KrakVolley – utopia czy realizm (3)

Razem czy osobno – oto dwie drogi budowania silnej męskiej siatkówki w Krakowie. Wybór między tymi alternatywami może oznaczać powodzenie lub porażkę.

Przedstawiliśmy TUTAJ i TUTAJ dwie części projektu KrakVolley – stworzenia przez dwa lub więcej miejscowych klubów drużyny, która w ciągu kilku lat zadomowi się w ekstraklasie. Od momentu zainicjowania tego cyklu nie doszło jednak do awizowanego spotkania z udziałem przedstawicieli AGH 100RK AZS i Hutnika.
Tak czy owak, założenia projektu, jakie prezentowaliśmy na tej stronie od początku były autorskie, a dzisiaj uzupełniamy je trzema bardzo istotnymi działami.

VII. Nazwa

Kiedyś na jednej z amatorskich stron ukazało się zaskakujące twierdzenie: „Kraków nie ma wielkich tradycji siatkarskich”. Jest przeciwnie. Wyprzedza go w tej mierze Warszawa, ale dalej można już poważnie zastanawiać się nad postawieniem go na drugim miejscu, w zależności, jakie kryterium przyjmiemy: historyczne (a krakowskie drużyny zdobywały medale mistrzostw kraju w latach 30. ubiegłego wieku), ilości sukcesów klubowych, ich wszechstronności (nie ma zbyt wielu miast, w których działałyby silne kluby zarówno męskie, jak i żeńskie), wkładu w wyniki reprezentacji.
Kraków ma jeszcze jeden atut – urodził się tutaj trener, który wywarł ogromny wpływ na obecny kształt tej dyscypliny, Arie Selinger. Nazwa miasta pojawia się dzięki temu w poświęconych mu siatkarskich opracowaniach. Nie jest to może wielka rzecz, ale warta wykorzystania marketingowego, także przy okazji mistrzostw świata.
Wracając do przytoczonej na początku tezy – jest to pewnie i świadectwo stanu wiedzy wielu młodych kibiców. I oni akurat nie muszą znać historii, żeby pasjonować się meczami. Odmienna kwestia, to ludzie aspirujący do informowania innych w internecie. Ale tu też częste spotkać można zjawisko, gdy własna niewiedza (historyczna, merytoryczna, itp.) nie tylko nie jest powodem do wstydu, ani nawet przeszkodą w działaniu.

Mimo wszystkich tych zjawisk (a może właśnie – ze względu na nie), warto byłoby odwoływać się do tradycji także w przypadku KrakVolleya.
Są w Krakowie dwa nośne brandy kojarzące się z siatkówką męską: Hutnik i Wawel. Ten pierwszy związany z nieporównanie większymi sukcesami. Drugi za to mocniej identyfikowany z Krakowem („podwawelskim grodem” wszak).
Można tu wymienić jeszcze Wandę, której nazwa jest o tyle znana, że niedawno występowała na zapleczu ekstraklasy, ale w każdej z wymienionych sfer ustępuje Hutnikowi i Wawelowi.
A już bardziej jako ciekawostka: pierwszym siatkarskim (i to w konkurencji męskiej) mistrzem Polski z Krakowa była Cracovia, w 1933 r. I to też pod pewnymi względami byłaby dobra marka, ale pod innymi – zważywszy na panujący w tym mieście klimat kibicowski – ograniczyłaby dość znacznie możliwości promocyjne…

To oczywiste, że w szyldzie zespołu znaleźliby się najważniejsi sponsorzy, ale też rzadko wymienia się wszystkie człony nazwy. Najczęściej jeden, najmocniej z nią identyfikowany. Jak żalił się sponsor tytularny częstochowskich siatkarzy w latach 90.: „Tyle pieniędzy już im dałem, a kibice ciągle krzyczą AZS„…
Tak będzie i w tym przypadku, więc także dlatego sprawa nazwy jest istotna. Cały szyld drużyny, jeśli będzie długi, nie zawsze może się pojawiać w mediach – o tym decydują ograniczenia techniczne.
Dochodzi też kwestia kibicowska – tutaj, z rozpatrywanych klubów, największy potencjał ma Hutnik. Choć też w przeważającej mierze są to fani piłkarscy.

VII. Obiekty

Obecny sezon dobitnie pokazał, że hala AGH przy ul. Piastowskiej niespecjalnie nadaje się do rozgrywania w niej meczów ligowych. Trenerzy często podnoszą problem, że jest niewygodna do ataku dla skrzydłowych, skraca też akcje w obronie, bo zawodnicy po trzech szybkich krokach muszą hamować przed ścianą.
Nie jest przyjazna i dla kibiców; mecz można oglądać tylko na końcach boiska (a chyba większość widzów woli patrzeć na nie z boku), miejsc siedzących jest mało, nawet wliczając w to podłogę.
Stwarza również trudności dla urządzenia transmisji telewizyjnej, zresztą jej cechy, o których piszemy poniżej były jednym z powodów, że taka transmisje w tym sezonie się nie odbyły.
Zniechęcająca dla niektórych jest niemożność zaparkowania przy niej samochodem. Można szukać miejsca na chodniku i – nierzadko błotnistym – pasie ziemi za płotem, niedaleko basenu AGH, ale ten obszar już teraz bywa dosyć szczelnie wypełniony.

