Koniu pociągnął, ale wóz nie dojechał

Znowu detale decydowały o wyniku i powtórnie koszykarze BM Slam Stali Ostrów Wlkp. pokonali na własnym parkiecie Sokoła, dzisiaj – 74:72. Teraz I-ligowy finał przenosi się do Łańcuta.
Dzisiaj w odróżnieniu do soboty (opisywaliśmy tę konfrontację TUTAJ) zabrakło dogrywki, ale kibice doświadczyli nie mniejszych emocji, wszak różnica była jeszcze skromniejsza. Wśród podobieństw można wymienić jeszcze udaną pogoń gości, za to sporo było różnic personalnych. W Sokole nie mógł wystąpić jego kapitan, Maciej Klima, który wczoraj odniósł kontuzję nogi. – Przed drugą połową stwierdził: „Trener, przeciwbólowe zaczęły działać. Jestem!”, ale wolałem nie ryzykować jego zdrowia – opowiada opiekun przyjezdnych, Dariusz Kaszowski. – Na blokadzie mógłby sobie zrobić większą krzywdę. Wolę, żeby wyleczył się na najbliższą sobotę i był do dyspozycji w ewentualnych kilku meczach.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W podstawowym składzie zastąpił Klimę Tomasz Pisarczyk i jego rywalizacja z młodszym bratem Wojciechem stała się najbardziej frapującym akcentem konfrontacji. Wymienili się punktami już na powitanie, a przy stanie 5:5 mieli ich łącznie 9. Potem w rodzinną rozmowę wtrącił się Adrian Mroczek-Truskowski, w przeszłości również zawodnik Sokoła. Ułożonym strzałem z dystansu zaświecił na tablicy 10:7, a 20:10 widniało na niej, kiedy trafienia z coraz bardziej ekwilibrystycznych pozycji poparł spokojnymi osobistymi.
Wojtek miał jeszcze sporo do powiedzenia sam. Zakończył „trójką” pierwszą kwartę i rozpoczął drugą. Raz w ten sposób wcelował Tomasz Ochońko.
35:18, łańcucianie do tej pory gubią sporo piłek. Tomek strzela z powodzeniem zza łuku, ale riposta Wojtka jest natychmiastowa, więc przewaga zostaje ta sama – 38:21. Młodszy przed przerwą ma na koncie aż 20 „oczek”, a starszy o połowę mniej.
Gospodarze prowadzą nawet 42:23, Szymon Rduch melduje się dwukrotnie, Dawidowi Brękowi wpada szalona „trójka”, a pierwszą połowę zamyka rezultat 44:31.

Wózek pociągnął w trzeciej odsłonie (a potem i w czwartej) Rafał Kulikowski, nazywany przez kolegów „Koniem”. Po manifestacji jego siły i dynamiki (gdy wskakiwał pod tablicę) oraz fantazji (udany rzut z obwodu), dowartościowanej przez Tomasza Fortunę z 49:31 zrobiło się 49:41, a potem 51:44.
Sokół złapał wtedy kontakt wzrokowy, natomiast jeszcze bliżej przeciwników znalazła się grupa dublerów. Jacek Balawender i Przemysław Wrona wnieśli nieco ożywienia już w drugiej kwarcie, a teraz – razem z Tomaszem Pisarczykiem, Bartoszem Czerwonką i Marcinem Pławuckim – dali mocniejszą zmianę. – Starałem się dość dużo rotować składem, bo sił jest coraz mniej i tym razem rezerwowi pokazali się z bardzo dobrej strony – chwali ich szkoleniowiec.

57:52 po pick’n’rollu sfinalizowanym przez Wronę i 60:55 po „trójce” Balawendra. Wówczas jednak następują trzy z rzędu zmarnowane niezłe okazje, Mroczek-Truskowski i Ochońko zaś wykorzystują swoje. Przy stanie 64:55 Kaszowski bierze czas, po którym dokonuje czterech roszad w zespole. Kulikowski, który od 26. minuty ma 4 faule, wraca na parkiet i uwalnia jeszcze więcej energii (2 wsady). Sekunduje mu Pisarczyk, zbijając na dodatek dwie piłki tańczące po obręczy.
Po kontrze Bręka z Rduchem dochodzi do pierwszego od niemal pół godziny remisu – 65:65 – za chwilę jest 67:67, a niektórzy z miejscowych sprawiają wrażenie, jakby mieli coraz większe kłopoty kondycyjne.

Drugi oddech dał im z dystansu Mroczek-Truskowski (70:67), a wjazd Mateusza Zębskiego (udanie zastąpił dzisiaj borykającego się z dolegliwościami kolana, Adriana Sulińskiego) i próba z półdystansu Ochońki – nawet trzeci (74:69). Jeszcze raz za gardło załapał ich Fortuna (za trzy i 74:72), ale potem nastąpiła sekwencja obustronnych pudeł. Goście mieli kilkanaście sekund na ostatnią akcję, ale nie ustawili żadnej sensownej zagrywki, a nieprzygotowany rzut rozpaczy Bręka był niecelny.
– Czapki z głów za tę pogoń, nie chcę oceniać końcówki, ale przede wszystkim po raz drugi przegraliśmy mecz rozpoczęciem – podkreśla Kaszowski. – Za mało koncentracji, za mało agresywności!
Stal prowadzi w finale 2-0, trzeci mecz odbędzie się w najbliższą sobotę w Łańcucie, a w razie zwycięstwa Sokoła – także czwarty. – Cóż, nie jest nam dane wygrać w Ostrowie, od 2012 roku się nie udało… – wzdycha Dariusz Kaszowski. – Ale i oni, odkąd awansowali wtedy do I ligi, nie pokonali nas w Łańcucie. Pewnie w sobotę postawią wszystko na jedną kartę, będzie to niezwykle ważne spotkanie!
PAWEŁ FLESZAR

BM SLAM STAL Ostrów Wlkp. – SOKÓŁ Łańcut 74:72 (29:18, 15:13, 14:21, 16:20)
Stan rywalizacji w finale (do 3 zwycięstw): 2-0.
Sędziowali: Jacek Litawa, Paweł Baran i Jacek Dolski.
STAL: W. Pisarczyk 24 (5×3, 6 zb., 4 prz.), Mroczek-Truskowski 16 (2×3, 2 prz.), Ochońko 13 (1×3, 6 as.), Żurawski 11 (11 zb.), Zębski 8 (7 zb., 4 as.) oraz Olejnik 2, Adamczewski, Sirijatowicz, Suliński. Trener: Mikołaj Czaja.
SOKÓŁ: Kulikowski 20 (1×3, 4 zb.), T. Pisarczyk 18 (1×3, 8 zb., 2 prz.), Rduch 7, Fortuna 6 (2×3, 4 zb.), Bręk 4 (1×3, 9 as., 4 zb., 3 prz.) oraz Wrona 8 (4 zb.), Balawender 7 (1×3, 2 prz.), Czerwonka 2, Pławucki (4 zb.). Trener: Dariusz Kaszowski.

Komentowanie zablokowane.