Kiblany wynik

Tytułowe określenie to slangowa nazwa remisu 0:0 (od dwóch kółek znakujących dawniej ubikacje). Niezbyt to estetyczne, ale idealnie oddające całokształt sytuacji Wisły, która dzisiaj zremisowała bezbramkowo w Liege ze Standardem i odpadła z Ligi Europy, gdyż rezultat 1:1 w pierwszym spotkaniu promował Belgów.

No bo jeśli remisujesz na wyjeździe, w dodatku na stadionie cieszącym się sławą paraliżującego gości „kotła czarownic”, to masz chyba prawo oczekiwać jakiegoś bonusu? A jeśli na dodatek po raz drugi długo (tym razem pół godziny) występujesz w osłabieniu, ale mimo to często masz inicjatywę, a przeciwnik przez ostatni kwadrans ogranicza się do gry na czas lub kontr – tym bardziej możesz snuć skojarzenia z toaletą, wracając do domu z niczym… No i niewielkim smrodkiem zakończyła się jedna z tychże kontr, już w doliczonym czasie gry; Serge Gakpe kopnął w rękę Siergieja Pareikę, ten zaczął nastawać na Togijczyka, a awantura – wówczas wygaszona żółtymi kartkami przez sędziego – odżyła po ostatnim gwizdku, tym razem z udziałem golkipera gospodarzy, Sinana Bolata. Niespokojnie było również na trybunach.

Przez znakomitą większość pierwszej połowy obie drużyny klinczowały się pressingiem, wśród krótkich podań, stosunkowo częstych strat, szybkich fauli. Krakowianie kilka razy dynamicznie poszli do przodu, lecz bez efektu, podobne owoce zbierali gospodarze – bardzo pewna była obrona Białej Gwiazdy na czele z tak krytykowanym jesienią Kew Jaliensem. Do jedynego „zacięciecia” doszło po ponad pół godziny spotkania, kiedy Osman Chavez spóźnił się do dośrodkowania Sebastiena Pocognoliego, a Cyriac Gohi Bi główkował obok słupka. Pięć minut później do podobnej centry wyszedł już Pareiko i wypiąstkował ją daleko do przodu.

Drugą część z animuszem rozpoczęli wiślacy. Łukasz Garguła błyskotliwie wypuścił „w uliczkę” Cwetana Genkowa, lecz ten przewrócił się w polu karnym naciskany przez obrońcę, a o faulu raczej nie mogło być mowy. Po drugiej stronie bardzo niecelnie kopnął po ziemi Meme Tchite.
Na boisku już wtedy bywało nerwowo, m.in. kapitan Standardu, Reginal Goreux zarobił żółtą kartkę za odepchnięcie trenera przyjezdnych, Kazimierza Moskala. Kiedy jednak 10 minut później sam został przewrócony bez piłki przez Gervasio Nuneza – Argentyńczyk zobaczył za to drugą żółta i w konsekwencji czerwoną kartkę.

Powtórzyła się sytuacja z pierwszej konfrontacji, kiedy krakowianie w osłabieniu zaatakowali mocniej niż w 11. Raz po podaniu Marko Jovanovicia w dobrej pozycji nie opanował piłki Genkow, a następnym razem – Bułgar przyjął już dokładnie, tyłem do bramki, ale obracając się uderzył z woleja ponad poprzeczką.
Najlepszą sposobność zmarnował natomiast Andraż Kirm, którego po rajdzie prawa stroną obsłużył Maor Melikson, lecz Słoweniec źle trafił w piłkę 12 metrów od bramki, nie sięgnął jej też Dudu Biton, w którego pobliże zawędrowała.
Miejscowi kontrowali – z największą ochotą czynił to Michy Batshuayi – lecz ich nieprzekonujące strzały łapał Pareiko.

Gdyby zespołowi Moskala udało się dzisiaj awansować, wyrównałby osiągnięcie drużyny Henryka Kasperczaka – 1/8 Pucharu UEFA w sezonie 2002/03. I byłoby to jednocześnie drugie miejsce w historii występów międzynarodowych piłkarzy Białej Gwiazdy, za awansem do ćwierćfinału Pucharu Europy (ówczesny odpowiednik Ligi Mistrzów) w 1979 r.
Obecni wiślacy stworzyli jednak swoją legendę, które pewnie przetrwa – niezwykłych okoliczności wyjścia z grupy Ligi Europy, 14 grudnia 2011…
PAWEŁ FLESZAR

STANDARD Liege – WISŁA Kraków 0:0
Pierwszy mecz: 1:1, awans: Standard. Sędziował: Milorad Mazić (Serbia). Żółte kartki: Bjarnason, Goreux, Cyriac, Gakpé – Núnez, Wilk, Jaliens, Pareiko. Czerwona: Núnez (63., za drugą żółtą).
STANDARD: Bolat – Ciman, Gershon, Felipe, Pocognoli – Goreux (89. Gakpé), Belhocine, Bjarnason, Buyens – Tchité (85. Batshuayi), Cyriac (90. Opare). Trener: Jose Riga.
WISŁA: Pareiko – Jovanović (76. Biton), Jaliens, Chávez, Díaz – Wilk (87. Jirsak), Nunez – Iliev (67. Kirm), Garguła, Melikson – Genkow. Trener: Kazimierz Moskal.

Pozostałe wyniki Ligi Europy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj