Invictus – Niepokonany

Najlepiej sens tego filmu oddaje długawy oryginalny tytuł książki Johna Carlina, która stała się podstawą dla scenariusza: „Grając z wrogiem. Nelson Mandela i gra, która stworzyła naród”.

Trudno znaleźć filmy, w których na kanwie wydarzeń sportowych byłaby pokazywana wielka historia świata (no, jeśli nie liczyć Forresta Gumpa, który przy stole do ping-ponga dokonuje dziejowego ocieplenia stosunków USA – Chiny;)). Tłem „Invictusa” jest przełom, który odbywał się prawie na naszych oczach, w telewizji, a długo był uznawany za tak samo nieprawdopodobny, jak upadek sowieckiego imperium komunistycznego.
W Republice Południowej Afryki w latach 90. zlikwidowano równie zakorzeniony system segregacji rasowej, apartheid, a prezydentem został murzyn Nelson Mandela, który miał przecież zgnić w więzieniu. W tym filmie jest robiony niemal na proroka, co wygładza wdzięk Morgana Freemana, ale pomysły ma niesztampowe. Chce zjednoczyć społeczeństwo wokół reprezentacji rugby, której czarni wcześniej nienawidzili i kibicowali zawsze jej przeciwnikom.

Niezależnie od zmian, podziały „my – oni” w RPA były wtedy wciąż jaskrawe i żywa pamięć o ranach, a drużynę rugbystów „Springboks” uznawano za jeden z symboli apartheidu. – Ich kapitan wygląda jak policjant, który wyrzucił nas kiedyś z domu – mówi do Mandeli córka (owego kapitana, Francoisa Pienaara odtwarza Matt Damon).
Na domiar złego „Springboks”, grają jak fajtłapy, a za rok mają być gospodarzem Pucharu Świata. Wszystko co działo się dalej można by uznać za bajkę zmyśloną przez pisarza czy scenarzystę, gdyby… nie zdarzyło się naprawdę.
Ta świadomość się przydaje, kiedy ogląda się cukierkowe sceny, jak czarny dzieciak słucha relacji przy radiowozie wspólnie z gliniarzami, którzy dawniej przyłożyliby mu pałką za samo zbliżenie się do nich na ulicy, jak biała rodzina, której ojciec wcześniej wygłaszał rasistowskie komentarze, daje niezwykle cenny bilet na mecz swojej służącej, jak przepuszczane przez łagodzący filtr są obrazki murzyńskiego getta.

„Piłka nożna to sport dżentelmenów, w który grają chuligani, a rugby to sport chuliganów, w który grają dżentelmeni” – mówi jeden z kłócących się ochroniarzy prezydenta.
– Rugby to bardzo ostra gra, prawie tak ostra jak polityka – ładnie rozwija to później sam Mandela, który notabene – mimo tylu ciężkich przejść – dożył już 95 lat.
I rugby jest tu ostre i autentyczne, w każdym ciężkim oddechu przepychających się w młynie zawodników.
Przede wszystkim jednak film wyreżyserowany przez Clinta Eastwooda ma jedną scenę uderzająco sugestywną i prawdziwą. Kamera wjeżdża do celi, w której stojąc na środku można rozłożonymi rękami dotknąć przeciwległych ścian, gdzie Nelson Mandela spędził ponad 27 lat z dożywotniego wyroku. A spoza kadru Freeman deklamuje jego ulubiony wiersz Williama Ernesta Henleya, „Invictus”: „Gdy w nocy sam pozostanę/ piekło chce ciągnąć mnie na dno/ dziękuję bogom nieznanym/ że duszę mam niezwyciężoną (…) Nieważne ciasne kajdany/ dni wyrokami natkane/ los jest przeze mnie pisany/ duszy mej jestem kapitanem”.
PAWEŁ FLESZAR

INVICTUS – NIEPOKONANY. Tytuł oryginału: Invictus. Produkcja: USA. Rok: 2009. Reżyseria: Clint Eastwood. Scenariusz: Anthony Peckham. Muzyka: Kyle Eastwood. Zdjęcia: Tom Stern. Obsada: Morgan Freeman, Matt Damon, Tony Kgoroge, Patrick Mofokeng, Matt Stern, Julian Lewis Jones, Adjoa Andoh, Marguerite Wheatley.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.