Kłos zżęty przed żniwami

Olkuscy siatkarze zostali wycofani z rozgrywek, nie przystępując do walki o utrzymanie w II lidze. W tej sytuacji play out w grupie VI nie odbędzie się.

Ewentualność, że Kłos może zrezygnować z udziału w lidze po sezonie zasadniczym pojawiła się już wcześniej, przed ostatnim meczem, w którym 14 lutego zmierzył się z Płomieniem Sosnowiec. Zawodnikom i trenerowi zakomunikował to w pierwszej połowie lutego prezes klubu, Janusz Mentlewicz. – Później jednak liczyliśmy jeszcze, że może uzyskamy jakieś środki od miasta i zagramy; ciągle też trenowaliśmy większością składu – opowiada prowadzący olkuszan Roman Socha. – Wczoraj spotkałem się z prezesem, który stwierdził, że pieniędzy jednak nie będzie. Stanie się tak, jak zapowiedział w lutym, poszło też już pismo do PZPS, informujące o naszym wycofaniu. No i przygoda z II ligą się skończyła…
Koszty samego udziału w play out byłyby mniejsze niż zakładano. Pierwotnie miały się odbyć dwie rundy, jednak w związku z sytuacją Karpat Krosno, które wskutek tragicznego wypadku ich zawodników w lutym przestały uczestniczyć w rozgrywkach – do ewentualnego play out pozostały trzy z czterech zespołów. Zarząd Polskiego Związku Piłki Siatkowej zatwierdził wczoraj decyzję pozostawiającą Karpaty w lidze bez konieczności gry. Gdyby więc Kłos się nie wycofał, najbardziej prawdopodobną drogą wyłonienia jednego spadkowicza byłaby jedna runda z udziałem dwóch najniżej klasyfikowanych ekip – właśnie jego i Wisłoka Strzyżów. To koszt 1-2 meczów u siebie i 2-3 wyjazdów (bądź jednego noclegu zamiast dwóch pierwszych wyjazdów). – To może nie byłyby bardzo duże kwoty, ale też siatkarzom należałyby się pensje. Na to nie ma środków, a zaległości w wypłatach sięgają grudnia – wyjawia szkoleniowiec.

W ubiegłym roku wiosną Kłos walczył o awans do II ligi w turnieju finałowym, lecz jedna porażka przesądziła o ostatecznym niepowodzeniu. Potem jednak został dołączony do II ligi przez PZPS i wystąpił w niej po dziesięciu latach przerwy (poprzednio w latach 2002-04). – Troszkę za bardzo na wariackich papierach to było tworzone, niby wszyscy sponsorzy byli „na tak”, ale nie miało to pokrycia w umowach i później finansowo zamiast iść do góry, schodziliśmy w dół – opowiada Roman Socha. – Poza tym, inaczej wyglądałaby nasza gra, gdybyśmy pozyskali kilku zawodników pojawiających się u nas latem na treningach, zwłaszcza Bartka Luksa i Doriana Poinca. Nie zrobiliśmy tego z różnych względów, więc mieliśmy braki kadrowe na ważnych pozycjach.
Jego zespół zdobył w sezonie 9 punktów, tyle samo co przedostatni w tabeli Wisłok, który wyprzedził go lepszym stosunkiem setów. Kłos miał jednak patent na strzyżowian, pokonując ich w tych rozgrywkach dwukrotnie, więc i w play out mógłby liczyć na szanse powodzenia. – No tak, mieliśmy ich „na rozkładzie”, sportowo mogliśmy sobie dać radę, ale względy finansowe nam na to nie pozwoliły – kiwa głową trener.

Przepisy Sportowo-Organizacyjne PZPS jako sankcję za wycofanie przewidują karę 5000 zł i degradację do rozgrywek wojewódzkich. Został wyłoniony spadkowicz z grupy VI drugiej ligi, więc play out już w ogóle nie jest potrzebny.
Natomiast nie wiadomo, co będzie z Kłosem w następnym sezonie. Udział w III lidze jest nieporównanie tańszy przy kilkakrotnie niższych stawkach sędziowskich i bliższych wyjazdach. Są też możliwości kadrowe, choćby „stara gwardia”, od dawna reprezentująca Kłosa. – Po cichu liczę, że wystartujemy w III lidze, bo trochę chłopaków jest. Na razie będziemy jeszcze spotykać się na zajęciach, na przykład dzisiaj – wyjaśnia Socha. – Nie wiadomo tylko co dalej, mam nadzieję, że nie trzeba będzie znowu 10 lat czekać na II ligę. Burzy się łatwo i szybko…
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.