Jerry Maguire

„Pokaż mi pieniądze!” – to kwestia, które wbrew swej wymowie staje osią najśmieszniejszej sceny w filmie o środowisku amerykańskich menedżerów sportowych.

Stany Zjednoczone to młody kraj (przynajmniej w porównaniu z europejskimi), ale wiele instytucji ma tam historię dłuższą, a przede wszystkim bogatszą niż ich odpowiedniki na naszym kontynencie. Kiedy dwadzieścia lat temu kręcono tam „Jerry Maguire”, Jorge Mendes dopiero zakładał swoją agencję „Gestifute”, trzęsącą dziś światowym futbolem. Oczywiście, obrotny Portugalczyk nie był pierwszy, ale też amerykański film opowiada o świecie zakorzenionym głęboko i obszernie.
Tytułowy bohater w wirze obowiązków (odbiera 260 telefonów dziennie) znajduje czas, by napisać „misję firmy”; zbiór rad, przestróg i pouczeń, tyczących jej funkcjonowania. Szefom się to nie podoba, zwalniają go. Odchodzi z pracownicą księgowości i rybką wyłowioną z akwarium.

Rybka nie pojawia się już na ekranie, za to księgowa staje się jedną z głównych jego postaci. To Renee Zellweger, jeszcze zanim w duecie z Bridget Jones awansowała do najwyższej ligi, lecz i bardziej urocza. – Przez ostatnie cztery lata miałam trzech kochanków, ale każdy przegrywał z książką i kąpielą – mówi samotna matka, opisująca siebie jako: „najstarzej wyglądająca 26-latka”.
Przebija ją tylko vis comica Cuby Goodinga Jr., tutaj gracza futbolu amerykańskiego, jedynego podopiecznego pozostałego zwolnionemu agentowi. Dostał za tę rolę Oscara i parę innych nagród, choć może dostał je za samą choreografię do wspomnianego „show me the money”.
„Jerry Maguire” to bardziej komedia romantyczna niż obyczajowy film o sporcie, przy czym bardziej komedia, gdy ciągnie go Gooding Jr., a bardziej romantyczna, gdy na pierwszy plan wysuwa się Zellweger.

Choć oczywiście dla kogoś innego film powstał, kto inny jest na szczycie tabeli wynagrodzeń (daleko poza wzrokiem pozostałych) i trzyma sprzedaż. Tyle że oglądając Toma Cruise’a po raz kolejny trudno się oprzeć refleksji, że jest to najgorzej obsadzany aktor w Hollywood. Są na to trzy dowody: „Rain Man” (przynajmniej długimi fragmentami), „Wywiad z wampirem” i „Zakładnik”. Wprawdzie wiele z postaci, na których zbudował swój wizerunek – słodcy chłopcy, przystojniacy, pozytywni bohaterowie ratujący świat – przyciąga miliony widzów. Ale jako zimny sukinsyn, bezwzględny i egoistyczny, był genialny i zaskakująco wiarygodny.
Ale może jego karierę tłumaczy szerzej rozumiana, pojawiająca się w „Jerry Maguire”, sentencja: „Talenty są jak popcorn: niektóre ziarna wystrzeliwują”?
PAWEŁ FLESZAR

JERRY MAGUIRE. Produkcja: USA. Rok: 1996. Reżyseria i scenariusz: Cameron Crowe. Zdjęcia: Janusz Kamiński, Chuck Cohen. Muzyka: Nancy Wilson. Obsada: Tom Cruise, Cuba Gooding Jr., Renee Zellweger, Jerry O’Connel, Jay Mohr, Kelly Preston, Regina King, Bonnie Hunt, Jonathan Lipnicki.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.