Jakość bez kompromisów

W spotkaniu nietuzinkowych zespołów – występującego w dwóch, historycznych dla siebie, finałach tego samego dnia oraz jedynego niepokonanego w centralnych rozgrywkach koszykarskich w Polsce – AGH Kraków uległ na własnym parkiecie Jamaleksowi Polonii Leszno, 60:76.

U schyłku września, tuż przed startem II-ligowego sezonu, szkoleniowiec krakowian, Wojciech Bychawski wjechał razem ze szlabanem na teren ośrodka sportu UJ i AGH. Czy to zamyślił się, czy zbyt niecierpliwie forsował bramę samochodem; dość, że wygiął go, a kiedy wysiadł i poirytowany zaczął go prostować – urwał zupełnie. Większość treningu tego dnia musiał poświęcić na naprawianie wraz z portierem zapory, a zajęcia poprowadzili – kiedy już skończyli się śmiać – jego asystenci, Andrzej Urban i Piotr Biel.
Reperacja udała się nad podziw, po szkodzie prawie nie ma śladu, co każdy naocznie może sprawdzić przy Piastowskiej 26, a zdarzenie (zderzenie) stało się idealną metaforą postawy ekipy Bychawskiego przez następne 7,5 miesiąca. Brawurowo prąc do przodu, mimo barier i problemów, wjechała do I ligi w imponującym stylu: w każdej z czterech dających awans rund play off wygrywała mecz na obcym parkiecie, zdobyła też halę najgroźniejszego rywala grupowego, Polonii Bytom. Dwukrotnie obroniła się stojąc pod ścianą – o jedną porażkę od odpadnięcia.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

A na najwyższy szacunek „Agiehowcy” zasłużyli w ciągu minionych kilku dni. W środę wieczorem zwyciężyli na wyjeździe Kotwicę, zapewniając sobie pierwszoligową promocję, w nocy autokarem przejechali z Kołobrzegu do Lublina na akademickie mistrzostwa Polski. Tam od piątku do niedzielnego przedpołudnia wygrali pięciokrotnie, m.in. z reprezentacjami uczelnianymi opartymi na pierwszoligowych zawodnikach Znicza Basket Pruszków czy AZS AWF Katowice. Przez cztery doby przebiegali więc siedem konfrontacji, a plonem były historyczne osiągnięcia: awans na zaplecze ekstraklasy, akademickie wicemistrzostwo Polski i złoty medal w klasyfikacji uczelni technicznych.
Nie posiedli jednak jeszcze umiejętności bilokacji (ciągle jest ona również tajemnicą dla naukowców z patronującej im Akademii) – nie zdołali wystąpić w dwóch finałach rozpoczynających się w ciągu 3 godzin, w odległości 280 km. W Lublinie z trenerem Janem Domańskim została grupka, głównie dotychczasowi rezerwowi, plus reaktywowany jako koszykarz Piotr Biel, dla którego ostatnie wyczyny podopiecznych są lepszą wizytówką w CV specjalisty od przygotowania fizycznego niż praca w TBL. Reszta wróciła do Krakowa na pierwszą część towarzyskiego acz prestiżowego dwumeczu finałowego II ligi.

A przeciwnika mieli najtrudniejszego z możliwych – drużynę niezdolną do porażki. Jamalex już w grudniu, podczas turnieju finałowego Pucharu Polski, pokazał przy Piastowskiej, dlaczego nikt nie jest w stanie go pokonać, teraz bez zwłoki przystąpił do przypominania. Sprawne ogrywanie pod koszem Szymona Milczyńskiego, akcje z wyczuciem regulowane przez Nikodema Sirijatowicza, czasem dynamiczny wjazd Stanforda Sanny’ego, czasem miękki rzut z daleka. 2:5, 5:5, 5:9, 9:15, 12:19, 16:25, 19:28. Nawet gdy Milczyński usiadł na ławkę, to z powodzeniem zastąpił go Maciej Rostalski.
Gospodarzy napędzali ludzie mający najwięcej energii, czyli Jakub Krawczyk i Bartosz Wróbel, którzy nie uczestniczyli w AMP. Dzięki kilku „trójkom” oraz penetracjom w drugiej kwarcie Tomasza Zycha (efektem były osobiste, egzekwowane przez niego ze 100-procentową skutecznością) udało im się utrzymać przed przerwą przyzwoitą różnicę – 21:32, 26:35, 28:40, 32:42, 36:42.
Inna sprawa, że trener gości, Łukasz Grudniewski szeroko rotował kadrą i w pierwszej połowie aż 11 jego podopiecznych miało co najmniej 5 minut spędzonych na boisku, a dziewięciu – zapunktowało.

