Kłamiemy patrząc sobie w oczy

23. zwycięstwem w sezonie zasadniczym – 81:71 z Astorią Bydgoszcz – koszykarze Sokoła Łańcut zagwarantowali sobie atut własnego boiska w ćwierćfinale play off I ligi.

„Szkoda, że państwo tego nie widzą!” – wykrzykiwał w momentach szczególnej ekscytacji Wojciech Trojanowski, legendarny sprawozdawca sportowy ery przedtelewizyjnej, co przejął od niego jeszcze sławniejszy Bohdan Tomaszewski. Dzisiejszą konfrontację obejrzała bodaj najmniejsza widownia w 14-letniej historii występów Sokoła na zapleczu ekstraklasy. PZKosz wyznaczył przedostatnią kolejkę na Wielką Sobotę, 31 marca, klub przesunął mecz na czwartkowe popołudnie, lecz wiele osób pomiędzy pracą, domem i kościołem nie znalazło już czasu na wizytę w hali łańcuckiego MOSiR.
Ominęły ich m.in. emocje, o które zadbali goście. Byli osłabieni brakiem Mateusza Bierwagena i Adriana Barszczyka, jednak z przytupem zaczynali każdą kwartę i obejmowali w niej prowadzenie, niezależnie, z jakiego pułapu przyszło im startować. W pierwszej świecili na tablicy 0:4 i 3:10, swobodnie penetrując strefę gospodarzy, w czym przodowali wysocy, Łukasz Frąckiewicz i Mateusz Fatz. W drugiej z 24:20 i 26:23 przekręcili licznik na 26:30, bo Paweł Śpica punktował z obwodu i z bliska (hakiem), Fatz akcją 2+1, a Patryk Gospodarek – lay up’em. W trzeciej Śpica w ciągu kilkudziesięciu sekund zaaplikował miejscowym dwie „trójki” (drugą o „deskę”) i z 41:35 zrobiło się 41:42. W czwartej zmiana była krótsza, za to szybsza – osobisty Śpicy za „dacha” dla gospodarzy, trafienie Frąckiewicza i zamiast 59:58 jest 59:61.
– Skąd ta prawidłowość? Nie wymyślę tu nic mądrego, po prostu tak się układało – wzrusza ramionami trener miejscowych, Dariusz Kaszowski. – Jestem zadowolony z innej prawidłowości: zawsze potem łapaliśmy właściwy rytm i osiągaliśmy przewagę.

Basket jest najbardziej finezyjną z gier po części dzięki temu, że w największym stopniu opiera się na oszustwie, czyli sztuce zwodu. Często niewyszukanego, za to na ogół ciekawego. Jeden z najbardziej utalentowanych zawodników I ligi, Marek Zywert sporo swoich celów osiąga właśnie najprostszymi środkami: ruch nogą i balans ciałem w jedną stronę, a drybling w drugą lub wyskok w górę do rzutu, ewentualnie przymierzenie się do strzału i wejście, kiedy obrońca przeniesie ciężar ciała tak, że uniemożliwi mu to natychmiastową reakcję. Tak właśnie wjechał prawym skrzydłem w pierwszej odsłonie.
Sporo zwodów wykonuje się patrząc przeciwnikowi w oczy, inne – okłamując go spojrzeniem, czyli markując kierunek podania. Przy stanie 18:19 Kamil Zywert pokozłował szparko w stronę lewego półskrzydła i stojącego tam Marka, który pobiegł do linii końcowej i wzdłuż niej, tak jakby przed nim uciekał. Bliźniak rzucił mu piłkę kozłem jednorącz, ciągle jednak patrząc w miejsce, gdzie wcześniej stał brat, który tymczasem wykańczał już dwutakt z obejściem obręczy.
Wyrafinowanymi kłamstwami są też akcje dwójkowe, kiedy jeden ściąga na siebie defensywę i oddaje do partnera. Te udawały się najlepiej dzisiejszemu MVP, ruchliwemu jak wirus Arturowi Włodarczykowi. Obsłużył tak Rafała Kulikowskiego, który zapakował z rozmachem, i Macieja Klimę, a przedzielił to Marek Zywert wypuszczając w podobny sposób „Konia”. Ich drużyna z 5:12 wyrównała na 12:12, a potem wyszła na 18:14.

