„Jerry” nie robi już przeciągów

W sparingu, który dla obu drużyn był pierwszym w okresie przygotowawczym, koszykarze I-ligowego Sokoła pokonali występującą klasę niżej Stal Stalowa Wola 98:60. Po siedmiu latach przerwy w barwach łańcuckiego klubu wystąpił jego wychowanek, Jerzy Koszuta.

– To takie przypomnienie o koszykówce, bo dotąd pracowaliśmy raczej nad podbudową fizyczną – określa trener beniaminka II ligi, Bogdan Pamuła. Jego podopieczni najwyraźniej byli spragnieni basketu i pewne jego zasady mają już zakodowane, bo w pierwszej, fragmentach drugiej i na początku czwartej kwarty całkiem nieźle prezentowali się na tle gospodarzy. Ruchliwi i ambitni, wciskali się pod „dziurę” i punktowali z dystansu – zwłaszcza dysponujący szybkim, krótkim rzutem Mateusz Łabuda, zdobywca 13 punktów do przerwy.
Było 2:6, 7:10, a wynik na 13:10 przekręcił miejscowy duet, Bartosz Czerwonka – Jacek Balawender. Obaj mogą zaliczyć występ do udanych. Bartek był najskuteczniejszy na placu; często pełnił rolę rozgrywającego i do 21 „oczek” dołożył 6 asyst i 4 przechwyty, a trzecią ze swoich czterech „trójek” wcelował równo z syreną kończącą drugą kwartę (wszystkie statystyki znajdują się pod tekstem).
W I połowie podkoszową strefę gości zdominował w ataku Rafał Kulikowski. I wtedy i później za jego przykładem szedł Przemysław Wrona, imponujący powakacyjnym wigorem. Lewa, prawa – bogaty asortyment rzutów jednorącz, w tym wsad z drugiego piętra – Przemek trafił aż dziesięciokrotnie z gry, najwięcej z wszystkich zawodników.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W trzeciej kwarcie gospodarze zwiększyli przewagę do 75:43, w jej końcówce i na początku następnej przyjezdni zredukowali ją do 75:55, ale kiedy Sokół mocniej machnął skrzydłami – zrobiło się nawet 94:55.
– Dla takiego młodego zespołu, jak mój to była duża frajda i możliwość zdobycia doświadczenia. Widziałem po ich oczach przed meczem, że nie myśleli o rozgrzewce, ale o tym, jak to będzie się grało z takimi dobrymi pierwszoligowcami – uśmiecha się szkoleniowiec Stali. Ma skład prawie taki sam, z jakim wywalczył awans. Odszedł Kamil Drelich, a po pięciu latach wraca do basketu, przebywający w tym okresie za granicą, Andrzej Nowak. Dzisiaj zabrakło Sebastiana Kułagi, a przede wszystkim Rafała Partyki, o którym trener mówi, że stanowi 50% mądrości drużyny. Stali zabiegała o 24-letniego silnego skrzydłowego, Przemysława Galewskiego. – Wybrał Miasto Szkła Krosno. Szkoda, bo byłby dla nas dużym wzmocnieniem – mówi Bogdan Pamuła. – Generalnie transferów nie robimy, z przyczyn finansowych… Mamy skład złożony z miejscowych chłopaków.

Opiekun Sokoła, Dariusz Kaszowski określa sprawdzian jako pozytywny – dający wiedzę, nad czym jeszcze trzeba pracować. – Mamy jeszcze trochę jednostek treningowych do przerobienia – kwituje.
W przyszły weekend jego ekipę czeka dwumecz wyjazdowy z GTK Gliwice. 11-13 września w Łańcucie zostaną zorganizowane mistrzostwa Podkarpacia. W piątek i sobotę Sokół spotka się w grupie z Gimbasketsem Przemyśl i Pogonią Prudnik, a w niedzielę zagra o miejsce, z kimś z drugiej grupy, w której znalazły się Siarka Tarnobrzeg, Miasto Szkła Krosno i Stal Stalowa Wola.
Niedługo później, 16-17 września odbędzie się w Łańcucie kolejny turniej, według nietypowego systemu. Pierwszego dnia zmierzą się Sokół z AGH Kraków, a ACK UTH Rosa II Radom z Gimbasketsem. Niezależnie od wyników, drugiego dnia odbędą się konfrontacje pierwszoligowców i drugoligowców między sobą.
– Czy osiem sparingów łącznie to nie za mało? Myślę, że wystarczy; przyszło do nas tylko dwóch nowych zawodników, więc aż tak dużo nie potrzebujemy – uważa Kaszowski.

Jeden z nowych, Krzysztof Jakóbczyk nie mógł wystąpić ze względu na dolegliwości, które nie pozwoliły mu dokończyć dzisiejszego przedpołudniowego treningu („Jest wirus, który w sierpniu krąży po zespole. Już wielu dopadł” – opowiada szkoleniowiec).
Drugi z nowych, to stary znajomy, rodowity łańcucianin, wychowanek Sokoła, który jego żółto-czarną koszulkę ubrał po raz pierwszy od 2008 roku, kiedy po sezonie uwieńczonym awansem do półfinału przeniósł się do Spójni Stargard Szczeciński.
Wyglądało jakby podgryzał go odrobinę stres, bo zaczął od fauli i nieudanych akcji. – Nie, no, za długo już gram, żeby sparing wywoływał u mnie tremę. Ale bardzo miło słyszeć: „Fajnie, że wróciłeś”, „Dobrze cię znowu widzieć w Łańcucie”. To mnie motywuje – zwierza się 33-letni „Jerry”. – Silniejsze emocje pewnie przyjdą, kiedy wyjdę tu na mecz ligowy. Dzisiaj raczej wpływ miało nawarstwiające się zmęczenie.
Pytany, jak zmienił go koszykarsko okres spędzony poza domem, twierdzi, że jest dokładniejszy, staranniejszy i bardziej pasuje do taktycznej gry niż do „robienia przeciągu”. Wcześniej kojarzony był z dynamiką i skocznością, żartobliwie, ale z sympatią nazywany „łańcuckim Michaelem Jordanem”. Fruwał jednak nie tylko w swoim miasteczku; wygrał m.in. jeden z konkursów wsadów podczas meczu gwiazd I ligi. – Wiem, że kibice na to czekają, ale latka lecą, swój ślad pozostawiły też trzy operacje, w tym jedna poważna – zastrzega Jurek Koszuta. – Robię jednak wszystko, żeby jak najlepiej się przygotować i przypomnieć „Jerry’ego” z dawnych czasów.
PAWEŁ FLESZAR

Zdjęcia z meczu można zobaczyć TUTAJ.

SOKÓŁ Łańcut – STAL Stalowa Wola 98:60 (28:19, 27:17, 20:12, 23:12)
Sędziowali: Dariusz Szaro i Grzegorz Golec. Widzów: 100.
SOKÓŁ: Pławucki 14 (2×3), Kulikowski 12, Koszuta 7 (1×3), Fortuna 7, Klima 4 oraz Czerwonka 21 (4×3), Wrona 20, Balawender 11 (1×3), Pisarczyk 2, Inglot, Fryń. Trener: Dariusz Kaszowski.
STAL: Łabuda 16 (4×3), Zaguła 12, Konieczny 12 (2×3), Wojtanowicz 1, Bandyga oraz Czopor 5, Szwedo 2, Karlik 4 (1×3), Nowak 4, Chamera 2, Golec 2, Pietras. Trener: Bogdan Pamuła.

Komentowanie zablokowane.