Kanonada pod Klimczokiem

Piłkarze Wisły pokonali na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:1, po dosyć ładnym meczu, w którym wszystkie bramki padły dopiero w ostatnim kwadransie.
Do tamtego momentu jednak obie drużyny – z przewagą gości – oddały ponad dwadzieścia strzałów. Paradoksalnie – gole, które pojawiły się dopiero w ostatniej fazie tej kanonady, nosiły pewien rys przypadkowości.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Mecz „zrobił” drużynie Białej Gwiazdy Ivica Iliev, który już wcześniej był aktywny, a w 76. minucie z prawego skrzydła wbiegł w pole karne dryblując trzech rywali i ostro podał. Tomas Jirsak najpierw nie trafił w piłkę, ale w bilardowym stylu odbiła się ona od obrońcy Podbeskidzia naciskanego przez Andraża Kirma i wróciła do czeskiego pomocnika, który zdobył swoją pierwszą bramkę w sezonie.
Niedługo później dośrodkowanie z lewej strony minęło prawie wszystkich zawodników w polu karnym, ale futbolówkę z powrotem „dorzucił” Iliev. Tam próbowało ją wybić dwóch bielszczan, jednak Kirm odwrócony zablokował ją… pośladkami, następnie odwrócił się i wpakował z 10 metrów do siatki.
Trzecie trafienie wiślaków to znowu centra Ilieva z prawej flanki i niefortunna interwencja świetnego wcześniej Mateusza Bąka – zgasił piłkę po nogi Cwetanowi Genkowowi, a ten z bliska dopełnił formalności.

Gol dla Podbeskidzia też padł w zaskakujących okolicznościach, w 84. minucie. Liran Cohen łagodnym rogalem posłał futbolówkę z wolnego w pole karne, ruszyło do niej wielu, lecz nie sięgnął nikt i obok zdezorientowanego Siergieja Pareiki wleciała do bramki.
Gospodarze mieli też doskonałą okazję przy stanie 0-1 – Juraj Dancik uderzał z woleja z sześciu metrów, ale minimalnie chybił.

W tej konkurencji – niewykorzystanych szans – też jednak górowali dzisiaj w mieście pod Klimczokiem wiślacy. W 30. minucie Marek Sokołowski „nabił” Kirma, prokurując stratę na własnej połowie, lecz po dwójkowej kontrze z Maorem Meliksonem Słoweniec właściwie… podał do golkipera Podbeskidzia, będąc z nim niemal sam na sam. Jedenaście minut później Iliev minął już wszystkich, lecz znalazł się w pobliżu linii końcowej i posłał piłkę równolegle do bramki.
W drugiej części gry Michael Lamey po rajdzie prawą stroną wyłożył Cezaremu Wilkowi, który strzelił z 11 metrów w pełnym biegu, ale fantastycznym refleksem popisał się Bąk. Z kolei minimalnie minęła słupek piłka po główce Michała Czekaja (a równie mało brakowało Lameyowi, żeby ją sięgnąć, również głową, i zmienić kierunek – do siatki).
Do tego wszystkiego należy doliczyć kilkanaście uderzeń, głównie z dystansu, z których większość padała łupem bramkarzy.
Co razem nieźle rokuje pod względem widowiskowości przed derbami Krakowa, które odbędą się w następnej kolejce, 30 kwietnia, o godz. 18.30, na stadionie przy Reymonta. W końcówce na boisko wszedł Radosław Sobolewski, który wskutek ciężkiej kontuzji ścięgna achillesa pauzował od meczu z Legią, 2 października ubiegłego roku.
PAWEŁ FLESZAR

PODBESKIDZIE Bielsko-Biała – WISŁA Kraków 1:3 (0:0)
Bramki: Cohen 84 – Jirsák 76, Kirm 81, Genkow 87. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Reiman, Konieczny – Diaz, Lamey. Widzów: 4100.
PODBESKIDZIE: Bąk – Sokołowski, Dančík (81. Byrtek), Konieczny, Górkiewicz – Ziajka, Łatka, Reiman (83. Cohen), Malinowski (59. Sacha), Patejuk – Demjan. Trener: Robert Kasperczyk.
WISŁA: Pareiko – Lamey, Czekaj, Díaz, Paljić – Wilk, Jirsák (85. Sobolewski) – Iliev (89. Garguła), Melikson (90. Jaliens), Kirm – Genkow. Trener: Michał Probierz.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj