KrakVolley – utopia czy realizm? (2)

Ekstraklasowa siatkówka męska niechętnie zagląda do wielkich polskich miast. Rodzą się pomysły jak tę tendencję mógłby przezwyciężyć Kraków.
Jeśli popatrzymy na ranking 10 najludniejszych miast w naszym kraju, to tylko w trzech – Warszawie, Gdańsku (Trójmieście), Bydgoszczy – funkcjonują kluby występujące w najwyższej lidze w najbardziej popularnej u nas dyscyplinie zespołowej. I bynajmniej nie odgrywają znaczącej roli. A bywały w XXI wieku sezony, kiedy to grono było jeszcze szczuplejsze…
Sygnalizowaliśmy przed tygodniem TUTAJ, że pojawiła się idea połączenia sił krakowskich klubów, głównie AGH 100RK AZS i Hutnika, dla stworzenia tutaj zespołu występującego w ekstraklasie. Przedstawiliśmy wówczas część założeń projektu, który nazwaliśmy roboczo „KrakVolley”, dzisiaj kolejne trzy rozdziały, z zastrzeżeniem, że jest to autorski materiał – opierający się za to o znajomość realiów panujących w krakowskich drużyna, w samym mieście, a także w polskiej siatkówce w ogóle. (trzecią część projektu można znaleźć TUTAJ).

IV. Drużyny i zawodnicy

Głównym celem KrakVolleya jest akces w ciągu kilku sezonów do Plus Ligi. Nie ma do niej ścieżki awansu stricte sportowego, więc najistotniejsze kwestie zostały umieszczone w działach „Finanse” i „Obiekty”, lecz na pewno zespół powinien najpierw odegrać znaczącą rolę w I lidze.
W różnych dywagacjach na temat ewentualnego łączenia sił często powielany jest dawny stereotyp: „To od nich przyszedłby ten, ten i ten/tamci daliby tych kilku zawodników, itp.”. A tak naprawdę to AGH 100RK nie ma żadnych „swoich” siatkarzy, jak stwierdził kiedyś członek jego zarządu, Adam Matyszczak – wszyscy występują na certyfikatach wypożyczenia. Niezbyt wielu wychowanków grających w II lidze jest też w dyspozycji Hutnika. Po sezonie każdy praktycznie może odejść, wybierając korzystniejszą ofertę.
Z drugiej strony, dysponując odpowiednimi środkami finansowymi można obecnie ściągnąć prawie każdego, wszak Łukasz Kadziewicz przeszedł do Cuprum Lubin bezpośrednio z Superligi rosyjskiej.
To wszystko truizmy, ale chyba warte powtórzenia, aby uzmysłowić, że na pewnym poziomie tworzenia wyczynowej drużyny skończą się sentymenty („Ten tyle dla nas zrobił/tamten był z nami od…”), a będą decydować brutalne zasady biznesu. To mało romantyczna twarz wielkiej siatkówki.
Co nie znaczy, że z obecnie reprezentujących AGH czy Hutnika zawodników część nie mogłaby się „załapać” do drużyny KrakVolleya w czołówce I ligi, czy nawet w ekstraklasie. Zwłaszcza jeśli niektórzy ciągle będą rozwijać się tak ciekawie jak do tej pory.

Właściwe byłoby rozwiązanie, które ponoć już pojawiło się w rozmowach o połączeniu sił – utrzymania dwóch zespołów w ligach centralnych, np. przy obecnym stanie posiadania: I- i II-ligowego. Istnienie tego drugiego miałoby sens, gdyby był autentycznym zapleczem, gdzie występowałaby młodzież i studenci AGH. Jest to o tyle istotne, że na ekstraklasowym poziomie raczej wyczerpałaby się (a przynajmniej uległaby znacznemu ograniczeniu) formuła ściągania siatkarzy do pierwszej drużyny na studia i utrzymywania ich za stypendium plus jakieś dodatkowe gratyfikacje. Tu natomiast stanowiliby jej zaplecze, a jednocześnie podstawę dla sukcesów uczelnianej reprezentacji w rozgrywkach akademickich.
Ten zespół byłby de facto rezerwami, ale mógłby występować na innej licencji (tak było w Silesii Volley Mysłowice) i pod nieco innym szyldem. I nie wykluczałoby się to z drużyną KrakVolleya w Młodej Plus Lidze – tutaj znaleźliby miejsce np. zdolni juniorzy – a wszystko razem świetnie mieściłoby się w schemacie szkolenia młodzieży, o którym piszemy poniżej.

