Indyk(pol) w borówkach kanadyjskich

Asseco Resovia awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski, pewnie pokonując olsztyńskich akademików, którzy zaliczyli nieprzyjemny powrót z dziesięciodniowych urlopów.

Klub znad Wisłoka odwołuje się do tradycji „mistrzów podwójnej krótkiej” sprzed blisko pół wieku, hala na Podpromiu nosi imię autora ówczesnej finezyjnej gry, Jana Strzelczyka, ale niekiedy nawet obecnie na jej boisku dzieją się podobne tamtym cuda. Dzisiaj w pierwszym secie, po złym przyjęciu, Fabian Drzyzga musiał gonić piłkę niemal do lewego skrzydła, za nim biegł Piotr Nowakowski, żeby za jego głową zameldować się z krótkiej, a w tle skradał się po skosie Thibault Rossard i to do niego, na granicę piątej i szóstej strefy, poszło rozegranie na pipe’a.
W drugiej partii natomiast Marko Ivović skoczył z drugiej linii do piłki wystawionej sytuacyjnie w pierwszym odbiciu, a kiedy po przeciwnej stronie podrywał się już blok – wykręcił się w powietrzu twarzą do prawego skrzydła i nagrał palcami do Gavina Schmitta.
Na ogół jednak gospodarze zgniatali przeciwników bombami zza linii końcowej i skrzydeł.
W pierwszej części mieli na koncie cztery asy, na co olsztynianie odpowiedzieli… siedmioma zepsutymi podaniami. Przy stanie 10:6 mieli pięć takich błędów, przez co sami, już na starcie, podstawili sobie nogę. Być może do takiego braku precyzji i rozkojarzenia przyczynił się długi odpoczynek, wszak dostali wolne po odbytej awansem, 22 grudnia, konfrontacji z Jastrzębskim Węglem, a do zajęć wrócili przedwczoraj. – Nie wydaje mi się, żeby to miało poważny wpływ na naszą postawę. Kiedy Resovia tak zagrywa, to prawie nie da się jej zatrzymać. Widać u nich tendencję wzrostową ze spotkania na spotkanie – przekonuje Aleksander Śliwka, wypożyczony z rzeszowskiej drużyny do Indykpolu. – A tak to zregenerowaliśmy się, co może przynieść nam korzyści w następnej fazie sezonu.

Zrazu było 2:0, 5:1, 13:7, 15:9, 16:12, a po dwóch ścięciach Schmitta i dobitce Rossarda – 19:13. To ten pierwszy usuwał wszelkie zacięcia w miejscowym zespole, a jego uderzenie na 25:19 było siódmym udanym na osiem wykonanych.
W tym momencie trener gości, Andrea Gardini dokonał pięciu zmian w wyjściowym składzie, szóstą dołożył przed trzecim setem. W drugim było jednak 1:2 i 7:8. – Nie mówię, że rezerwowi zawodnicy z Olsztyna są jakimiś duchami, z którymi się nie gra, ale w tamtej chwili nasza mobilizacja trochę spadła – uważa Drzyzga.
Dawid Dryja, wchodząc za Nowakowskiego, zanotował asa w pierwszym dotknięciu piłki (15:12) i zastąpił go już na dobre. Rozgrywający po staremu uruchamiał obie flanki, wynik brzmiał 17:13, 19:16, 23:18, 23:20, a przy 24:21 w aut zbił Śliwka. Było to jednak jego jedyne pudło w środowe popołudnie, później jeszcze jedyny raz dostał „czapę”. Nie zepsuł żadnego z 13 podań, trzy z nich przerobił na punkty, i miał najlepsze na placu statystyki przyjęcia (po drugiej partii wręcz świetne – 86% pozytywnego i 43% perfekcyjnego). – Może dlatego są takie dobre, że Rossard dzisiaj we mnie nie trafił, a Schmitt tylko raz – kpiąco odpowiada na komplementy. – Zespół przegrał, więc o czym tu mówić. Jestem zadowolony z własnej zagrywki, a w pozostałych elementach zawsze mogę coś poprawić.
Nieco kluczy przy pytaniu, czy był szczególnie umotywowany przed występem na Podpromiu, ale w końcu zwierza się: – W ubiegłym sezonie nie dostawałem tu zbyt wielu szans, więc chciałem pokazać, że jestem coś wart.

W trzeciej odsłonie gospodarze realizowali sprawdzony przepis na granie: smażenie przyjezdnych serwisem i okładanie go atakami, jak indyka na Święto Dziękczynienia. Po dwóch asach Dryi i dwóch uderzeniach najskuteczniejszego dzisiaj Kanadyjczyka, Schmitta na tablicy zaświeciło się aż 14:6. Przy 20:12 wydawało się, że jedynym sensownym wpisem pozostanie już tylko odnotowanie redebiutu Thomasa Jaeschke, który 27 grudnia przyjechał z USA. Do „kwadratu” zjechali Gavin i Thibault, a ich koledzy – stanęli. Przewaga topniała – 20:13, 21:17, 23:22 – aż wreszcie Ivović, zwalniając rękę, zahaczył szczelny w tamtym okresie blok, a Marcin Możdżonek rozwiał wątpliwości asem.
W ćwierćfinale Resovia podejmie 11 stycznia Trefla Gdańsk. – Nie zastanawiam się, z kim byłoby łatwiej. W hali w Nysie też trzeba zaprezentować sto procent – zastrzegał szkoleniowiec rzeszowian, Andrzej Kowal, nie wiedząc jeszcze, że wieczorem Trefl pokona na wyjeździe AZS PWSZ Stal, 3:1. Gdyby to ona zwyciężyła, byłaby gospodarzem 1/4 jako ekipa z niższej ligi, natomiast w rywalizacji z Treflem Resovia zyskała ten przywilej, jako wyżej sklasyfikowana po pierwszej rundzie ekstraklasy.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – INDYKPOL AZS Olsztyn 3:0 (25:19, 25:21, 25:22)
Sędziowali: Marek Budzik (Rybnik) i Wojciech Maroszek (Żory). Widzów: 3000.
RESOVIA: Drzyzga 1 pkt, Rossard 12, Możdżonek 5, Schmitt 16, Ivović 12, Nowakowski oraz Wojtaszek (l), Masłowski (l), Dryja 5, Jaeschke 1. Trener: Andrzej Kowal.
INDYKPOL: Woicki, Śliwka 13, Kochanowski 8, Hadrava 2, Włodarczyk 1, Pliński 4 oraz Żurek (l), Zabłocki (l), Boswinkel 6, Makowski 1, Palacios 4, Zniszczoł 1. Trener: Andrea Gardini.

Komentowanie zablokowane.