Jak u mistrzyni kryminału

Piłkarze Wisły po okresie niezłych występów zjechali na sinusoidzie nastrojów. Ulegli dzisiaj na własnym stadionie Polonii Warszawa 0:1, co zmniejszyło ich szanse na wiosenną obronę tytułu mistrzowskiego. W meczu nie brakowało kontrowersyjnych decyzji sędziowskich.
Jedyny gol padł po rzucie wolnym podyktowanym z prawej strony pola karnego Wisły po tym jak Paweł Wszołek nabrał na faul Tomasa Jirsaka. Robert Jeż wycofał na 18. metr do Pavla Sultesa, który uderzył płasko, a rykoszet dodatkowo zmylił Siergieja Pareikę.

Do wyjściowego składu wrócił po kontuzji Maor Melikson, a z nim wróciła odrobina magii. Podania piętą, szybkie wymiany piłki z kolegami, dryblingi – nieco ubarwiły nudnawy w pierwszej połowie mecz.
Poza rajdem Patryka Małeckiego lewą stroną, wycofaniem do izraelskiego pomocnika i jego zablokowanym przez Tomasza Jodłowca strzałem nie działo się w ofensywie wiele. Była jeszcze sytuacja, która powstała przypadkiem: do bardzo niecelnego uderzenia Edgara Caniego dopadł Sultes, ale zamiast w kierunku bramki skierował piłkę przed siebie, a potem zderzył się z wybiegającym niemrawo Pareiką.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Ożywiło się po upływie 40. minuty. Najpierw sędzia pokazał wydumaną żółtą kartkę Cezaremu Wilkowi i podyktował rzut wolny w miejscu jego prawidłowej interwencji. Po wrzutce w pole karne nieznacznie chybił uderzający przewrotką Sultes. Niedługo Tomasz Brzyski po sprytnym rozegraniu z Jeżem kopnął piłkę słabo, a zaraz potem Jakub Tosik – mocno, ale za każdym razem stawał im na drodze Pareiko.
Wiślacy mieli przewagę w polu, lecz nie przekuli jej na okazje podbramkowe, dopiero w końcówce pierwszej połowy (została przedłużona o 6 minut) Małecki wypuszczony prostopadłym podaniem Meliksona szarżował przy linii końcowej, jednak obrońcy wybili futbolówkę na róg.

Sytuacja personalna Białej Gwiazdy, zwłaszcza w przypadku obrońców, zaczyna przypominać dziecinną wyliczankę rozsławioną przez Agathę Christie w kryminale „Dziesięciu małych murzynków”. Wiślacy wprawdzie nie giną w tajemniczych okolicznościach, ale w świetle reflektorów, za to konsekwentnie jak w powieści i z coraz większą częstotliwością. Dzisiaj działo się to w okolicznościach dramatycznych (Dragan Paljić już na początku zderzył się z Sultesem, karetka nieprzytomnego zabrała go z murawy, doznał prawdopodobnie wstrząśnienia mózgu) i idiotycznych (Junior Diaz osłabił drużynę na ponad 1/3 spotkania, bo uderzył łokciem prowokującego go słownie Jeża).

Kazimierz Moskal wszystkie zmiany musiał więc zużyć na łatanie dziur. Najpierw wprowadził Gordana Bunozę za Paljicia, po przerwie przesunął go do środka, a w jego miejsce cofnął Gervasio Nuneza. Natomiast pełniący dotąd rolę stopera Marko Jovanović (występujący z bólem mięśnia przywodziciela) zluzował na prawej stronie bezbarwnego (i też uskarżającego się na uraz) Michaela Lameya, jednak po „popisie” Diaza musiał wrócić do centrum. Na boisko wszedł dodatkowo Andraż Kirm, który dzięki swej szybkości i wydolności był w stanie choć częściowo ubezpieczać prawą flankę w defensywie. W boksie zostali więc grzejący się długo i mogący coś zmienić w przebiegu gry Łukasz Garguła i Cwetan Genkow.

Przydałby się zwłaszcza ten drugi, bo „stołeczni” wyłączyli dzisiaj prąd Dudu Bitonowi. Z kolei Dorde Cotra zupełnie zaryglował lewą stronę Polonii: najpierw zgasił operującego tam Ivicę Ilieva, a przy roszadach skrzydłowych – to samo czynił Małeckiemu.
Po zyskaniu przewagi liczebnej przyjezdni zwietrzyli szansę, starali się nacierać, ale poza zdobytym golem właściwie nie oddali zbyt groźnych strzałów. Mecz był żywy, lecz bez przypraw, bo taką samą niezdolność wykazywała Wisła. Dopiero w doliczonym czasie Maciej Sadlok sfaulował Bunozę, za co dołączył do Diaza (druga żółta kartka), w pole karne zawitał nawet Pareiko, ale dośrodkowanie Nuneza wybili goście. Tuż przed ostatnim gwizdkiem zaś pokazał się wreszcie Biton, jednak lewą nogą kopnął obok słupka.

W środę ostatni w tym roku – za to bardzo wyrazisty – akcent na stadionie przy Reymonta: konfrontacja w Lidze Europy z Twente Enschede. Do wyjścia z grupy krakowianie potrzebują zwycięstwa z holenderską ekipą, co wobec ich generalnie niezłej postawy w ostatnim miesiącu wydaje się do zrobienia. Gorzej, że drugim warunkiem jest brak zwycięstwa Fulham w londyńskiej konfrontacji z Odense, co znacznie trudniej sobie wyobrazić. Duńczycy prezentują się coraz gorzej, w tym tygodniu ulegli u siebie w meczu towarzyskim Malmoe 0:3…
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – POLONIA Warszawa 0:1 (0:0)
Bramka: Pavel Šultes 82. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Wilk, Jirsák, Bunoza – Sadlok, Çani, Brzyski, Jodłowiec. Czerwone: Díaz (57. minuta – za uderzenie rywala) – Sadlok (90. minuta – za drugą żółtą). Widzów: 13 020.
WISŁA: Pareiko – Lamey (46. Jirsák), Jovanović, Díaz, Paljić (7. Bunoza) – Wilk, Núnez – Iliev (62. Kirm), Melikson, Małecki – Biton. Trener: Kazimierz Moskal.
POLONIA: Gliwa – Tosik, Baszczyński, Sadlok, Čotra – Šultes (88. Todorovski), Jodłowiec, Trałka, Jež, Brzyski (77. Wszołek) – Çani. Trener: Jacek Zieliński.

Pozostałe wyniki i tabelę można znaleźć TUTAJ

Skomentuj