„Inżynierowie” piją z tej samej butelki

Siatkarze Politechniki Krakowskiej uzupełnili stawkę zespołów uprawnionych do występu w kwietniowych półfinałach akademickich mistrzostw Polski. Teraz, w najbliższy poniedziałek, pora na finały wojewódzkie, które już na wstępie wzbudziły pewne kontrowersje.

Korelacja zagrywki i bloku, ich znaczenie dla boiskowych wydarzeń, jest siatkarskim katechizmem, ale niezbyt często można to zobaczyć aż tak wyraźnie, jak w czwartkowy wieczór w hali przy ul. Kamiennej. W pierwszej, wtorkowej konfrontacji o awans do czołowej szóstki akademickich mistrzostw Małopolski Uniwersytet Pedagogiczny zwyciężył na własnym parkiecie 2:0 (25:23, 25:20), więc wydawało się, że o wszystkim mogą rozstrzygać drobne różnice w bilansie dwumeczu. Tymczasem ledwo zaczął się rewanż, a na tablicy widniało już 7:1 dla Politechniki, po serwisach Tomasza Dudy i „czapach” jego kolegów, a później 13:6 po asie Kacpra Waśko w sam narożnik.
Szczelną ścianę postawili też na moment goście. – Brawo Olek! Jesteś nie do przejścia! – Paweł Nowak podniósł swojego rozgrywającego, a kiedy Aleksander Karkoszka dołożył kiwkę na 13:9, „pompował” go dalej: „Masz najwięcej punktów z nas wszystkich„. Humory zmącił im jednak kolejnymi blokami Duda, a do reszty zwarzył Patryk Węziński. Sfinalizował dwa ataki, po czym poszedł za linię końcową i „pozamiatał”, bijąc z wyskoku od 17:12 do 25:12. Znalazły się tam i trzy klasyczne asy, i kilka takich, kiedy rywale ganiali za piłką i podbijali ją, ale nie zdołali skierować w plac po drugiej stronie siatki, i kontra Waśki, i „gleba” Rafała Słuszniaka.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Na tym straciło sens liczenie małych punktów – wiadomo było, że kto triumfuje, w dowolnym stosunku, w drugiej partii, ten wejdzie wyżej. Tyle że „Inżynierowie” byli już na pułapie nieosiągalnym dla przeciwników, którzy poza wszystkim nie mogli zebrać całego składu. Węziński zaczął od ciosu ze skrzydła, gdy dorzucił asa zrobiło się 8:2, niedługo jego wyczyn skopiował Waśko, ciągle działał też blok z Tomaszem Lohrengelem i Słuszniakiem w rolach głównych. Mieli małe zacięcia przy 9:6 (od 9:3) i 12:9 (od 12:6), ale usuwali je bez dużej zwłoki. Tyły zabezpieczał Piotr Słoma.
Ewidentnie wszyscy pili taka samą wodę, z tej samej butelki, bo prezentowali te same walory, różniąc się detalami. Jednym z dowodów są podania Marcina Kurzawy. Stacjonarne wprawdzie, ale przyniosły aż 10 „oczek” z rzędu – od 13:9 do 23:9 – kiedy wiele błędów popełniali „Pedagodzy”. Zanim sprawę zamknął (25:10) blok PK, Duda popisał się dziewięciometrową kiwką lewą ręką, przypominającą koszykarski rzut hakiem (tyle że piłka leciała bardziej spłaszczoną parabolą).
– Wybrnęliśmy z naprawdę ciężkich opresji – odetchnął szkoleniowiec „Polibudy”, Mateusz Śrutowski. – W pierwszym meczu mieliśmy tylko jeden punktowy blok, a rywale bardzo dobrze zagrywali.
Jego podopieczni zdobyli prawo udziału w turnieju półfinałowym akademickich mistrzostw Polski, który odbędzie się 11-14 kwietnia w Białej Podlaskiej. A już w najbliższy poniedziałek zmierzą się o 5. miejsce w województwie z Uniwersytetem Rolniczym. – Jeszcze nie wiem, co będzie z naszym wyjazdem na turniej Strefy C w Białej Podlaskiej, decyzja zapadnie w uczelnianym AZS. Na pewno dobrze byłoby wcześniej wygrać w poniedziałek… – puentuje Śrutowski.

