Klima szkodzi na ręce

W meczu na szczycie I ligi koszykarze Sokoła Łańcut pokonali lidera, Slam Stal Ostrów Wlkp., 93:80, co dało im drugie miejsce w tabeli, a w przyszłości może przynieść pierwsze.

Początkowo w zaserwowanym przez zawodników obu drużyn przepisie na hit – może nie tyle rundy, co miesiąca – znalazło się 20 dkg basketu i aż 80 deko walki. I ta presja fizyczna oraz – związana ze stawką – psychologiczna przygniotły na początku obie drużyny. Piłki gubili nagminnie najcwansi rutyniarze: Karol Szpyrka, Tomasz Fortuna, Adrian Suliński i Wojciech Żurawski. Ten ostatni pudłował też z bliska, a gospodarze z dystansu.
Wynik rósł więc powoli – 2:0, 2:6, 3:6 – aż Tomasz Pisarczyk i Maciej Klima w jednej akcji zafundowali Żurawskiemu po „czapie”, potem zaliczyli kilka zbiórek pod własnym koszem i obsłużyli się nawzajem pod przeciwnym. 10:6, a Szpyrka i Rduch przed upływem kwarty zrównoważyli „trójkami” dobrą zmianę Wojciecha Pisarczyka – 16:11.

– Wprowadziliśmy nową promocję: kupując bilet, dogrywkę dostaniesz gratis – żartował w tym tygodniu szkoleniowiec Sokoła, Dariusz Kaszowski. I w przedsprzedaży rozeszło się kilkaset wejściówek, a w sobotnie popołudnie kibice zajęli też dostawiane na parkiecie ławeczki i miejsca stojące na galerii. Pewnie bardziej znęcił ich smak konfrontacji z liderem, niż fakt, że dwa ostatnie spotkania w Łańcucie kończyły się w dodatkowym czasie, ale długo zanosiło się, że i dzisiaj mecz może się przedłużyć.
Co łańcucianie zyskali przez pierwsze dziesięć minut, to odrobili napędzający atak Tomasz Ochońko i trafiający za trzy Suliński. Jak Wojtek Pisarczyk, szybkim kozłem i obrotem przez prawe ramię, zakręcił kilkakrotnie obrońcami, tak rewanżowali się aktywny z tyłu Bartosz Czerwonka i skuteczni z przodu Marcin Pławucki i Rafał Kulikowski. Pierwszy celował z daleka, drugi z najbliższej możliwej odległości – z rozmachem, oburącz pakując do kosza. Zrobiło się wprawdzie 32:27, ale po trzeciej już „trójce” Sulińskiego i trafieniu Adriana Mroczka-Truskowskiego spod tablicy, po błyskawicznym wyjściu do podania – przez całą przerwę na tablicy świecił się remis 32:32.

Szybkie wymiany piłki po obwodzie i skuteczność wieloletniego bywalca łańcuckiej hali, Wojciecha Pisarczyka dały gościom przyjazną różnicę 32:35 i 34:38, lecz nadchodził już czas Rducha, Kulikowskiego i ich kolegów, przede wszystkim kapitana zespołu – Klimy. Szymek zerwał się defensywie Stali, punktując z półdystansu i dystansu, Rafał kontynuował jednoosobowy konkurs wsadów (teraz zanotował dwa kolejne, a w całym meczu cztery), Maciek zaś dzięki swemu zasięgowi i instynktowi defensywnemu osiągał efekt spętania rąk przeciwników. Bronił, przechwytywał, zbierał. Jeden z przechwytów uwieńczył wjazdem przekozłowując 3/4 boiska. Innym razem Szpyrka zdobył aż cztery punkty (2 osobiste i dobitka), kończąc występ Sulińskiego, któremu zabrał piłkę, a ten sfaulował go umyślnie, a za protesty został ukarany „dachem”.
Pławucki z Pisarczykiem dołożyli też po bloku, a na początku czwartej odsłony Klima przytomnie zbił do „Pisara” piłkę pod przeciwnym koszem, a on uzyskał najwyższe dzisiaj prowadzenie Sokoła – 64:47.
– Koszykówka taka jest: przewagę trzeba gdzieś wywalczyć, jeśli nie uda się w ataku, to należy zacząć od obrony. A kiedy uda się zryw, dobry okres, to trzeba go wykorzystać na maksa – mówi Maciej, bohater tamtych chwil. Zakończył je jednak trzymając się na ławce za stłuczone kolano. – To drobiazg, zderzenie, ale lepiej było wpuścić świeżego kolegę – tłumaczy. – Cieszę się, bo po kiepskim fizycznie okresie wróciły mi siły; wydolnościowo wytrzymałem świetnie. Mam nadzieję, że te baterie wystarczą już do końca sezonu.

