się z krótkiej coraz wyraźniej czuł to też Błasiak, bo wziął kolejny czas tuż po przerwie technicznej (16:13 – 17:13). As Dzierwy (19:15), ścięcia Ferka (20:16) i dwukrotnie Szumielewicza (22:17), bloki pojedynczy i potrójny (samego Łaby i z kolegami), przedzielone asem. 25:17.
Zabawa nie mogła trwać wiecznie, w ostatniej odsłonie gospodarze – napędzani przez rytmicznie klaszczącą publiczność – znowu musieli mozolnie zdobywać teren. 3:4 po trzech atakach Zarankiewicza, 7:6 po czterech akcjach Łaby. Oddech przyniosło sytuacyjne (z 4. metra, bez rozbiegu) ścięcie Grześka i as Patryka – 10:7. Potem Mucha zanotował kolejną przytomną dobitkę, a Dzierwa następną udaną zmianę – podbił krótką Kęczanina, umożliwiając Łabie kontrę z pipe’a. 14:10 zaświecił na tablicy Ferek, potem wraz z Łabą obronili dwa uderzenia Gawła, który wyprowadzony z równowagi za trzecim ponowieniem walnął w aut.

– Wreszcie mamy tutaj punkty – cieszył się Krzysiek, który dzisiaj był głównym asystentem Łaby w ofensywie. – Pewnie oni obniżyli trochę loty w trzecim secie, ale chyba to nasza dobra i równa gra, mimo wcześniejszych niepowodzeń, ich zdeprymowała.
Akademicy po pierwszej rundzie są na 10. miejscu w tabeli, mają 9 punktów na koncie, kontakt „wzrokowy” z czołową ósemką i nadzieję na zmniejszenie dystansu w trzech pozostałych w tym roku spotkaniach. Inna rzecz, że czekają ich trudne wyjazdy do Lubina i Ostrołęki oraz konfrontacja z niewygodnym KPS Siedlce u siebie (we środę, 18 grudnia, o g. 19).
Jestem dobrej myśli, złapaliśmy drugi oddech – uważa Krzysztof Ferek. – Może nawet lepiej, że dzisiaj tak się wszystko ułożyło. Gdybyśmy wygrali 3:1 czy 3:0, to nie wiem, czy wynieślibyśmy z tego coś poza punktami. A wygrać przegrany mecz – to buduje zespół; możemy jeszcze długo czerpać z tego korzyści.
PAWEŁ FLESZAR

AGH 100 RK AZS Kraków – KĘCZANIN Kęty 3:2 (25:27, 21:25, 25:20, 25:17, 15:10)
Sędziowali: Paweł Kapica i Ireneusz Wolszczyniak (Częstochowa). Widzów: 300.
AGH: Kosiek 3 pkt, Łaba 26, Akala 12, Ferek 21, Szumielewicz 11, Mucha 9 oraz Luks (l), Galiński 1, Dzierwa 3, Szałański, Obuchowicz. Trener: Krystian Bławat.
KĘCZANIN: Macionczyk 5, Kantor 21, Mysera 4, Zarankiewicz 19, Janiak 2, Pietraszko 4 oraz Toczko (l), Gaweł 8, Faron 6, Popik, Biegun. Trener: Marek Błasiak.

Komentowanie zablokowane.