Kontry wyszły z dymu

Hit jesieni nieco zawiódł oczekiwania kibiców piłkarskich, a bardzo rozczarował fanów krakowskiej Wisły, która na własnym boisku uległa Legii Warszawa 0:3.

Paradoks polega na tym, że sukces mistrzom Polski przyniosły szybkie ataki, a na ogół w tym meczu prezentowali styl zupełnie inny. Długo wymieniali podania, pieczołowicie konstruując akcje, które nie przyniosły efektu bramkowego, za to w posiadaniu piłki osiągnęli przewagę 58-42 procent. Być może przestraszyli się rozmachu Wisły, która w pierwszym kwadransie miała dobre okazje, zakończone dwoma strzałami Rafała Boguskiego – niecelnym i obronionym przez Duszana Kuciaka.
W każdym razie operując piłką odebrali gospodarzom inicjatywę, sami stwarzali – niezbyt duże – zagrożenie przez dośrodkowania. Za każdym razem jednak likwidował je Michał Buchalik: najpierw zgarnął futbolówkę znad Marka Saganowskiego, potem odbił strzał głową Orlando Sa (w ponowieniu Helio Pinto wrzucił znowu do środka, ale defensorzy „Białej Gwiazdy” wybili), aż wreszcie złapał niezbyt silną główkę Dossy Juniora.
Po drugiej stronie, w 36. minucie, wiślacy skonstruowali jeszcze jedną ładną kombinację, czterech z nich wymieniło podania, ale Maciej Jankowski uderzył zbyt anemicznie. Podobnie jak, nieco wcześniej, Semir Stilić przewrotką, dobijając wolej Boguskiego.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Pięć minut po przerwie padł gol, który ustawił spotkanie: po dynamicznej akcji Pinto odnalazł w polu karnym Sa, a ten na minimalnym spalonym lekko, ale precyzyjnie wepchnął piłkę do siatki, obok Buchalika, a przed dobiegającym Dariuszem Dudką.
Gospodarze musieli atakować, ale warszawianie ciągle w wypróbowany sposób wybijali ich uderzenia (skończyli spotkanie górując w posiadaniu 57-43%). Tu jednak jeszcze wyraźniej uwidocznił się wspomniany paradoks, bo największe korzyści wynosili akurat z kontr.
Szarża Sa była pierwszym ostrzeżeniem, w 68. minucie Tomasz Jodłowiec rozprowadził Saganowskiego, który kopnięciem z dwunastu metrów obtarł farbę na słupku bramki miejscowych. Z zewnętrznej strony.
Gościom nie odebrała koncentracji trzyminutowa przerwa w meczu, ze względu na zadymienie boiska racami rzuconymi przez stołecznych kibiców. W 78. minucie Pinto przymierzył tuż obok spojenie, a dwie minuty później, w zamieszaniu po rzucie rożnym, Dossa leżąc nie sięgnął futbolówki.
W doliczonym czasie nie było już odwołania. Ondrej Duda popisał się precyzją, strzelając w długi róg, a Miroslav Radović – przytomnością, zwodząc i kładąc na ziemi kogo trzeba, by wreszcie spokojnie kopnąć obok słupka.

Miejscowi nie byli w tamtym okresie tylko statystami, ale też prawie w ogóle nie przejęli kontroli nad grą. Skutkiem rajdu Wilde-Donalda Guerriera była centra, które nie zamknął nikt z jego kolegów, a Dudka w 89. minucie włączając się do akcji, zaczął ją przechwytem, po drodze wymienił podania z partnerem, a zakończył nieznacznie chybionym uderzeniem z 22 metrów.
Już za tydzień Wisłę czeka nie mniej wymagająca prestiżowo konfrontacja. 28 września, o g. 18, na stadionie przy ul. Kałuży zmierzą się z Cracovią. Dzisiaj „Biała Gwiazda” straciła pierwsze miejsce w tabeli.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LEGIA Warszawa 0:3 (0:0)
Bramki: Sa 50, Duda 90, Radović 90. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Burliga, Garguła – Broź, Kucharczyk, Jodłowiec, Saganowski. Widzów: 31 289.
WISŁA: Buchalik – Burliga, Głowacki, Dudka, Sadlok – Uryga – Garguła (62. Guerrier), Jankowski (71. Sarki), Stilić, Boguski (86. Stępiński) – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
LEGIA: Kuciak – Broź, Rzeźniczak, Junior, Brzyski – Vrdoljak, Jodłowiec – Saganowski, Pinto (79. Duda), Kosecki (76. Kucharczyk) – Sa (87. Radović). Trener: Henning Berg.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.