Jak naciągnąć I ligę na browara

W najbliższą sobotę koszykarze AGH zaczynają batalię na zapleczu ekstraklasy, gdzie są absolutnymi debiutantami. Dla różnych osób czas oczekiwania na ten moment wynosił siedem tygodni, dwanaście miesięcy bądź sześć lat.

Siedem tygodni przed startem rozgrywek akademicy zainaugurowali przygotowania, na początku października ubiegłego roku wyruszyli do najlepszego sezonu w historii, który dał im awans, a sześć lat temu powstała przy Piastowskiej drużyna ligowa.
Podniecenie ustępuje zdrowemu rozsądkowi – odpowiada na pytanie o emocje trener AGH, Wojciech Bychawski, związany z klubem od zarania (pod koniec ubiegłej dekady grał w zespole Wydziału Odlewnictwa, który zdobywał mistrzostwo uczelni, a potem stał się bazą dla wyczynowej ekipy).
Przeanalizowałem dwa ostatnie sezony I ligi i poza Miastem Szkła Krosno w ostatnim, a w dużej mierze także Stalą Ostrów we wcześniejszym, tutaj bardzo ciężko gra się na wyjazdach i nawet najlepsze drużyny mają problemy. Trzeba się przyzwyczaić do nowych realiów. My w tym okresie głównie zwyciężaliśmy, świetnie szło nam w obcych halach, co teraz będzie nieporównanie trudniejsze. Co nie znaczy, że nie będziemy walczyć w każdym meczu o wygraną.

Team AGH (i wielu jego zawodników) zadebiutuje w I lidze 24 września, o g. 18, w Inowrocławiu, przeciwko tamtejszej Noteci. I liga koszykarzy natomiast zadebiutuje na Akademii Górniczo-Hutniczej w niedzielę, 2 października, o g. 19, kiedy akademicy zmierzą się z SKK Siedlce. Zarówno na to spotkanie, jak i wszystkie inne przy Piastowskiej, wstęp będzie wolny.
Po weekendowym triumfie na turnieju w Radomiu wśród „Agiehowców” panują bardzo dobre nastroje. Bilans sparingów jest niezły, wynosi 5-4. Z tego 2-3 z pierwszoligowcami, 1-1 z drugoligową, ale mającą I-ligowy skład R8 Basket Politechniką Kraków (pierwsza z tych konfrontacji, wygrana przez AGH, była wówczas, na prośbę rywali, tajna) i 1-0 ze spadkowiczem z zaplecza ekstraklasy – AZS AWF Katowice.
Z drugiej strony, spore problemy stwarzają niedociągnięcia organizacyjne. Pisaliśmy już, że na uczelni nie zdecydowano się jednak na położenie parkietu, który w I lidze jest obowiązkowy. Klub dostał czasową licencję, do końca pierwszej rundy. Nie wiadomo, co będzie działo się dalej (kiedy w sezonie 2014/15 czasową licencję miała Pogoń Prudnik po prostu zamontowała parkiet przed jej upływem). Ci, którzy mieli wpływ na tę decyzję przekonają się też, w jak kiepskim świetle postawi ona uczelnię wizerunkowo. Już w maju znany trener Kotwicy Kołobrzeg, Paweł Blechacz skomentował cierpko: „Niektórzy moi zawodnicy po raz pierwszy w życiu zagrali na linoleum„.
Z tym że o stratach marketingowych decydenci nie dowiedzą się szybko. W wyniku nieporozumień i chaosu informacyjnego zamieniono gospodarzy części meczów ze względu na zajętość hali przy Piastowskiej. Potem okazało się, że będzie ona zajęta w innych terminach, więc trzeba przenieść na wyjazdy inne spotkania, a tych poprzednich nie da się już „odkręcić”. W efekcie akademicy do połowy listopada, w dziewięciu pierwszych kolejkach, tylko dwukrotnie wystąpią u siebie (cały terminarz można zobaczyć TUTAJ).

Pierwszego dnia przygotowań Bychawski opowiadał żartobliwie, że na zgrupowaniu w Wałbrzychu spodziewa się tego samego, co przy okazji poprzednich dłuższych wyjazdów, „manewru oskrzydlającego”.
Najpierw przychodzi wydelegowany przez zespół jego kapitan, Tomasz Zych: – Trenerze, można po piwku w wieczór zapoznawczy?
– Nie, Tomku, już od sześciu lat nie można.
Następnie stara się przełamać impas Jakub Krawczyk, rzucający obrońca lub rozgrywający: – Trenerze, a może by po jednym browarze na dwóch?
Tu następuje ostre rozwianie wszelkich wątpliwości. Bychawski, który w wielu aspektach jest partnerem swoich koszykarzy, a nawet gdy ruga ich na zajęciach to raczej jak najsilniejszy chłopak z osiedla, a nie mentor – między nimi a alkoholem stawia wysoką ścianę.
Dla jego podopiecznych jednak, w sposób symboliczny, kluczowe może być właśnie „naciągnięcie” reszty ligi na piwo – sprawienie, aby pozwoliła im ona wypić je i to w sposób, w jaki im najlepiej smakuje. Przy wyrafinowaniu taktycznym cechującym sporo zespołów na tym szczeblu, krakowianie muszą przemycić własny styl – prostszy, ale przynoszący im dotąd wszystkie sukcesy. Oparty na twardej walce, obronie, kontrach, rzutach z dystansu.

