Kot mądrzejszy od ubeka

– A pan kto? Nowy masażysta siatkarek? Co, dziennikarz?! Gdyby pan tu przyszedł pomasować te dziewczyny, to bym zrozumiał, ale pisać o nich naprawdę nie ma sensu! – każdy, kto trafił na obiektach Wisły na Mariana Lenarta, zetknął się również z jego zgryźliwym poczuciem humoru, a czasem nawet z impulsywną reprymendą (no, oględnie mówiąc – reprymendą…).
– Wyszedłbym na boisko z trzema sprzątaczkami i lepiej byśmy zagrali niż one – utyskiwał innym razem niski mężczyzna o charakterystycznych, pałąkowatych nogach (przyjaciele pokpiwali z niego, że wykrzywiły mu się jeszcze przed wojną od jazdy konnej).
I mało kto wiedział (i tak jest do dzisiaj), że ten niepozorny człowieczek z płasko zaczesanymi włosami, na którego nikt nie spojrzałby po raz drugi spotykając go na ulicy, to żywa legenda klubu spod znaku Białej Gwiazdy, ciekawsza od legend lansowanych.
Tylko legendy jednak nie umierają. Marian Lenart odszedł w styczniu tego roku, w jednym z krakowskich domów opieki. Wcześniej ponad pół wieku poświęcił Wiśle.

Urodził się w 1914 roku, był świadkiem stulecia. Chwilami bardzo czynnym.
Kiedy trzymali za gardło przeważające siły Niemców pod Falaise, on ani jego koledzy z I Dywizji Pancernej gen. Maczka nie przypuszczali pewnie, że Polska, o którą walczą w Normandii nie będzie wyglądać, jak w ich marzeniach. I że wielu do niej nie wróci, nawet jeśli przeżyje wojnę.
A kiedy na początku maja 1945 roku wieszali polskie flagi nad jednym z symboli hitlerowskiej zbrodniczej potęgi – główną bazą U-Bootów – Wilhelmshaven, nie spodziewał się, że moment powrotu do kraju, który musiał opuścić we wrześniu 1939, wcale nie jest bliski.
Przez dwa lata jego oddział kontrolował fragment północno-zachodnich Niemiec, aż został rozformowany. Marian Lenart po demobilizacji przez pewien czas mieszkał we Francji, gdzie jednak nie ułożyło mu się życie osobiste. W 1948 roku wrócił do rodzinnego Krakowa, a siedem lat później zaczął pracować w Wiśle.

Był konserwatorem basenu, gospodarzem sekcji siatkówki, halowym. Wrośnięty w klub z korzeniami – mieszkał w małym służbowym mieszkanku, obok hali.
W peerelu Wisła, na chwilę przechrzczona nawet na Gwardię, a na stałe nosząca nazwę Gwardyjskiego Towarzystwa Sportowego była ściśle związana z resortem spraw wewnętrznych. Prezesem zwykle zostawał kolejny szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a później komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej. Czasami były to postaci wręcz złowrogie, jak choćby rządzący klubem w drugiej połowie lat 80. gen. Jerzy Gruba – jeden z katów kopalni „Wujek” i dowódca zespołu tuszującego dowody zamordowania 18-letniego Grzegorza Przemyka.
Na klubowych obiektach często ćwiczyli funkcjonariusze MO i ZOMO, wielu trenerów i sportowców zarabiało na resortowych etatach.
Pan Marian czuł się tam dobrze, choć jego przekonania byłego żołnierza armii Andersa oraz choleryczny temperament niekiedy prowadziły do zajść, które dzisiaj są tematem niewiarygodnych wprost anegdot.

Ponoć gdy pewnego razu klub odwiedził wysoki oficer Urzędu Bezpieczeństwa (instytucji budzącej w tamtych czasach grozę wśród Polaków), portierzy postanowili zrobić Lenartowi kawał.
– Wszystko u was w porządku, towarzysze? – spytał ubek.
– Tak, panie majorze, ale tutaj przy hali mieszka taki człowiek, który hoduje kota. No i ten kot strasznie smrodzi – odpowiedzieli zachowując powagę.
– To złapcie tego kota, trzeba go usunąć z obiektów.
Ktoś doniósł panu Marianowi, ten przybiegł czerwona na twarzy, z przekazem zgoła niesłużbowym… – Porządki tu będziesz robił!? Ja już przeżyłem dziesięciu takich jak ty! A ten kot, to jest mądrzejszy od Ciebie!!
Inny wysoki stopniem funkcjonariusz przyszedł do trenera siatkarek Lesława Kędryny z prośbą o piłkę, którą chciałby podarować swojemu synowi. – Spokojnie, ja to załatwię – zbył skrupuły szkoleniowca Lenart, który opiekował się także magazynem sprzętu.
– Panie! Piłek na rozdawanie to ja nie mam, ale jak pana nie stać, to weź pan to i kup pan coś dziecku w sklepie sportowym – wypalił podając oniemiałemu oficerowi banknot.

Pewnego dnia, w pierwszej połowie lat 80., klubowa sekretarka narobiła rabanu na klubowym korytarzu: – Szukajcie prezesa, dzwoni nasza ambasada z Moskwy! Nie wiem, co oni mogą chcieć, jeszcze nigdy nic takiego się nie zdarzyło!
Kiedy zasapany prezes wraz z posłańcem przybiegli do sekretariatu, powitały ich wybałuszone ze zdziwienia oczy sekretarki. – To do Mariana Lenarta – wyjąkała.
Tymczasem przyszedł nasz bohater w nieodłącznym dresie, złapał słuchawkę: – Halo?… A cześć! No co tam, kurwa, u ciebie, Tadziu?
Dzwonił Tadeusz Czerwiński, robiący sporą karierę w dyplomacji – wówczas sekretarz ambasady w Moskwie, potem polski konsul w Chicago, dyrektor departamentu w ministerstwie spraw zagranicznych, dyrektor Banku Handlowego. Wcześniej i później działacz Wisły (nawet w randze prezesa piłkarskiej SSA, w 2004 r.), a niezmiennie – przyjaciel pana Mariana.
Niebanalnych kumpli miał zresztą wielu. Na grze w karty i wódeczce spotykali się u niego przedstawiciele bohemy artystycznej Krakowa. Pośrednio dzięki temu zresztą na starość był potencjalnie majętnym człowiekiem. Pomagał finansowo początkującym malarzom, a ci odwdzięczali się obrazami, które bardzo zyskały na wartości wraz z rosnącą sławą autorów. Żadnego z prezentów jednak nie sprzedał, pozostały na ścianach „wiślackiego” mieszkania, gdy przenosił się do domu opieki.

Zostawił wiele pamiątek dokumentujących historię Wisły, a nierzadko – Polski. Medale z kilku kampanii w jakich brał udział (walczył już we wrześniu 1939 r., a później we Francji w 1940), fotografie. W tym zdjęcie, gdzie pozuje z żoną generała Andersa, którą miał uczyć gry w tenisa.
Zabrał za to do grobu niepoliczalną ilość fascynujacych historii i anegdot. Większości nie zna nawet Zdzisław Rakoczy, który służył mu przyjaźnią i pomocą w ostatnim okresie życia.
W utrwaleniu niezwykłego życiorysu przeszkadzała, niestety, jego hardość i upór. Konsekwentne odmawiał wywiadów: – Napisz pan, że tu przy hali taki stary klarnet mieszka, o mnie więcej nie trzeba.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*