Każdy powie: piłka rządzi w Krakowie

W 190. „Świętej Wojnie” Cracovia zremisowała na własnym stadionie z Wisłą, 1:1.

– Dużo było szumu, opowieści o atutach, marzeniach, zamierzeniach i nadziejach, ale remis satysfakcjonuje obie strony. To najczęstszy wynik w meczach derbowych. Lepszych dwóch rannych, niż jeden zabity – trener gospodarzy, Jacek Zieliński w kilku miejscach, na różne sposoby starał się przekonywać różnych ludzi (w tym chyba i siebie) do akceptacji rozstrzygnięcia. Oto bowiem chyba po raz pierwszy od „wznowienia” derbów w 2004 r., kiedy „Craxa” wróciła do ekstraklasy – była uważana za faworyta derbów.
Takie spekulacje zawsze jednak kończyły się wraz z 1. minutą spotkania. Tak było i teraz, bo okazało się, że Wisła wychodzi pressingiem na 2/3 boiska i wkrótce zyskuje prowadzenie. Po rzucie rożnym piłka odbiła się od jednego z zawodników „Pasów”, część wiślaków podniosła ręce, sygnalizując nieprawidłowe zagranie, a Krzysztof Mączyński nic nie podnosił, tylko na półwślizgu wpakował ją z 6 metrów do siatki.
Już w 12. minucie doszło do wyrównania, sprokurowanego przez Arkadiusza Głowackiego. Zamiast wybić futbolówkę, niejako przyjął ją dla Mateusza Cetnarskiego, który bez problemu objechał golkipera i trafił do „pustaka”.

Pomijając olbrzymią tradycję Wielkich Derbów Krakowa, o wyjątkowości tego meczu świadczy fakt, że w tym sezonie będą to jedyne (plus następne – rewanż) w Polsce derby miasta na poziomie ekstraklasy w czterech najważniejszych dyscyplinach zespołowych – piłce nożnej, koszykówce, siatkówce, piłce ręcznej – mężczyzn i kobiet!
Przez poprzednie 11 lat bywało, że odwieczni przeciwnicy zwierali się w brzydkim klinczu, ale zdarzały się okresy efektownego futbolu. Jako jeden z najatrakcyjniejszych fragmentów przetrwa zapewne we wspomnieniach pierwsza połowa dzisiejszej konfrontacji. Po wymianie bramkowych ciosów „naparzanka” trwała dalej, akcje sunęły z jednej strony na drugą i bardzo często kończone były strzałami.
Z podjęciem decyzji o uderzeniu nie mieli problemów Mączyński i Deniss Rakels, wtórowali im koledzy. Damian Dąbrowski przebiegł boisko wszerz z prawej strony na lewą, nawrócił, podciągnął kilkanaście metrów z lewej na prawą i wtedy uderzył, a Radosław Cierzniak piąstkował przytomnie. W innej sytuacji, po podaniu Pawła Brożka piętą, Krzysztof Pilarz i jego trzech kolegów oraz Rafał Boguski tak byli zajęci sobą, że piłka przetoczyła się mijając ich wszystkich i dopiero leżący bramkarz zagarnął ją zza siebie.
Cracovia miała meczbola w ostatniej minucie pierwszej części. Miroslav Covilo stanął przed podobną okazją jak Mączyński przy golu, ale ostemplował słupek.

– Do przerwy tempo było nieprawdopodobne; wiedziałem, że z tego powodu ktoś potem „klęknie” – twierdzi Zieliński.
Po pauzie Cetnarski od razu wbiegł w koło środkowe atakując wiślaka i wznowienie zostało powtórzone. Walki nie brakowało, lecz obie drużyny zwolniły nieco obroty, a przede wszystkim pokazały znacznie mniej czysto piłkarskich walorów. Nie ułatwiły im zadania wymuszone zmiany w składzie i roszady na pozycjach. Jeszcze w doliczonym czasie obydwie miały po wolnym i rogu, ale nic z nich nie wyniknęło.
– Na więcej nie było nas dzisiaj stać – przekonywał Zieliński. – Ze względu na krótki czas przygotowań, do najwyższej formy będziemy jeszcze dochodzić. To nie kurs kroju i szycia.
W podobnym tonie wypowiadał się Kazimierz Moskal, tłumacząc postawę linii pomocy „Białej Gwiazdy”. – Zaprezentowaliśmy się lepiej niż przed tygodniem z Górnikiem, ale patrząc po meczu, ten remis musimy przyjąć – dodawał.

W najbliższą sobotę, 1 sierpnia, o g. 20.30, jego podopiecznych czeka kolejny trudny sprawdzian – na stadionie przy Reymonta podejmą mistrza Polski, Lecha Poznań. Cracovia zagra wówczas w Bielsku-Białej z Podbeskidziem.
Klub z ul. Kałuży poniósł z mijającym tygodniu porażkę na innym polu. Nie zdołał doprowadzić do transferu lewego obrońcy Błękitnych Stargard Szczeciński, Ariela Wawszczyka. – Byliśmy umówieni z Błękitnymi na konkretną kwotę, adekwatną do jego umiejętności. W ostatniej chwili oni podwyższyli ją czterokrotnie. Cracovia to nie Caritas, nie będziemy szastać pieniędzmi na prawo i lewo – irytował się Zieliński. Słysząc, że póki co jego zespół jest liderem, wychodząc z konferencji prasowej skwitował: – Alleluja!
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – WISŁA Kraków 1:1 (1:1)
Bramki: Cetnarski 12 – Mączyński 3. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Żółte kartki: Dąbrowski, Wójcicki – Boguski, Burliga, Jović, Głowacki. Widzów: 12 933.
CRACOVIA: Pilarz – Deleu, Sretenović, Polczak, Wołąkiewicz (61. Zjawiński) – Covilo (56. Budziński), Dąbrowski – Wójcicki, Cetnarski, Jendrissek, Rakels (80. Dialiba). Trener: Jacek Zieliński.
WISŁA: Cierzniak – Jović, Głowacki, Guzmics, Sadlok (52. Burliga) – Uryga – Boguski, Mączyński (84. Crivellaro), Popović, Cywka – Brożek (80. Jankowski). Trener: Kazimierz Moskal.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.