Jeden kontakt z awansem

Przed rewanżową konfrontacją ze Standardem w Liege, w drużynie Wisły są dwie kluczowe kontrowersje. Czy dojdzie do siebie Łukasz Garguła, który w niedzielę w Lubinie otrzymał uderzenie w kostkę i dzisiaj nie był w stanie ćwiczyć na pełnych obrotach? Kto wystąpi obok Osmana Chaveza na środku obrony, zamiast pauzującego za czerwoną kartkę Michała Czekaja?


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Są cztery rozwiązania tej drugiej kwestii: Junior Diaz (ale on przydałby się bardziej na lewej flance), Marko Jovanović (jak poprzednio, tyle że prawa strona), Gordan Bunoza (ale jest mało doświadczony), Kew Jaliens (ale miał kiepską jesień, był krytykowany za notoryczne błędy). Kazimierz Moskal unika jednoznacznej odpowiedzi, czy to pytany wprost o nazwisko („Wyjdzie jakiś stoper”), czy podchwytliwie o formę Jaliensa, który rundę kończył kontuzją („Każdy z obrońców, jakich mam w kadrze, jest w stanie zagrać na dobrym poziomie„).
Mimo wszystko, największe szanse ma chyba Holender – jest najbardziej rutynowany, wydaje się spokojnie i swobodnie podchodzić do czwartkowego spotkania. – Jestem w dobrej dyspozycji, skoncentrowany na rywalizacji ze Standardem – powtarza raz po raz.
Utrzymuje, ze szanse na awans, po remisie 1:1 przy Reymonta, są równe. – Pokazaliśmy w Krakowie na co nas stać i sądzę, że pokażemy to znowu – podsumowuje.

Świetna postawa w pierwszym meczu, kiedy wiślacy długo byli w liczebnym osłabieniu, jest zresztą punktem odniesienia dla wszelkich dywagacji. – Nie zastanawiajmy się, czy oni zaprezentują się lepiej na własnym stadionie; to my musimy zagrać tak samo jak w tamtym spotkaniu – apeluje kapitan krakowian, Cezary Wilk.
– Swój optymizm i wiarę w sukces opieram na tym, co zobaczyłem w ostatni czwartek i na tym, jak wygląda forma moich zawodników – wyjaśnia Moskal.
Pozostaje pytanie, jak bardzo podobny do tamtego będzie skład Białej Gwiazdy. Dzisiejsze zajęcia przez godzinę były zamknięte dla obserwatorów. W części miał uczestniczyć Garguła, jednak zszedł przed wpuszczeniem dziennikarzy na płytę stadionu. – Jedzie z nami do Belgii i jest duża nadzieja, że będzie mógł zagrać pojutrze – twierdzi szkoleniowiec.

Wciągany w żartobliwe dywagacje, ile goli strzelonych w Liege powinno wystarczyć Wiśle do awansu, odpowiada kpiąco: – Powiem, że pięć, dostaniemy szóstkę i co wtedy? Może wystarczyć tylko jeden – dorzuca poważniej. – A jestem przekonany, że stworzymy sobie jakieś sytuacje do zdobycia go.
Dyspozycja strzelecka podczas gierki kończącej dzisiejszy trening nie pozostawiała wiele do życzenia. Najładniejszą bramkę zaliczył Wilk, który zmusił Siergieja Pareikę do kapitulacji uderzeniem z około 25 metrów, lewą nogą z woleja. Widać było też, skąd bierze się umiejętność prowadzenia gry pod presją przeciwnika. – One touch! One touch!! – dobitnie instruował przed jej rozpoczęciem Moskal. I rzeczywiście, większość jego podopiecznych ograniczała się do jednego kontaktu z piłką.
Jeśli to się uda również w czwartek w Liege, pozostanie im jeszcze zniesienie żywiołowego dopingu z jakiego słyną tamtejsi fani. – Rozmawialiśmy o tym z drużyną, mamy też doświadczenie z meczu w Nikozji – tłumaczy Moskal. – Musimy sobie z tym poradzić.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj