Kalejdoskop pod kopułką

Pierwszoligowe siatkarskie derby Krakowa były tyleż zacięte i emocjonujące, co niesamowicie wręcz nieprzewidywalne. Nie tylko dlatego, że Eliteski UEK prowadziły w swojej hali 2:0 z AGH Galeco Wisłą, by ulec jej w tie-breaku.

Niewiele zdarzyło się w tym meczu chwil, w których dany set był przesądzony, a praktycznie nie było żadnej – kiedy można było wysnuć miarodajny wniosek o wyniku końcowym. Zaczęło się już przed pierwszym gwizdkiem, od roszad w składach – Magda Żochowska zastąpiła w Wiśle swoją imienniczkę, Jagodzińską, której na ogół jest dublerką, natomiast Eliteski wyszły w ustawieniu z przyjmującą na prawym skrzydle (opisywaliśmy jego założenia TUTAJ), a po raz pierwszy w lidze na tej pozycji znalazła się Katarzyna Urban.
Po starcie znalazło się kilka stałych elementów: skuteczność Agaty Skiby w ataku, a po dość szybkim wejściu na parkiet – także Jagodzińskiej, wiślackie forsowanie ofensywy przez szóstą strefę, z wykorzystaniem dynamicznej Ewy Śliwińskiej. Do takich elementów nie należał jednak rezultat – 2:0, 2:2, 6:4, 10:7, 10:11, 13:12, 13:16, 16:16, 18:20, 20:22, 23:22 – ani jego okoliczności, wszak Monika Sroga zdobyła drugiego setbola dla gospodyń… niedokładnym odbiorem serwisu Adrianny Szady, kiedy piłka łukiem spadła tuż za siatką, obok zdetonowanych rywalek. Losami finiszu rządziła Skiba: wprawdzie najpierw została „zaczapowana” przez Karolinę Surmę (23:23), lecz później zbijała pewnie – na 24:23, 26:25 i 27:25.

W następnej partii ekipa gości objęła prowadzenie pięcioma punktami, by ulec w niej ośmioma. Co zresztą rozstrzygnęło się dosyć szybko, bo z 1:6 zrobiło się 5:6, z 6:7 – 9:7, a z 13:11 – 16:11 i 18:13. W Wiśle coraz gorsze było przyjęcie, a czujne w bloku i obronie ekonomistki spokojnie kontrowały. Po uderzeniach, z drugiej piłki Ewy Matyjaszek-Mateli, ze skrzydła Katarzyny Wąsowskiej i z zagrywki Skiby, zrobiło się 23:16, a ostatnie „oczka” zaksięgowały Wąsowska (24:17) i Katarzyna Połeć – z obejścia (25:17).
Trzecia odsłona mogła być ostatnią, bo Eliteski zaczęły ją od 10:6, ale wtedy na czele pościgu stanęła Dominika Nowakowska. Czterokrotnie tłukła bezlitośnie z krótkiej, dwa razy zgasiła przeciwniczki na siatce i przy podaniach Szady na tablicy zaświeciło się 10:17. Nowakowska przerwała jeszcze gospodyniom przy 14:17, jej „czapa” przyniosła punkt na 19:24, a resztę załatwiły: pewna w decydującym fragmencie w przyjęciu i ataku Sandra Biernatek oraz Żochowska, która przyłożyła tak z prawej flanki, że piłka po rękach broniących doleciała do dźwigara przytrzymującego sufit (21:25).
– Troszkę się tego uzbierało, ale to nie tylko moja zasługa, bo ktoś musiał przyjąć, rozegrać, itd. – zastrzegała Dominika po meczu, słysząc powyższą wyliczankę swoich zdobyczy. – Miałam w sobie sporo energii, a wtedy wreszcie udało mi się ją wyładować.
W ręce ściskała statuetkę MVP przyznaną przez gospodarzy, kolano miała obłożone sztucznym lodem, a od fizjoterapeuty drużyny, Adriana Maziarza wysłuchała instrukcji co do ćwiczeń rehabilitacyjnych stawu. Najbardziej ekspresyjna zawodniczka „Białej Gwiazdy” zaskoczyła jednocześnie stwierdzeniem, że „trochę wstydzi się wystąpień publicznych, wywiadów”. – Jak się czuję na boisku, kiedy jest wielu widzów? Tworzy się taka kopułka; słyszę doping, ale nie czuję ich obecności, a w każdym razie zupełnie mi ona nie przeszkadza – zwierzała się.

Czwarty set dołożył nowy aspekt do nieprzewidywalności spotkania: oba zespoły masowo zdobywały punkty dla rywalek, bijąc po autach. Częściej czyniły to ekonomistki, więc zmieniający się jak w kalejdoskopie wynik na ogół był korzystny dla gości – 2:6, 5:6, 5:8, 8:12, 11:12, 14:15, 17:16, 18:17, 20:18, 20:21. Gospodynie odpuściły serwis Biernatek, uznając, że jest autowy, tymczasem wpadł im w pole tuż przed linią (20:22), Jagodzińska i Śliwińska zaś utrzymały tę przewagę (ta druga ścinała wtedy dwukrotnie: z wystawy libero, Aleksandry Guzikiewicz, na 21:23 i w kontrze – na 21:25).
W tie-breaka wprowadziła koleżanki „Jagoda”, dwoma atakami i tylomaż blokami (3:5), dalej wiodło im się jeszcze lepiej (4:7, 6:11), ale partia nie wyrodziła się z obrazu konfrontacji, więc szybko Eliteski doszły na 10:11 i 12:12 (m.in. blok i as Połeć oraz ścięcia Sandry Cabańskiej i Skiby). Rozstrzygające ciosy zadały jednak Jagodzińska (zbicie z po skosie, zaraz as i 12:14) oraz – po przerywniku w wykonaniu Cabańskiej (13:14) – Surma, która dostała trochę za niską wystawę na obiegnięcie, ale ratując się kiwnęła sprytnie w wolne pole (13:15).
– Popełniliśmy za dużo błędów, zwłaszcza w kuriozalnym czwartym secie, a wiślaczki miały troszkę więcej konsekwencji i chyba też sił – podsumowywał trener „Ekonomicznej”, Jacek Skrok.
PAWEŁ FLESZAR

ELITESKI AZS UE Kraków – AGH GALECO WISŁA Kraków 2:3 (27:25, 25:17, 21:25, 22:25, 13:15)
Sędziowali: Bogumił Sikora (Bielsko-Biała) i Luiza Szymańczak. Widzów: 600.
ELITESKI: Matyjaszek-Matela, Wąsowska, Połeć, Urban, Skiba, Król oraz Sroga (l), Cabańska, Fedorów, Wawrzyniak. Trener: Jacek Skrok.
WISŁA: Szady, Biernatek, Nowakowska, Żochowska, Śliwińska, Surma oraz Guzikiewicz (l), Tokarczyk (l), Jagodzińska, Kijakova. Trener: Marcin Wojtowicz.

Komentowanie zablokowane.