Jeden dzień z życia fightera

Spójnia Stargard awansowała do koszykarskiej ekstraklasy, pokonując Sokoła 3-0 w finale, a w ostatnim meczu w Łańcucie – mimo porywającej pogoni gospodarzy – 94:89.

Maciej Klima jest jak Krzysztof Ibisz – młodnieje z wiekiem. W odróżnieniu od prezentera telewizyjnego kapitanowi Sokoła odnawia się jednak nie image, ale wigor. W wieku 36 lat ustanowił własny rekord sezonowej średniej minut (prawie 30) i punktów (13.3), a w zbiórkach – minimalnie – lepszy był tylko przed rokiem (8.1 – 8.4). W ciągu ośmiu miesięcy wystąpił w największej ilości meczów w seniorskiej karierze – 43!
Poprowadził młodą drużynę do trzeciego miejsca w części zasadniczej, potem przez dwie fazy play off, a trzecie spotkanie finałowe zaczął z wysokiego C. Trzy szybkie zbiórki w ataku, dwa celne rzuty spod kosza w gęstwie obrońców, plus jeden z obwodu. Jako że Rafał Kulikowski do trafienia za trzy dołożył akcję 2+1, a mnóstwo wiatru robili Marek i Kamil Zywertowie, miejscowi przejęli inicjatywę – 2:0, 7:3, 13:7. I utrzymywali ją, mimo że rywali słuchała „trójka” – 13:11, 15:14, 20:14, 25:17, 25:20, 29:22 – zresztą i tak żaden z nich nie zaliczył jej w tak plastyczny sposób jak Marek Zywert. Biegł od prawego skrzydła po łuku, obcinając się na zasłonie, a dotknąwszy podawanej piłki wyszedł w górę i z maksymalnego wyskoku wcelował idealnie czyściutko. To nie była sekwencja ruchów, ale jeden, płynny ruch.
W drugiej kwarcie swoje dołożył z dystansu Bartłomiej Karolak (32:25). I choć przyjezdni wyrównali na 32:32, to dobre zmiany Macieja Parszewskiego i Artura Włodarczyka dały gospodarzom ostatnią dzisiaj dość wysoką przewagę – 42:34.

Dla 28-letniego playmakera Spójni, Dawida Bręka był to czwarty finał w karierze. I tylko raz (występując w Sokole, w sezonie 2014/15…) nie zakończył go awansem do ekstraklasy. Ani w Polfarmeksie Kutno jednak (z części play off wykluczyła go kontuzja), ani w Mieście Szkła Krosno nie był tak kluczową postacią jak teraz. W pierwszej konfrontacji finałowej to on pociągnął zespół, kiedy Sokół prowadził 11 „oczkami” na niespełna sześć minut przed końcem. Za profesorką postawę w drugim spotkaniu komplementował go trener przeciwników, Dariusz Kaszowski. Dzisiaj w II odsłonie strzelił za trzy po serii zwodów, rozegrał błyskotliwego pick’n’rolla z Marcelem Wilczkiem, wypuścił po „dziurę” Huberta Pabiana. Odwrócił rezultat do przerwy na 42:43, a sam w tej chwili miał już na koncie 8 asyst.
– Wolałbym nie podkreślać swojej roli. Wiedziałem, jakich ludzi mam za sobą, a to jak graliśmy przez cały sezon zbierało się na dzisiejszy występ – nawet ze złotym medalem na szyi wyrażał się w sposób stonowany. To on jednak idealnie nadaje się do zobrazowania pojęcia „fightera” – kogoś, kto myli się, popełnia błędy, ale zawsze wierzy w swoje umiejętności (nawet jeśli jest przez to postrzegany za „wariata” czy „oszołoma”), nie przestaje walczyć i ostatecznie triumfuje. Bywało tak w wielu meczach w przeszłości, było tak i dzisiaj, kiedy popełnił najwięcej strat (cztery) ze wszystkich zawodników, jacy pojawili się na placu, lecz jednocześnie zanotował zdecydowanie najwyższy ze wszystkich wskaźnik efektywności!
– Czy to kwestia doświadczenia, czy cech wrodzonych? – zastanawia się. – Chyba ukształtował mnie okres, gdy byłem nastolatkiem. Karierę zaczynałem nie łapiąc się do podstawowego składu w młodzikach i kadetach. Zawsze musiałem bić się o swoje miejsce.
W czwartkowy wieczór w trzeciej kwarcie przymierzył zza linii 6.75 z osi boiska, zza długich rąk Kulikowskiego, a potem poprawił z tej samej odległości z lewej flanki. Czwartą część zaczął szarżując za „deskę” i stamtąd obsługując Frasia. Na tablicy świeciło się już 58:68, a po dwóch „trójkach” Pabiana i jednej Marcina Dymały (w obcej hali goście osiągnęli w tym elemencie 50% skuteczności) – aż 69:82.
– To był fajny moment, gdy wydawało się, że Sokół już się nie podniesie, ale pomyliliśmy się – uśmiecha się „Breniu”.

