Jaśminem odurzeni

Wisła uległa na własnym stadionie Lechowi Poznań, 0:1. Szanse na korzystniejszy wynik odebrał krakowianom bramkarz gości.

W pierwszej połowie przyjezdni zneutralizowali system ofensywny wiślaków, który tak dobrze zdał egzamin w poprzednim spotkaniu, z Widzewem Łódź (sportkrakowski.pl opisywał to TUTAJ). Uniemożliwili im też wejścia skrzydłami (niemal niewidoczny był Ivica Iliev), walczyli dosyć ostro w polu i groźnie kontrowali.
W 36. minucie, po stracie gospodarzy w strefie środkowej, Łukasz Trałka nie dał się przewrócić Gordanowi Bunozie, zresztą to ten drugi trącił szpicem piłkę, która trafiła do Szymona Drewniaka. 19-latek kojarzony był dotąd jako jeden z aktorów obscenicznego filmiku z imprezy w internacie młodych zawodników Lecha, ale dzisiaj odsunął tamten „występ” nieco w cień pierwszym ekstraklasowym golem w karierze. Aby go zdobyć musiał wygrać zapaśniczy niemal pojedynek z Cezarym Wilkiem i kopnąć do siatki obok Siergieja Pareiki.

W drugiej połowie rezultat się nie zmienił, także dlatego że bardzo długo najbardziej zdecydowaną akcją była kibicowska – przerwali na kilka minut mecz, zarzucając pole karne miejscowych papierowymi taśmami przypominającymi papier toaletowy. Jeśli chodzi o futbolistów, to strzał Drewniaka złapał Pareiko, a Wilka – Jasmin Burić. Starali się Aleksandyr Tonev, Kew Jaliens, Maor Melikson, ale bez konkretnego efektu. Uderzenie Łukasza Garguły zablokował pechowo Rafał Boguski, a potem sam kopnął niecelnie. Po drugiej stronie Bartosz Bereszyński, naciskany przez Wilka, w kluczowym momencie nie trafił w piłkę i się przewrócił. Zatrzymany również został Genkow.

Wiślacy mogli zaliczyć dzisiaj trafienia, ale w wyśmienitych sytuacjach zachowali się jakby odurzył ich zapach kwiatu, od którego pochodzi imię golkipera „Kolejorza”. W 29. minucie Wilk popisał się błyskotliwym prostopadłym podaniem, po którym Melikson wyszedł sam na sam (choć z boku nabiegał obrońca). Izraelczyk strzelił po ziemi, ale Jasmin odbił nogami.
W 82. minucie okazja nadarzyła się jeszcze lepsza. Dośrodkowywał Jan Frederiksen (wszedł wcześnie za kontuzjowanego Arkadiusza Głowackiego, ale ustawił się na lewej flance, a Bunoza powędrował na środek), główkował Daniel Sikorski, do właściwie bezpańskiej futbolówki dopadł zaś na 6. metrze Wilk i przyłożył potężnie z powietrza. Byłby gol… gdyby nie rękawica Buricia, który ruszył instynktownie ręką, futbolówka odrobinę zmieniła lot, uderzyła w wewnętrzną stronę poprzeczki, ale spadła przed linią bramkową. Zaraz, po rzucie rożnym, Boguski przymierzył z woleja, jednak bramkarz sparował to piękną paradą.
I tak został bohaterem spotkania, a mógł nim być Wilk, niezwykle aktywny, walczący na całej długości boiska, lecz wśród wielu dobrych zagrań – w dwóch momentach zabrakło mu szczęścia.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECH Poznań
Bramka: Drewniak 36. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Głowacki, Czekaj, Jaliens – Trałka, Drewniak, Tonew. Widzów: 17 664.
WISŁA: Pareiko – Jaliens, Głowacki (22. Frederiksen), Czekaj, Bunoza – Sobolewski (66,. Sikorski), Wilk – Iliev (55. Genkow), Garguła, Melikson, Boguski. Trener: Tomasz Kulawik.
LECH: Burić – Ceesay, Kamiński, Arboleda, Henríquez – Możdżeń, Trałka, Murawski – Drewniak (60. Linetty), Tonew (69. Ubiparip) – Bereszyński (77. Durdjević). Trener: Mariusz Rumak.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.