Koszykówka to również gra najbardziej ze wszystkich zaawansowana taktycznie, a służy to temu samemu, co zwody indywidualne – wyprowadzeniu rywala w pole. Sokół od lat plasuje się w czołówce I ligi w sferze koncepcyjnej. Obecnie ma opracowane aż 34 schematy ofensywne (28 na obronę „każdy swego” i 6 na strefę). – To nie są harcerze – odpowiada Kaszowski na pytanie, czy jego podopieczni wszystkie pamiętają. – Ile w sumie miałem zagrywek w I lidze? Łoooj, Boziu, do rana byśmy tu siedzieli i bym ci rysował – dodaje, zwierzając się, że najwięcej inspiracji czerpie z meczów Euroligi, które ogląda z kartką i długopisem na podorędziu, ale i z włączoną dla bezpieczeństwa nagrywarką.
Twierdzi, że dzisiaj znaczenie w ataku miało urozmaicenie; tylko incydentalnie zdarzało się, żeby w dwóch kolejnych akcjach zastosowano ten sam schemat (pozostawia tutaj dużą dowolność rozgrywającym). W drugiej „ćwiartce” miejscowi na różne sposoby (m.in. cierpiący z powodu pokiereszowanego prawego kciuka Bartłomiej Karolak wcelował z obwodu) w ciągu niespełna 3 minut skompletowali run 12:0, co zaowocowało przewagą 38:30.
W trzeciej części mieli coraz większe kłopoty, bo z czterema faulami usiadł na ławce wyśmienicie dysponowany Kulikowski, na przewinienia musiał uważać również Klima. O wynik zadbał trafiający za trzy i piorunująco wybiegający do kontr Włodarczyk, dobrą zmianę dał wówczas Maciej Parszewski.

Oszukiwać można także w obronie. Jesienią opiekun jednego z teamów, pokonanego przed chwilą przez Sokoła, przyznawał z rozbrajającą szczerością: „Polemizujemy w naszym sztabie, czy załatwiła nas ich strefa, bo ja na przykład uważam, że to nie była strefa, tylko przekazywali krycie”.
Dzisiaj Kaszowski często ordynował ustawianie właśnie strefy: 2-3 albo 1-3-1. – Nie chodziło tylko o zneutralizowanie atutów Astorii, ale po prostu przećwiczenie tego elementu na play off – wyjaśnia.
W czwartej odsłonie przyjezdni zdobyli tylko 13 „oczek”, w tym cztery przy rozstrzygniętym rezultacie (81:67). Bracia Zywertowie trafiali zza linii 6.75 (Kamil zaskakująco, „spod Frąckiewicza”), a Klima nabierał bydgoszczan na faule i egzekwował osobiste. Włodarczyk uwieńczył run 11:0 podaniem za plecami do Kulikowskiego, po którym ten znowu zapakował. Przyszła też pora na „Wiewiórki”, jak Kaszowski pieszczotliwie nazywa swoich nastoletnich podopiecznych. W kadrze jest ich czterech, na plac wyszło trzech. – Są olbrzymią pomocą na treningu, bez nich zespół by nie funkcjonował – podkreśla szkoleniowiec.

„Sokoły” mają wolne do wtorku, spędzą ten okres na podium I ligi. Może się zmieniać ich miejsce; najbliższe dwa dni oraz ostatnia kolejka, 8 kwietnia, wskażą ich przeciwnika w ćwierćfinale play off. Jest trójka głównych kandydatów: GKS Tychy, R8 Politechnika Kraków i Polfarmex Kutno, z którym jeszcze zmierzą się na wyjeździe na zakończenie sezonu zasadniczego. Istnieje nawet szansa wskoczenia na drugą pozycję, a wtedy dostaliby jeszcze innego rywala. Na pewno natomiast nie spadną poniżej czwartej lokaty, a więc ćwierćfinał zaczną u siebie, 14-15 kwietnia, będą też gospodarzem ewentualnego piątego spotkania.
– Nie chcę zagłębiać się dzisiaj w te analizy, układanki – zastrzega Dariusz Kaszowski. – W kontekście play off cieszy mnie co innego: w ciągu sześciu dni zaliczyliśmy trzy mecze, wszystkie wytrzymaliśmy kondycyjnie i zwyciężyliśmy. To świadczy, że jesteśmy świetnie przygotowani fizycznie i napawa optymizmem przed fazą, w której gra się bardzo często.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – ENEA ASTORIA Bydgoszcz 81:71 (24:20, 17:15, 18:23, 22:13)
Sędziowali: Marek Czernek, Grzegorz Szeremeta, Michał Pietrakiewicz. Widzów: 200.
SOKÓŁ: Włodarczyk 16 (2×3, 6 as.), Klima 16 (8 zb., 2 prz., 2 bl.), M. Zywert 16 (3×3, 3 prz.), Kulikowski 14 (9 zb., 3 prz., 2 bl.), Karolak 6 (1×3) oraz K. Zywert 8 (1×3, 5 as.), Parszewski 3 (1×3, 5 zb.), Warszawski 2, Inglot, Mac, Dziedzic, Błachowicz-Kiełb. Trener: Dariusz Kaszowski.
ASTORIA: Śpica 24 (5×3, 2 prz.), Fatz 12 (4 zb.), Frąckiewicz 9 (11 zb.), Aleksandrowicz 7 (1×3, 6 zb., 5 as.), Gospodarek 6 (6 as.) oraz Szyttenholm 6 (6 zb.), Kornijec 3 (1×3), Kondraciuk 3 (1×3), Przybylski 1. Trener: Konrad Kaźmierczyk.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.