V. Szkolenie młodzieży

Nie można odmówić szacunku ludziom zajmującym się szkoleniem siatkarskiej młodzieży w Krakowie, bo niektórzy od lat działają w trudnych warunkach. Dotyczy to m.in. bazy treningowej, która dopiero w ostatnich latach przechodzi z kategorii „fatalna” w „przeciętna”.
Widać też pewne efekty, bo pojawiła się grupa tutejszych młodych zawodników, którzy ostatnio zaistnieli na szczeblu centralnym: głównie wychowanek Wawelu Paweł Samborski, który dopiero co przestał być nastolatkiem i jego nieco starsi koledzy z Hutnika, na czele z Pawłem Golcem wracającym do niezłej formy po ponaddwuletniej przerwie spowodowanej kontuzją kręgosłupa. Obiecująco zapowiadają się synowie Marka Fornala, uczący się w Spale, a także kilku chłopaków, którzy wyjechali do AKS Rzeszów czy Norwida Częstochowa.
To jednak pokaże przyszłość, natomiast liczby opisujące przeszłość są zatrważające. W XXI wieku (czyli od sezonu 2001/02, bo poprzedni zaczął się w XX w.) w ekstraklasie siatkarzy lub na jej zapleczu nie wystąpił żaden wychowanek krakowskiego klubu czy też siatkarz, który trafił do krakowskiego klubu, przenosząc się tu do gimnazjum lub liceum i przeszedł ważną część szkolenia (to też pewien rodzaj wychowanków).
Przez kilkanaście lat 750-tysięczne miasto nie wydało nikogo z urodzonych tu bądź przybyłych, kto zagrałby choć w I lidze siatkarzy! Żaden krakus nie znalazł się w składzie jedynych krakowskich drużyn, które w opisywanym okresie zawędrowały na zaplecze ekstraklasy – Wanda w sezonie 2011/12 i AGH 100RK AZS w obecnym.
Zupełnie inaczej jest z siatkówką żeńską, gdzie bez problemu dałoby się stworzyć obszerną zawodniczek spełniających podane wymagania.

Dla wyczerpującego opisania powodów takiego stanu rzeczy pewnie przydałaby się poważna praca, najchętniej naukowa. Warto zasygnalizować kilka głównych.
Na pewno będą to uwarunkowania socjologiczne i psychologiczne: młodzież w dużym mieście nie zawsze garnie się do ciężkiej pracy, jaką trzeba wykonać, żeby wystartować do wyczynowej kariery sportowej (a uwielbienie dla siatkówki nierzadko pozostaje czysto werbalnym).
Na pewno znaczenie mają metody, a przede wszystkim system szkolenia.
Na pewno negatywny wpływ wywarły wspomniane problemy z bazą treningową.
Na pewno niekorzystnie są rozlokowane kluby i w niektórych częściach Krakowa nie ma możliwości treningów. A przejazdy dzieciaków w wieku „podstawowym” po kilka razy w tygodniu w odległe rejony miasta są trudne lub często niemożliwe.
W siatkówce męskiej Kraków nie ma otaczającej go sieci klubów ligowych szkolących młodzież, jak w siatkówce żeńskiej: MKS MOS Wieliczka, Dalin Myślenice, Pogoń Proszowice, Maraton Krzeszowice. Inna kwestia, że w ostatnim okresie przepływ do klubów „metropolii” jest znikomy, a w przypadku Pogoni na ogół bywa wręcz odwrotnie – to ona czerpie z Krakowa (w nieco mniejszym stopniu – głównie w rywalizacji młodzieżowej – robi to też MKS MOS).
No i wreszcie – nie ma tutaj zespołu siatkarzy, który działałby na wyobraźnię adeptów siatkówki i stanowiłby pożywkę dla marzeń. To przecież nienormalne, kiedy dla chłopców z Krakowa punktem odniesienia jest Skra Bełchatów, Resovia lub ZAKSA Kędzierzyn.

