Klub więcej niż rodzinny

Zespół siatkarzy Mszanki przeżywa losy stereotypowego małżeństwa. Miesiąc miodowy związku z IV ligą – i to przedłużony do aż 11 zwycięstw z rzędu – ma już za sobą. W tym sezonie przyszła konieczność sprostania wymaganiom wyższej klasy rozgrywkowej, wzajemnemu znużeniu i konfliktom. – Ale to nie przeszkadza w realizacji naszych celów: chcemy wypromować siatkówkę w Mszanie Dolnej, stworzyć tu szkolenie młodzieży – twierdzi Artur Żaba, który ponad półtora roku temu zainicjował powstanie klubu.

Uczył się, studiował i trenował siatkówkę w Opolu. Dobijał się do składu tamtejszego AZS, w którym awans do I ligi i utrzymanie w niej zdobywał jako przyjmujący słynny później libero, Piotr Gacek. – Ciężko było tam wejść do kadry ligowej, udawało mi się dopiero na trzecim roku studiów – wspomina Artur. Do miasta nad Odrą trafił w klasie maturalnej LO, jako atakujący występował w III-ligowym MOS, a na zapleczu ekstraklasy pokazał się jako środkowy. Został absolwentem Wydziału Wychowania Fizycznego i Fizjoterapii tamtejszej politechniki, był asystentem Adama Zagożdżona w drużynie siatkarek AZS. Spędził w Opolu 8 lat. – Myślałem, żeby wrócić do siebie w góry i stworzyć coś w Mszanie, gdzie nie było żadnych tradycji siatkarskich – zwierza się 29-latek, rówieśnik Justyny Kowalczyk, z którą chodzili do tej samej klasy podstawówki w Kasinie Wielkiej.

To wujek, Stanisław Żabiński był wyczynowym sportowcem, medalistą mistrzostw Polski w rzucie oszczepem, a tata, Bolesław Żaba, dzisiaj wójt gminy Mszana Dolna, ma za sobą karierę działacza sportowego, wiceprezesa miejscowego klubu narciarskiego. Siatkarską pasję w dzieciach – Arturze, Józefie i Magdalenie – zaszczepiła jednak mama, Maria. Poza WF w swojej macierzystej szkole w Mszanie prowadziła też zajęcia SKS. – Chłopaki chodzili do niej pograć sobie w siatkę, więc i ja zaczęłam ich naśladować – wspomina Magda, która w tej dyscyplinie osiągnęła najwięcej z nich.
Mając 15 lat przeniosła się do Myślenic i miejscowego Dalinu. Z klubowymi koleżankami wywalczyła srebrny medal „Gimnazjady”, była podstawową zawodniczką drużyny awansującej do turnieju finałowego mistrzostw Polski kadetek i II ligi seniorek. Po dwóch sezonach w tych rozgrywkach zrezygnowała („Zaczęłam studia w Krakowie, jeżdżenie w obie strony było nieopłacalne czasowo i finansowo„), za to od kilku lat jest kapitanem reprezentacji siatkarek Akademii Górniczo-Hutniczej, regularnie zdobywającej medale akademickich mistrzostw Polski.
Co zresztą jest u nich rodzinną tradycją: Artur trzykrotnie zdobywał złoto w barwach Politechniki Opolskiej, mama dwa razy złoto w drużynie wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, a srebro w ekipie Akademii Rolniczej z Krakowa – brat Józek.

Kiedy Mszanka wystartowała w IV lidze, Artur i Józef występowali na parkiecie, a ich siostra z kolegą prowadzili konferansjerkę. – Przeciwnicy nie mogli się nadziwić, że na tym poziomie jest dwójka spikerów, muzyka, czirliderki – śmieje się Magda.
W tym sezonie obowiązki nie pozwalają jej jednak przyjeżdżać na mecze. Mszanka występuje w III lidze, gdyż jako najwyżej sklasyfikowana w poprzednich rozgrywkach (na 6. pozycji) skorzystała z propozycji zajęcia wolnego miejsca w wyższej klasie. Ta jednak okazała się zbyt wysokimi pułapem. Zaczęły się seryjne porażki, kłótnie. Kilka tygodni temu Artur pożegnał się z pięcioma zawodnikami. – Chodziło o zaangażowanie, zrozumienie wymagań – mówi o tym niechętnie; jednym z odchodzących był jego brat.
Jest prezesem klubu i trenerem, jego najbliższymi pomocnikami pozostają: wiceprezes klubu – Łukasz Dobrowolski i Paweł Leja, doktorant i pracownik dydaktyczny Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, a w Mszance II trener i czynny siatkarz. Przy różnych okazjach podkreśla pomoc zaprzyjaźnionego Feniksa Dobczyce, a przede wszystkim finansowe wsparcie miasta i gminy Mszana Dolna.

Przybierający chwilami górnolotne tony Artur opowiada o wizycie na Camp Nou w Barcelonie. Trafił tam, jak w wiele innych zakątków, jako pilot i kierownik wycieczek. – Zobaczyłem napis złożony z krzesełek o innym kolorze niż reszta trybuny: „Mes que un club” czyli „Więcej niż klub” – wspomina. – To hasło zawsze wydawało mi się głębokie, tym bardziej kiedy dowiedziałem się, co się za nim kryje, poznałem ten klub od wewnątrz. Nie chodzi oczywiście o żadne porównywanie się z Barceloną, ale na swoją skalę chcielibyśmy realizować tamte idee w dwóch sprawach: działalności charytatywnej i pracy z młodzieżą.
Niedawno po raz drugi zorganizowali turniej mikołajkowy „Siatkarze dzieciom”, gdzie poza konkursami, zbiórkami pieniężnymi i meczami każdy zawodnik przyniósł paczkę-prezent. Wraz z Łukaszem Dobrowolskim prowadzą szkolenie w trzech grupach, także dziewcząt.
– Płacimy trzecioligowe frycowe, bo lepiej było wywalczyć awans sportowo, ale niezależnie jak teraz wyglądają wyniki – mieliśmy za cel pokazanie ligowej siatkówki w Mszanie i to się udało – przekonuje Artur Żaba. – A przy okazji liczę, że zbudujemy coś trwałego i pożytecznego.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.