Jeff Winston umarł powtórnie

Koszykarze AGH Kraków ulegli Polfarmeksowi 68:75 i zostali zdegradowani z I ligi, a utrzymała się w niej drużyna z Kutna, bo miała w składzie Januarego Sobczaka.

Ostatnie chwile akademików na zapleczu ekstraklasy przebiegały w niecodziennych, partyzanckich warunkach. Po raz pierwszy, odkąd został zamontowany blisko 7 lat temu, zepsuł się system elektroniczny do obsługi meczów koszykówki: dwie tablice po przeciwległych bokach hali, w tym olbrzymia, z zapisem fauli wszystkich zawodników, a także zegary na koszach mierzące czas akcji. Czynna była tylko niesprzężona z nimi stara tablica na środku dłuższej ściany, przez co ławki rezerwowych i stanowiska sędziów zostały przeniesione na drugą stronę, aby mogli na nią patrzeć. Czas pozostały do końca akcji podawał natomiast jeden z arbitrów stolikowych przez mikrofon służący normalnie spikerowi („Dwadzieścia… piętnaście… dziesięć… pięć…”).
Obie drużyny niezrażone tymi utrudnieniami oraz brakiem czołowych zawodników (Macieja Koperskiego u gospodarzy i Patryka Gospodarka u gości) zaprezentowały w pierwszej kwarcie ciekawy basket. Zagrania Szymona Pawlaka, Sobczaka, Michała Marka i Bartosza Majewskiego dały im wyniki 0:5, 3:9 i 6:11, lecz krakowianie odpowiedzieli salwą pięciu „trójek”. Grający ciągle sobotnie spotkanie (opisywaliśmy je TUTAJ) Bartosz Czerwonka trafił trzykrotnie, a po razie dołożyli Tomasz Deja i Iwan Wasyl.

Po 10 minutach było 21:23, ale kiedy Tomasz Zych w walce o bezpańską piłkę rzucił Sobczakiem o parkiet i wypuścił w kontrze Wasyla (a wcześniej Bartłomieja Podworskiego), po czym podobnie obsłużył Iwana „Czerwony” – zrobiło się 33:25.
Wprawdzie dwie szybkie akcje Sobczaka i Majewskiego zredukowały straty do 33:30, ale nad wynikiem czuwał Włodarczyk, który najpierw ukłuł z daleka, a w ostatnich sekundach przed przerwą w szaleńczym rajdzie przez pół boiska dostał się pod samą „dziurę” i ustalił zapis na 41:33.
W trzeciej odsłonie Patryk Kędel oraz Wasyl przymierzyli z obwodu, na tablicy świeciło się 47:36, potem jeszcze 50:40 i można było spodziewać się, że skoro tyle elementów u nich funkcjonuje – „Agiehowcy” zabukują sobie bilety na wyjazd do Kutna w najbliższą środę, gdzie zaplanowano ewentualną piątą, decydującą konfrontację play out.

„Powtórka” Kena Grimwooda w Polsce niezasłużenie przeszła niemal bez echa, ale na Zachodzie oraz w Japonii zyskała olbrzymią popularność. Bohater książki rozczarowany tym, jak potoczyło się jego życie, umiera na zawał mając 43 lata i budzi się ćwierć wieku wcześniej, w swoim pokoju w akademiku. W 18-letnim ciele, na starcie w dorosłość, w realiach studenta college’u, ale z wiedzą i doświadczeniem z całej poprzedniej egzystencji.
„Świat za tymi oknami nie był sennym marzeniem; był równie materialny jak niewinny, równie rzeczywisty, jak ślepo optymistyczny.
Mógł dokonać tylu wyborów”
Akademicki klub zmarł już w I lidze w 2017 roku. Wrócił do niej po sezonie, ale dokonano w nim praktycznie takich samych wyborów. Ciekawie byłoby przekonać się, jak w alternatywnej rzeczywistości wyglądałyby jego losy, gdyby – nawet w zbliżonym zestawieniu personalnym – skoncentrowano się na wyczynowym zespole seniorskim, rezygnując z zajmowania się młodzieżowym basketem w rozmaitych przejawach (wtedy można byłoby m.in. odpowiedzieć sobie na brutalne pytanie: „Czy opłaca się zamienić mistrzostwo Polski w kategorii U-20 na pozostanie w I lidze?”). I jak wyglądałyby jego losy, gdyby inaczej prowadzono transfery lub inaczej prowadzono już przetransferowanych zawodników. Bo można (a nawet należy) wziąć sobie do domu kota, jednak nie można zżymać się, że futrzak nie szczeka i nie przybiega na każde wezwanie, merdając ogonem.
Krakowianie włożyli chyba jeszcze więcej pracy, pasji i ambicji niż dwa lata wcześniej; jesienią byli jednym z najbardziej ekscytujących teamów zaplecza ekstraklasy, ale w licznych meczach i w drugiej połowie dzisiejszego efekty ich usiłowań idealnie opisywał aforyzm Oscara Wilde’a: „Lepiej mieć stały dochód niż fascynować”. Wiele razy poprzednio prowadzili w trzeciej, czwartej kwarcie, a potem brakowało im stabilizacji; pomysłu na grę, bądź umiejętności jego realizacji. Tak samo nie byli w stanie wykreować nic od pewnego momentu w niedzielne popołudnie. Po drugiej stronie Pawlak dowartościował „trójkę” osobistym po faulu, Majewski popisał się hakiem, a Jakub Fiszer dawał dobre zmiany, niezależnie jakie zadania przyszło mu akurat wykonywać (pod nieobecność Gospodarka pełnił m.in. rolę drugiego playmakera).
Tylko dzięki rzutowi Konrada Mamcarczyka za trzy po trzydziestu minutach było 58:57.