Dlatego powstanie KrakVolleya, z jego „flagowym” zespołem w ekstraklasie, miałoby olbrzymie znaczenie dla ożywienia szkolenia siatkarskiej młodzieży w mieście – choćby przez pokazanie jej wyraźnego, bliskiego celu.
Istnieje koncepcja – choć na razie bardziej pomysł – uporządkowania szkolenia młodzieży pod Wawelem, bazująca na skoordynowanej współpracy klubów i trenerów. Piramida szkoleniowa obejmowałaby: idąc od dołu – klasy sportowe i uczniowskie kluby sportowe w szkołach podstawowych, później – gimnazja, licea sportowe oraz sekcje krakowskich klubów (np. Wawelu, Sparty, Dobrego Wyniku, nawet Politechnika mogłaby się zająć młodzieżą) działające pod patronatem dwóch dużych – nazwijmy to – opiekunów (np. Wisły dla dziewcząt i Krakvolleya), aż do sportu na poziomie wyczynowym.
W założeniu miasto ma być równomiernie pokryte „punktami treningowymi”; liczne byłyby nie tylko grupy naborowe mini-siatkówki, ale także te w kategorii młodzika. Całość kosztów oszacowano docelowo na około 600 tysięcy złotych rocznie (300 000 na dziewczęta i 300 000 na chłopców). Czy jest to wygórowana kwota biorąc pod uwagę rozmiar przedsięwzięcia? Na pewno warunkiem sprawnego funkcjonowania takiego projektu jest znaczny udział finansowy gminy, ale w ramy przedsięwzięcia można by wprzęgnąć istniejącą Akademię Siatkówki, na którą samorząd przeznacza znaczne środki i zoptymalizować w ten sposób ich wydatkowanie.

Niezwykle istotnym składnikiem takiego projektu powinien być kompleksowy, jednolity program szkoleniowy, z dokładnym przedstawieniem zasad i metod, który byłby realizowany na poszczególnych etapach przedsięwzięcia. Mogliby go przygotować Tomasz Klocek i Wojciech Kasza, trenerzy i dydaktycy krakowskiej AWF, a także autorzy materiałów szkoleniowych dla działającej pod egidą PZPS Młodzieżowej Akademii Siatkówki.
Ostatnia kwestia – której powody trudno nawet racjonalnie wyjaśniać – w 750-tysięcznym Krakowie nie ma żadnego Siatkarskiego Ośrodka Szkolnego dla chłopców! To też jest do nadrobienia, przy mocnym impulsie KrakVolleya, z jego możliwościami organizacyjnymi i lobbingowymi.

VI. Trenerzy

Wbrew entuzjastycznym (a niekiedy wręcz niezamierzenie humorystycznym) wpisom internetowym, które pojawiały się po zakwalifikowaniu AGH 100RK AZS do I ligi, a ustały mniej więcej po 3-4 porażce – rzeczywistość tej drużyny była od początku bardziej prozaiczna. Została praktycznie personalnie ukształtowana po pamiętnym treningu otwartym, 16 czerwca, aby walczyć o awans do I ligi. I już wtedy były plany, aby wzmocnić ją Krzysztofem Ferkiem, co stało się na początku kolejnego miesiąca. 5 lipca wyselekcjonowano też dwie kolejne osoby – podczas następnego treningu otwartego, na którym pojawili się zawodnicy mający spore kłopoty ze znalezieniem drużyn.
Jasno widać, że akademicy byli ekipą de facto II-ligową, przeniesioną szczebel wyżej i skazaną na ciężką walkę o byt. I taka charakterystyka bynajmniej im nie ujmuje, a w przyszłości może stanowić powód do chwały, bo przez ostatnie pół roku stali się optymistycznym, pozytywnym przykładem jak wiele można osiągnąć ambicją, pracą i odwagą. Ciągle możliwe są różne scenariusze, dobre i złe, ale osiem zwycięstw w 20 meczach już uprawnia do wysokiej, cząstkowej oceny.