Dokładny program spotkań 23 marca o poszczególne lokaty w Małopolsce można otworzyć TUTAJ. Termin nie jest zbyt fortunny. Po raz pierwszy siatkarki będą rywalizować tego samego dnia co siatkarze, często niemal równolegle, co stworzy problem dla chcących je obejrzeć widzów (zresztą dawniej właśnie wielu uczestników różnych płci kibicowało sobie nawzajem).
Po drugie poniedziałek następuje po newralgicznym weekendzie w rozgrywkach ligowych, który może przeciągnąć się aż do środy.
Siatkarki II-ligowej Bronowianki Kraków prowadzą w play off z Tomasovią 2-0, gra się do trzech zwycięstw. Trzeci mecz i ewentualny czwarty odbędzie się w Tomaszowie Lubelskim. Gdyby tomaszowianki wygrały oba – piąty zaplanowano na 25 marca w Krakowie. Bronowianka daje 3 zawodniczki do uczelnianej reprezentacji AGH (często do podstawowego składu), jedną do AWF i jedną do UJ.
W drugim półfinale II ligi siatkarek AGH Kraków prowadzi z Grupą Azoty PWSZ Tarnów 2-0, teraz rywalizacja przenosi się do Tarnowa, a zasady są takie same, co w poprzedniej parze. W podstawowym składzie ligowej drużyny AGH gra jedna lub dwie studentki AGH i na odwrót: odkąd zaczęły się półfinały AMM w podstawowym składzie reprezentacji uczelni wystąpiły jedna (rewanż) i dwie (pierwszy mecz) zawodniczki ligowej drużyny, występującej pod nazwą AGH. Dużo trudniejsza sytuacja jest u przeciwniczek, bo zawodniczki ligowej drużyny Grupy Azoty PWSZ obsadzają całą wyjściową „siódemkę” (licząc z libero) reprezentacji PWSZ.
No i jest jeszcze Karolina Grzelak z podstawowego składu AWF, której Politechnika Śląska Gliwice w play off grupy II drugiej ligi prowadzi z Olimpią Jawor 2-0 i teraz jedzie na Dolny Śląsk.
W półfinale II ligi mężczyzn Hutnik Kraków prowadzi z MCKiS Jaworzno, 2-0, jedzie do Jaworzna, reszta jak u kobiet. Hutnik oddaje nawet pięciu zawodników do reprezentacji AGH, ilu z nich wystąpi w podstawowym składzie zależy od tego, ilu pojawi się zawodników I-ligowej drużyny AGH AZS. W jednym z niedawnych dwóch półfinałów AMM w wyjściowej „siódemce” było ich czterech. Podstawowym zawodnikiem reprezentacji AGH jest też Piotr Munik z II-ligowego MKS Andrychów, który ulega w serii play off TSV Cellfast Sanok 0-2, ale w ten weekend będzie gospodarzem.
Oczywiście, rywalizacja we wszystkich parach może być krótsza. Pewne jest natomiast, że konfrontacje finałowe AMM są bardziej forsujące niż wcześniej – odbywają się do trzech wygranych setów.
Nieco łatwiejsza, choć też niewygodna jest sytuacja I-ligowców.
Ekstrim Gorlice gra w najbliższą sobotę w Świeciu, skąd pewnie wróci w niedzielę. Ekstrim dał ostatnio trzy (a mógłby nawet 4) zawodniczki do podstawowego składu reprezentacji AGH i trzy do podstawowego składu reprezentacji AWF.
Natomiast męski team AGH AZS w sobotę podejmuje Stal Nysa, a we wtorek wyjeżdża do Wrześni na środową konfrontację z Krispolem. Nie wiadomo, ilu zawodników ligowych wesprze reprezentację uczelnianą – podczas jednego z półfinałów przeciwko UJ było ich 5.