Na trzecią odsłonę wypuścił podstawowy skład, na tablicy pojawiło się 36:53 i 40:61, a on nawoływał: „Tempo! Nikodem, tempo trzymaj!”.
Sporo było manewrów łokciami i spięć, zwłaszcza między Zychem, a kilkoma przyjezdnymi. – Takim jestem zawodnikiem. Kiedy zachowywali się wobec nas niewłaściwie, reagowałem – tłumaczy kapitan AGH. – Gratuluję moim kolegom wytrzymałości, odporności, bo po ostatnich czterech dniach nie ma już nóg, kolan, bioder. Tamci przyjechali tu walczyć, wygrywać, co doskonale rozumiem. Ale nie mogliśmy odpuścić, nawet jeśli mieliśmy już niewiele siły.
Jeszcze przed upływem pół godziny czterech akademików miało po cztery przewinienia, jednak dość długo wytrzymali jeszcze na placu. Dwukrotnie z obwodu – w tym równo z syreną kończącą trzecią część – ukłuł tegoroczny maturzysta Iwan Wasyl. Swoje konto trafień z dystansu powiększyli także „Krawcu” i Wróbel, a w 35. minucie przewaga zmniejszyła się nawet do 56:67. Zaraz jednak Sirijatowicz wcelował za trzy z lewego skrzydła, a Milczyński odnalazł się pod obręczą i tak ustalili różnicę, którą wkrótce można było zobaczyć w ostatecznym rezultacie (56:72 – 60:76).

Inaczej niż we wcześniejszych fazach play off, teraz decyduje bilans dwumeczu. Rewanż odbędzie się w Lesznie, 21 maja, a Łukasz Grudniewski zwodem mija pytanie, czy losy finału są już rozstrzygnięte. – Najważniejsze, że obaj rywale mają już awans do I ligi, na tym się skupiajmy – mówi dyplomatycznie.
– Odpoczniemy i jeśli będzie zdrowie, siła, spróbujemy odrobić straty na wyjeździe – przekonuje Tomek Zych. – Jamalex to super drużyna, ale myślę, że mamy na tyle charakteru, że nas na to stać.
To jednocześnie ostatnia możliwość zepsucia bilansu lesznianom. W tej chwili legitymują się rewelacyjnym 34-0, na który składają się 22 zwycięstwa w sezonie zasadniczym, 9 w play off i trzy w Pucharze Polski. W sezonie 2015/16 są jedyną niepokonaną ekipą koszykarską w ligach centralnych w Polsce (1. i TBLK u kobiet, 2., 1. i TBL u mężczyzn).
– Ciężka praca – Grudniewski, związany wcześniej długo ze Śląskiem Wrocław, podaje receptę na ten niecodzienny sukces.
– Nie tylko wy ciężko pracujecie, a jeszcze więcej zespołów chętnie tak o sobie powie.
– Niech będzie, wymienię trzy elementy: skład został dobrze dobrany pod względem charakterologicznym, stworzyliśmy w nim prawdziwy team spirit, a także, jak mówiłem, zawodnicy poddali się bardzo dużym obciążeniom treningowym – podsumowuje. Na koszulce ma reklamę sponsora: „Jakość bez kompromisów”. Tego hasła używa co najmniej kilka firm, a pasuje ona jak ulał również do obu finalistów II ligi.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – JAMALEX POLONIA 1912 Leszno 60:76 (19:28, 17:14, 10:21, 14:13)
Sędziowali: Maciej Guzik i Rajmund Lewiński. Widzów: 180.
AGH: Krawczyk 18 (4×3, 4 as.), Wróbel 14 (2×3, 6 zb., 4 prz.), Zych 8 (4 zb.), Maj 4 (5 zb.), Kalinowski 2 (5 zb., 2 prz.) oraz Wasyl 8 (2×3), Kaczmarski 5 (1×3, 4 as.), Koperski 1, Borówka (2 prz.). Trener: Wojciech Bychawski.
JAMALEX: Milczyński 22 (17 zb.), Sirijatowicz 14 (2×3, 10 zb., 7 as.), Sanny 7, Zubik 5 (1×3), Sobkowiak oraz Rostalski 10 (5 zb.), Jankowiak 7 (4 as., 2 prz.), Malinowski 5 (1×3, 7 zb.), Mowlik 4, Paszek 2 (4 zb.), Krówczyński, Nowak. Trener: Łukasz Grudniewski.

Komentowanie zablokowane.