Obecna budowla stanęła na dwóch filarach – wspomnianym wkładzie zawodników oraz warsztacie trenerskim Wojciecha Kaszy, wspieranego przez asystentów, Krystiana Bławata i Przemysława Płaczka. Jeśli uda im się utrzymać „Agiehowców” w I lidze, byliby najbardziej naturalną obsadą sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny KrakVolleya. W przypadku gry w ekstraklasie, ten sztab musiałby zostać rozbudowany, ale kandydatów do niego jest sporo, o czym będziemy pisać niżej.
Przed tygodniem zaznaczaliśmy, że dla sprawniejszego funkcjonowania klubu pierwszy trener powinien zostać także dyrektorem sportowym (czyli menedżerem na wzór obowiązujący w angielskiej piłce nożnej), kształtującym także politykę transferową.
Dobrze jednak, gdyby ktoś go nadzorował, opiniował i autoryzował jego poczynania, a także po prostu mu pomagał. Kimś takim mógłby być bardzo doświadczony i utytułowany szkoleniowiec, Jerzy Piwowar, który wprawdzie rozstał się z AGH 100RK w niezbyt sympatycznych okolicznościach, ale teraz wchodziłby do nowej rzeki, a reaktywowanie współpracy byłoby korzystne dla obu stron.
Jeszcze jednym człowiekiem nie działającym aktualnie w męskim klubie, którego wiedzę i doświadczenie warto byłoby wykorzystać – choćby przy organizacji i nadzorze struktury szkolenia młodzieży – jest wspomniany Tomasz Klocek, obecnie prowadzący I-ligowe siatkarki Wisły.

Jeśli chodzi o kadry trenerskie dla pierwszej drużyny, rezerw i „Młodego” zespołu KrakVolleya jest parę oczywistych kandydatur. Zenon Matras, pomagający w prowadzeniu Hutnika Mirosławowi Janawie, o którym ten drugi mówi, że wniósł nową jakość do klubu. Sam Janawa wspominał latem, że po wejściu do II ligi zastanawiał się nad rezygnacją z pracy trenerskiej z seniorami. Zresztą jako prezes Hutnika, jednego z udziałowców KrakVolleya, powinien objąć wysokie stanowisko w strukturze organizacyjnej.
Są szkoleniowcy z samodzielnymi doświadczeniami w ligach centralnych, Mateusz Śrutowski (Politechnika Krakowska) i Robert Banaszak (Contimax Bochnia), czy asystenci, którzy wyjechali z Krakowa, lecz bez problemu mogliby wrócić: Mateusz Mielnik (BBTS Bielsko-Biała) i Wojciech Bańbuła (AZS Olsztyn).
Do tego grono trenerów pracujących już w klubach z młodzieżą (niektórzy także z siatkarkami) – nie będziemy tworzyć ich listy, aby nie pominąć nikogo. Nie są zresztą anonimowi w środowisku, a zatrudnienie ich w opisywanej w poprzednim rozdziale strukturze szkolenia młodzieży mogłoby się dla nich stać polem zbierania doświadczeń i sposobem zawodowego awansu.
Podsumowując na poły pompatycznie, na poły zgryźliwie – powstanie KrakVolleya mogłoby uwolnić potencjał tego środowiska, które teraz nierzadko kisi się we własnym sosie…

***

Trzecia część projektu KrakVolley, z rozdziałami „Obiekty”, „Finanse” i „Nazwa” ukaże się wkrótce.
Wcześniej nastąpi kolejny akt starań krakowskich zespołów o utrzymanie w I lidze i promocję do niej. Możliwe scenariusze „Agiehowców”, którzy sezon zasadniczy zakończą w telewizji, przedstawialiśmy TUTAJ i od wtorku sytuacja o tyle zmieniła się na korzyść, że zdobyli 3 punkty w Suwałkach, a skomplikowało ją wyjazdowe zwycięstwo Pekpolu Ostrołęka – on też poważnie będzie liczył się w walce o ósme miejsce. W sobotę, o g. 18, AGH 100RK podejmie w hali przy Piastowskiej TKS Tychy.
Sukces odnieśli również nowohucianie o czym pisaliśmy TUTAJ, a pojutrze wyjeżdżają do Krosna na konfrontację z liderem grupy, Karpatami.
PAWEŁ FLESZAR

Pierwszą część projektu można znaleźć TUTAJ, a trzecią – TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.