Czerpiącym wiedzę o baskecie z obserwacji arkusza statystycznego mogłoby się wydawać, że ostatnia część spotkania nie miała historii. Wyniku starali się pilnować „Szpyra” i Dawid Bręk, jeden egzekwował wolne, okraszając je ważną „trójką” na 72:57, drugi popisywał się dryblingami, lecz gospodarzom przydarzyło się coś co Kaszowski skwitował: „Próbowaliśmy pomagać tamtym, ile się dało„, Klima określił: „Zawieruszką„, a Mroczek-Truskowski uważał za przesłankę optymizmu. – Musimy szukać pozytywów: fakt, że jeszcze się wtedy przez nas zestresowali, że długimi okresami równo walczyliśmy na tym trudnym terenie, na pewno jest pozytywem – przekonywał Adrian, również były zawodnik Sokoła. – Generalnie jednak o wszystkim przesądziła trzecia kwarta, w której wyszliśmy chyba za miękko w obronie.
Gospodarze oddali jego drużynie dwa proste wyrzuty z autu na własnej połowie, popełnili parę innych banalnych strat, ale i przyjezdni nie byli wolni od błędów. Dodatkowo limit przewinień po Sulińskim wypełnił Mroczek-Truskowski („Faule są też elementem gry, taktyki” – komentował), a Wojciech Pisarczyk – kryjący się nawzajem z bratem – musiał uważać, mając na koncie cztery. W Sokole spadł tylko Rduch. Zapis cyfrowy tej sekwencji wyglądał tak – 77:61, 79:66, 81:70, 85:70, 85:76, 89:76, 91:78, 91:80, 93:80.

Guantanamera, Łańcut miastem lidera!„, „Mamy lidera, hej, Sokół, mamy lidera!” – śpiewali w czwartej kwarcie miejscowi fani. Zawisłości regulaminu sprawiają jednak, że liderem jest Miasto… Szkła Krosno, a gdyby jutro sezon zasadniczy się skończył – zostałby nim Sokół. W trakcie rozgrywek bowiem przy równej ilości „dużych” punktów o kolejności decyduje całościowy bilans „małych” punktów, a ten krośnianie mają lepszy. Natomiast po ostatniej kolejce w identycznej sytuacji decyduje bilans bezpośrednich spotkań. A ten Sokół ma lepszy – zarówno z Miastem Szkła, jak i Stalą. Wystarczy więc jeśli zamelduje się na mecie z nie mniejszą od nich ilością dużych punktów (w tej chwili Miasto Szkła i Sokół mają po 37, a Stal 36).
– Teraz naszym celem, a wręcz obowiązkiem jest utrzymać taką sytuację już do końca, przez pozostałe pięć kolejek – deklaruje Maciej Klima.
– Będziemy walczyć, choć terminarz jest ciężki w najbliższych tygodniach – uważa Dariusz Kaszowski, który odebrał po ostatnim gwizdku nagrodę dla najlepszego trenera Łańcuta w 2014 r. – Na razie cieszę się z tego zwycięstwa i 61 punktów zdobytych w drugiej połowie. Mieliśmy wcześniej kłopoty ze skutecznością, ale oby zawsze była taka jak dzisiaj.
PAWEŁ FLESZAR

PTG SOKÓŁ Łańcut – BM SLAM STAL Ostrów Wlkp. 93:80 (16:11, 16:21, 30:15, 31:33)
Sędziowali: Marek Czernek, Arkadiusz Wojna i Tomasz Tybor. Widzów: 900.
SOKÓŁ: Rduch 17 (4×3, 4 as.), Kulikowski 17 (5 zb.), Szpyrka 17 (2×3, 5 as.), Klima 12 (9 zb., 4 as. 4 prz., 2 bl.), Fortuna 2 (4 zb.) oraz T. Pisarczyk 15 (7 zb., 2 bl.), Pławucki 7 (1×3), Bręk 6, Czerwonka, Wrona. Trener: Dariusz Kaszowski.
STAL: Ochońko 16 (4 zb.), Suliński 14 (3×3, 4 zb.), Mroczek-Truskowski 10 (1×3), Andrzejewski 6 (5 zb.), Żurawski 1 (8 zb., 2 prz.) oraz W. Pisarczyk 24 (4×3, 4 zb.), Zębski 6 (2 prz.), Sirijatowicz 3, Adamczewski, Spała, Milczyński. Trener: Mikołaj Czaja.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.