Jak pan Kazio kazał

Piłkarze Cracovii zanotowali znacznie mniej ciekawy występ niż przed tygodniem, za to zdobyli punkt na bardzo trudnym terenie – remisując na wyjeździe z Lechem Poznań, 1:1.

Ostatnie dwadzieścia (wraz z doliczonymi) minut „Pasy” grały w osłabieniu, bo drugą żółtą – i w efekcie czerwoną – kartkę dostał Marcin Kuś, który niezbyt sensownie przeszkadzał Krzysztofowi Kotorowskiemu sposobiącemu się do wykopu piłki z ręki.
Po tym momencie wszystko wydarzyło, ale raczej nie da się go nazwać rozstrzygającym, bo trudno uchwycić związek pomiędzy nierównowagą liczebną a obiema bramkami.
Wszak Vojo Ubiparip, zdobywając prowadzenie, uderzył w 83. minucie z dystansu, a zasłonięty Krzysztof Pilarz przepuścił piłkę pod pachą. (Jak na ironię, minutę wcześniej golkiper gości wyśmienicie uratował ich przed utratą gole wygrywając pojedynek sam na sam z Gergo Lovrencsicsem).
Wyrównał Saidi Ntibazonkiza w okolicznościach zaskakujących chyba nawet dla niego samego. Z lewej strony prawą nogą ewidentnie dośrodkował w pole karne. Płasko i nisko lecąca futbolówka minęła wszystkich obecnych w „szesnastce” (nikt jej nie dotknął) i wpadła do siatki tuż przy dalszym słupku…
Rezultat już się nie zmienił, choć większość pozostałego czasu miejscowi spędzili na połowie „Craxy”, jednak tylko raz zmusili Pilarza do dużego wysiłku.

Wśród wielu anegdot o legendarnym trenerze Kazimierzu Górskim jest i taka: „Utrzymujcie się długo przy piłce, bo jak my mamy piłkę to nie ma jej przeciwnik i nie strzeli nam gola. Proste, nie?” – miał powiedzieć na jednej z odpraw. Prawdziwa czy nie, krakowianie dzisiaj postępowali jakby w myśl zaleceń pana Kazia. Po 25 minutach mieli 60% posiadania piłki, a po pierwszej połowie i 72 minutach – 56%. Wskaźnik ten wyrównał się (50-50%) dopiero na koniec, po okresie przewagi liczebnej Lecha.
Wcześniej „Pasy” wyraźnie wybijały tym przeciwników z uderzenia, nadto gospodarze nie potrafili zastosować broni Piasta Gliwice (szybkiego przemieszczania się i zmian pozycji), bo poruszali się adekwatnie do wysokiej temperatury – ospale.
Poza tym przyjezdni wyraźnie poprawili obronę (pomógł im powrót do składu Sławomira Szeligi); nierzadko interweniowali ofiarnie i z refleksem, wybijając futbolówkę spod nóg rywali, bądź blokując ich strzały. Tak było choćby w 20. minucie, kiedy Manuel Arboleda składał się na 5. metrze, lecz Krzysztof Danielewicz ubiegł go (a następnie jeszcze przewrócił mu się na nogi). Podobnie w 33. minucie Sebastian Steblecki sprzątnął piłkę sprzed nosa Kamilowi Drygasowi. Lechici jeszcze kilka razy kopali nieprecyzyjnie, nieprzekonująco rewanżowali się im również krakowianie – spudłowali Danielewicz i Marcin Budziński. Kiedy w 81. minucie Milos Kosanović przymierzył z wolnego w światło bramki (Kotorowski złapał pewnie), był to pierwszy z obu stron celny strzał w tym spotkaniu…

W minioną niedzielę po ciekawej konfrontacji Cracovia straciła więc punkty (pisaliśmy o tym TUTAJ), za to po dzisiejszej bezbarwnej – uzyskała jeden (po drodze, w środę, zaliczyła też wpadkę w Stalowej Woli, odpadając z Pucharu Polski). Już w najbliższy piątek, 2 sierpnia, „Pasy” będą miały okazję, aby zebrać wszelkie aktywa razem: o g. 18 na własnym stadionie podejmą Ruch Chorzów.
PAWEŁ FLESZAR

LECH Poznań – CRACOVIA 1:1 (0:0)
Bramki: Ubiparip 83 – Ntibazonkiza 89. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Drygas, Arboleda – Kuś, Szeliga, Ntibazonkiza. Czerwona: Kuś (75. – za drugą żółtą). Widzów: 14 663.
LECH: Kotorowski – Ceesay, Wołąkiewicz (87. Kamiński), Arboleda, Kędziora – Trałka, Drygas – Możdżeń, Pawłowski (60. Hamalainen), Lovrencsics – Ślusarski (60. Ubiparip). Trener: Mariusz Rumak.
CRACOVIA: Pilarz – Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak – Szeliga – Bernhardt (46. Ntibazonkiza), Danielewicz, Štraus (64. Budziński), Steblecki (68. Nowak) – Boljević. Trener: Wojciech Stawowy.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.