Kiedy jeszcze gospodarze przeważali, sfrustrowany Sobczak popełnił głupi, nieusprawiedliwiony względami taktycznymi, faul. Trener Jarosław Krysiewicz zwrócił mu uwagę, a ten wściekł się: „To niech zaczną walczyć!”. Wydawało się, że 22-latek jest kompletnie „ugotowany”. Nic bardziej mylnego: on po prostu ma ducha odwrotnie proporcjonalnego do wzrostu i serce równie wielkie jak – wiszący w odległości kilku kilometrów od hali przy Piastowskiej – Dzwon Zygmunta. Nie ustępował pod presją fizyczną krakowian, nie zważając, czy przyjmuje akurat uderzenie w głowę, rękę czy na korpus. Woził ich na koźle, regulował tempo akcji, część sam finalizował.
No i miał u boku Pawlaka, który na 60:62 trafił z ośmiu metrów w ostatniej sekundzie dozwolonego czasu, a także Michała Marka, który już w drugiej kwarcie złapał trzecie przewinienie, a w trzeciej – czwarte, ale dotrwał do ostatniego gwizdka. Ciągle groził przeciwnikom blokiem (aż pięć razy nie skończyło się tylko na groźbie) i odnajdywał się w pick’n’rollach.
Gdy mierzący 178 cm Sobczak dobił swój niecelny lay-up w asyście sporo wyższych akademików, na tablicy świeciło się 60:64, a on w charakterystycznym geście, z przedramieniem ułożonym poziomo na klatce piersiowej, stukał pięścią w serce. January zmieniał również rezultat na 62:66 i 65:68, a na finiszu wyegzekwował trzy z czterech osobistych (65:71 i 68:75). Ostatnie punkty AGH w pierwszej lidze (na 68:73) zdobył wsadem „Mamcar”, który był chyba największym w jego składzie objawieniem minionych rozgrywek.

Od słów „Jeff Winston umarł rozmawiając przez telefon z żoną” zaczyna się świetna lektura, zdolna poruszyć i wciągnąć każdego. Nie trzeba być rozgoryczonym czterdziestoparolatkiem, wystarczy odrobina empatii i wyobraźni.
No i na pewno można ją przeczytać dużo szybciej niż w ciągu dwóch lat. A co najmniej tyle musi zająć akademikom kolejna powtórka, w której mogą udowodnić pierwszoligowym sezonem, ile nauczyli się na błędach dwóch poprzednich cykli.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – POLFARMEX Kutno 68:75 (21:23, 20:10, 17:24, 10:18)
Sędziowali: Janusz Kiełbiński, Rafał Zuchowicz i Paweł Pacek. Widzów: 250.
Bilans play out: 1-3.
AGH: Czerwonka 12 (3×3, 5 zb.), Włodarczyk 11 (1×3, 4 as.), Wasyl 11 (2×3, 5 zb.), Deja 3 (1×3, 8 zb.), Borówka oraz Mamcarczyk 13 (1×3), Podworski 8 (4 zb.), Kędel 8, Zych 2 (5 zb., 5 as., 2 prz.), Jakubek. Trener: Wojciech Bychawski.
POLFARMEX: Sobczak 19 (3 prz.), Pawlak 18 (3×3, 6 zb.), Majewski 8 (6 zb., 4 as., 2 prz.), Żmudzki 6 (4 zb.), Czyżnielewski 2 oraz Fiszer 10 (7 zb.), Marek 9 (8 zb., 5 bl.), Obarek 3 (1×3), Andrzejewski, Nowicki. Trener: Jarosław Krysiewicz.

Wyniki play off i play out I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.