Drugą niezwykle istotną kwestią będzie morale. AGH jest nieobliczalny i trudno przewidzieć, jak powiedzie się mu w najbliższych miesiącach, jednak ważne, aby nie pozwolił się zdominować radości ani przygnębieniu. Niezależnie bowiem od stosunkowo dobrej albo bardzo złej passy – zespoły, które uplasują się poniżej dziesiątego miejsca będą walczyć w trzech parach play out. I niezależnie od osiągnięć z poprzedzającego pół roku – wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilkunastu dni kwietnia, w rywalizacji do trzech zwycięstw.
– Taki miałem dobry humor w tym tygodniu; przyszedł gość i mi zepsuł, gadaniem o play out – zabawnie irytuje się Wojciech Bychawski. – Nigdy nie byłem trenerem w I lidze, nigdy nie przegrałem trzech meczów z rzędu, nigdy nie wyciągałem drużyny z kryzysu. I mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić. 
Niedawno doszedł mu jeszcze jeden problem. Odnowiła się kontuzja kostki pozyskanego latem podkoszowego Macieja Adamkiewicza. Konieczna jest operacja, więc nie wiadomo, czy w ogóle, a jeśli nawet – to kiedy, pomoże on AGH.

Rozgrywki na zapleczu ekstraklasy są ciekawe dla kibiców, a jednocześnie wymagające dla uczestników przede wszystkim dlatego, że występuje w nich znaczna ilość koszykarzy ze stażem w Tauron Basket Lidze. Jeśli nawet nie mają wielu minut na „liczniku”, to sporo skorzystali na wspólnych treningach z najlepszymi. Rutyna w tej klasie jest poważnym atutem, ale krakowian to nie dotyczy.
– Odpowiem tak: wolę mieć 10 ludzi, którzy trzymają się razem, niż dziesięć indywidualności, każda osobno – przekonuje 25-letni rozgrywający, Marek Szumełda-Krzycki, który najwięcej z „Agiehowców” czasu spędził w I lidze. – Zaangażowanie i atmosfera mogą tu wiele zdziałać. My trzymamy się razem, atmosfera jest super, jesteśmy optymistycznie nastawieni. Nie zakładamy złych scenariuszy, o których pan mówił. A liga nas zweryfikuje.
Na zaplecze ekstraklasy Marek trafił w 2010 roku, do Znicza Basket Pruszków, gdzie spędził dwa sezony. Drugi do dzisiaj jest jego wizytówką, wszak prowadził grę teamu, który zajął czwarte miejsce w sezonie zasadniczym, a w emocjonującym play off przebił się do półfinału. Sam jednak twierdzi, że bardziej zadowolony jest z następnego sezonu. Wprawdzie jego część zabrała mu kontuzja, ale bardzo się do tamtego momentu rozwinął, korzystając z porad świetnych zawodników, Wojciechów, Szawarskiego i Żurawskiego. Odtąd jego karierę wypełniały głównie absencje spowodowane kłopotami zdrowotnymi. Teraz „powraca do świata żywych”. – Jest naprawdę w porządku, już zapomniałem o kontuzjach. I wierzę, że dalej też musi być dobrze! – mówi.
Z racji pozycji i talentu spoczywa na nim bodaj największa odpowiedzialność; może najbardziej pomóc kolegom w sprostaniu nadchodzącym wyzwaniom. – Tęskniłem za tą rolą – zwierza się. – Cieszę się z tego co jest i liczę, że wkrótce zupełnie odzyskam swój dawny rytm.
PAWEŁ FLESZAR

Skład AGH Kraków na sezon 2016/17
Maciej Adamkiewicz (?), Michał Borówka, Damian Kalinowski, Maciej Koperski, Jakub Krawczyk, Maciej Maj, Jakub Pawlak, Bartłomiej Podworski, Marek Szumełda-Krzycki, Iwan Wasyl, Bartosz Wróbel, Rafał Zgłobicki, Tomasz Zych
Sztab – trener: Wojciech Bychawski, II trener: Andrzej Urban, trener przygotowania fizycznego: Piotr Biel, fizjoterapeutka: Agnieszka Kubacka, kierownik drużyny: Zofia Flasińska.

Komentowanie zablokowane.