Tymczasem w następny weekend – jedną albo dwie konfrontacje – gra tylko, we własnej hali, Ekstrim…
– Niestety, nie mogliśmy rozegrać finałów później, ze względu na wymogi nałożone przez Zarząd Główny AZS – wyjaśnia koordynator rozgrywek AMM, Janusz Wolf. – Wprawdzie turnieje Strefy C AMP zaplanowano dopiero na kwiecień, ale my musimy wysłać wyniki wojewódzkie do 24 marca. Pytaliśmy nawet i prosiliśmy, czy nie można tego terminu opóźnić, ale dostaliśmy nakaz jego dotrzymania. Dlatego mecze o miejsca w Małopolsce są w ten poniedziałek, bo następnego dnia musimy wysłać wyniki. Zrezygnowaliśmy też ze spotkań o siódme lokaty – zainteresowane zespoły zagrają je we własnych halach – żeby się z tym wszystkim „wyrobić” w jeden wieczór. Jeśli chodzi o obiekty jesteśmy „na garnuszku” uczelni. Dostaliśmy hale od AWF i AGH w tym terminie, w określonych godzinach. Dlatego, aby się im odwdzięczyć, ich drużyny, zarówno męskie, jak i żeńskie, grają u siebie – tłumaczy kolejne odstępstwo od dotychczasowych zwyczajów.
Drogą wyjścia z tego pata byłoby rozegranie finałów tydzień wcześniej. W weekend 14-15 marca odbywał się tylko dwumecz siatkarek AGH Kraków – Grupa Azoty PWSZ Tarnów, więc kobiety w AMM mogłyby rywalizować w poniedziałek, 16.3, a mężczyźni w któryś z dni od piątku do niedzieli. – To byłaby dobra data, ale wiązały nas terminy półfinałów – mówi Janusz Wolf. – A one musiały odbyć się tak późno, bo niektóre uczelnie wznawiają zajęcia dopiero w marcu i trenerzy zawsze proszą, żeby mogli ze dwa tygodnie poćwiczyć, zanim zagrają mecz.

A propos trenerów, tutaj wystąpił kolejny problem, gdyż kilku prowadzi reprezentacje żeńskie i męskie, a trzech z nich – Marek Grzybowski (UEK), Janusz Zachara (UR) i Zenon Matras (UJ) – mogło z obiema awansować do czołowej szóstki. Ostatecznie nie weszły do niej siatkarki UEK, a harmonogram został tak ustalony, aby umożliwić Zacharze i Matrasowi pracę, ale nie wiadomo, czy nie spowoduje to pewnego poślizgu w hali AWF.
Tak czy owak, na przyszłość dobrze byłoby stworzyć bezkolizyjną formułę rozgrywek AMM, które mogą być bardzo interesujące, czego dowodzą choćby – z lat poprzednich – finałowe niedziele w hali PK czy poniedziałkowe wieczory na AWF.
– Uważam, że ogólnopolskie rozgrywki akademickie należałoby przesunąć na maj, a nawet początek czerwca, dzięki czemu i finisz rywalizacji w województwie mógłby nastąpić później. Tyle że spowodowałoby to spiętrzenie turniejów w różnych dyscyplinach, a ZG AZS woli, aby odbywały się one kolejno – podsumowuje koordynator AMM.
PAWEŁ FLESZAR

AMM siatkarzy – półfinał o miejsca 5-8
POLITECHNIKA KRAKOWSKA – UNIWERSYTET PEDAGOGICZNY 2:0 (25:12, 25:10)
Bilans: 1-1, bilans setów: 1-1, bilans małych pkt: 105-72, PK zagra o 5. miejsce.
Sędziowali: Zbigniew Rybicki i Andrzej Sobieraj (Kraków). Widzów: 30.
PK: Duda, Węziński, Słuszniak, Waśko, Kurzawa, Lohrengel oraz Słoma (l). Trener: Mateusz Śrutowski.
UP: Karkoszka, Leja, Adamiak, Zacharski, Kuska, Nowak oraz Furman (l), Borowiec. Trener: Paweł Leja.

Komentowanie zablokowane.