Kiedy latem ubiegłego roku Kaszowski skompletował skład głównie z 21-latków, biorąc trzech spadkowiczów z I ligi i trzech II-ligowców, a zostawiając zawodnika po poważnej kontuzji stawu skokowego, wielu zastanawiało się, czy to nie będzie trzeci przypadek w 14-letniej historii występów Sokoła w I lidze, gdy nie zakwalifikuje się on do play off. A może i pierwszy, kiedy będzie zmuszony zagrać w play out. Zresztą fakt, iż podpisywał z nimi na ogół dwuletnie kontrakty, zamiast standardowych dotąd, rocznych, świadczył, jaką perspektywę pracy sobie wyznacza. Na dodatek, już w październiku więzadła w kolanie zerwał – bodaj najlepiej prezentujący się w okresie przygotowawczym i na początku rozgrywek – Michał Sadło.
Pozostali jednak, rotując się w ósemkę, a nawet w siódemkę, przedarli się aż do finału. A jeśli pozostał ktoś nie akceptujący dotąd w odniesieniu do nich określeń „zaskakujący” i „nieobliczalni” powinien zobaczyć ostatnie 4,5 minuty dzisiejszej konfrontacji. Przy dopingującej na stojąco publiczności gonili jak szaleni; Włodarczyk trafił czterokrotnie za trzy i raz za dwa (ale z bardzo daleka), zbliżyli się na 81:84 i 89:92.
Stargardzianie pokazali jednak, dlaczego to im należy się awans. Znowu w najważniejszym momencie nie zadrżała im ręka. Po faulach taktycznych przeciwników dostali osiem rzutów wolnych i wykorzystali wszystkie: cztery Dymała, a po dwa Alan Czujkowski i Wilczek.
– Chwała chłopakom, że wytrzymali do końca – mówi Dawid Bręk, najlepszy gracz serii finałowej. A prowokowany pytaniem, czy z trzeciego awansu jeszcze można się cieszyć, czy to już rutyna, przekonuje: – Za każdym razem smak jest inny, bo inny klub i koledzy, ale zawsze radość jest ogromna.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – SPÓJNIA Stargard 89:94 (29:22, 13:21, 16:23, 31:28)
Sędziowali: Marek Czernek, Jacek Litawa i Mateusz Skorek. Widzów: 900.
SOKÓŁ: M. Zywert 21 (3×3, 8 as., 3 prz.), Klima 13 (1×3, 13 zb.), Kulikowski (1×3, 6 zb.), Karolak 10 (2×3), K. Zywert 9 (1×3, 8 as., 2 prz.) oraz Włodarczyk 21 (5×3), Parszewski 4, Warszawski. Trener: Dariusz Kaszowski.
SPÓJNIA: Pabian 20 (4×3, 5 zb., 2 prz.), Dymała 17 (1×3, 2 prz.), Bręk 16 (4×3, 12 as., 4 zb.), Czujkowski 13 (8 zb.), Wilczek 11 (2×3, 7 zb.) oraz Fraś 12 (1×3, 4 zb.), Raczyński 3, Koziorowicz, Pytyś. Trener: Krzysztof Koziorowicz.

Komentowanie zablokowane.