Istnieje plan przysposobienia do meczów siatkówki drugiej sali Studium WFiS AGH, w której w tej chwili występują koszykarze. Trzeba by wymalować na niej linie, dołożyć trybuny wysuwane, co mogłoby zwiększyć ilość miejsc do ponad 500. Z drugiej strony – ta hala ma niższy sufit niż sąsiednia, więc mogą pojawić się nowe problemy.
Generalnie jednak nie ma jakiegoś wielkiego „runu” na mecze siatkarzy. Pojawia się na nich nieco ponad 200 osób, często są jeszcze wolne miejsca, a ludzie nie odchodzą spod drzwi. Drużyna ma młodą publiczność studencką, co jest dobre, ale praktycznie w ogóle nie ma publiczności w średnim bądź późniejszym wieku. A w Krakowie – i bierze się to ze wspomnianej w poprzednim dziale tradycji – jest duża grupa potencjalnych kibiców wychowanych w przeszłości na silnej siatkówce. Tymczasem na trybunach, wyjąwszy tych, którzy zjawili się służbowo i krewnych zawodników, osoby w tym wieku są jednostkami. To jak realizacja jednego z haseł kontrkultury hipisowskiej lat 60.: „Nie ufaj nikomu po trzydziestce”. I realizacją tego hasła jest też działalność piarowska i informacyjna klubu, który do wspomnianej grupy dociera sporadycznie. Ale to temat na inny tekst, oparty na przykładach. Tak jak w pozostałych dziedzinach – choćby szkoleniowej, opieki medycznej – tak i tutaj potrzebne są kompetencje. Nie można np. zrobić rzecznikiem prasowym studentki bez przygotowania i predyspozycji, oczekując, że będzie to działać. Podczas 17-letniej profesjonalnej pracy dziennikarskiej niżej podpisanemu nie udało się dotąd spotkać z niewypełnieniem podstawowych zadań związanych z tą funkcją przy jednoczesnym upajaniu się mikroskopijną ilością płynącej z niej władzy.

Część ograniczeń przy organizacji meczów na AGH była widoczna już w poprzednich sezonach, ale bieżący pokazał też, że obiekt nie spełnia wymogów treningowych wyczynowej drużyny. Działania, aby dać jej jak najwięcej czasu wieczorami wywołały trochę złej krwi u grup przesuwanych w grafikach, a ich tak nie spełniły potrzeb AGH 100RK względem czasu spędzanego na głównym boisku. Do tego od października, z wyjątkiem przerw świątecznych i sesji, niemożliwe są zajęcia przedpołudniowe drużyny.
Ogromne „obłożenie” obiektu przy Piastowskiej powodowało małą elastyczność przy jego udostępnianiu obiektu i różne kłopoty, choćby z urządzeniem meczu ligowego w trakcie tygodnia. Podobnie było z treningami. Kiedyś np. z tego powodu Przemysław Płaczek w pojedynkę prowadził zespół we Wrześni. Wojciech Kasza miał inne zobowiązania, a Krystian Bławat w piątek wczesnym popołudniem kończył lekcje w szkole, w której jest nauczycielem. Siatkarze nie mogli jednak ćwiczyć przed południem tego dnia przy Piastowskiej (a wtedy mogliby pojechać razem z nim), więc musieli to zrobić w wynajętej hali po drodze. Ale żeby zdążyć, musieli wyjechać rano…
I właściwie trudno mieć o większość tych problemów do kogoś pretensje. Po prostu te obiekty zostały zbudowane do realizacji zupełnie innych wymagań – zajęć WF dla ogromnej rzeszy studentów AGH – i nie za bardzo da się je wykorzystywać do wyczynowej siatkówki. Tak jak konia pociągowego nie dałoby się wystawić do wyścigu na torze, nawet po zaopatrzeniu go w najlepszą uprząż.

Druga krakowska drużyna siatkarzy występująca w lidze centralnej, Hutnik, jest w nie lepszej sytuacji. Zdarza mu się wprawdzie korzystać z bardziej funkcjonalnych obiektów, ale żaden nie pozostaje w jego gestii. Nie musi być właścicielem, mógłby zostać operatorem – np. hali na „Suchych Stawach”. Była taka okazja latem ubiegłego roku, kiedy Zarząd Infrastruktury Sportowej wypowiedział umowę Wandzie, ale Hutnik nie zgłosił chęci przejęcia tej roli. Jak już pisaliśmy w części pierwszej cyklu, jest na to w tej chwili zbyt słaby organizacyjnie. Operatorem „Suchych Stawów” zostało Stowarzysznie „Siemacha”, od którego Hutnik wynajmuje salę, ale musi dostosować się do harmonogramu, jak i panujących w niej temperatur.
W efekcie już wcześniej II-ligowcy część treningów mieli w sali ZSOI nr 5 na os. Słonecznym, która – też wypożyczana – miała służyć rezerwom. Bywało nawet, że z konieczności odbywały się w niej zajęcia dzień przed meczem rozgrywanym na „Suchych Stawach”. Teraz zostało przeniesione do niej najbliższe spotkanie II-ligowe, z Błękitnymi Ropczyce, które w powinno pokazać, jak jest ona przystosowana do takich imprez.

W minionym sezonie siatkarze z Nowej Huty korzystali z hali Wandy przy ul. Odmogile, w poprzednim – ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej, a wcześniej, długo, z obiektu SP 87 na os. Teatralnym, która jest niejako matecznikiem klubu powstałego jako UKS Dobry Wynik. Tam jednak współpraca przestała się układać.
Tak czy owak, jedynym obiektem, który można rozpatrywać w kontekście gry w I lidze lub wyżej, z dużą widownią, jest hala na „Suchych Stawach”. Ona jednak wymaga w pewnych fragmentach remontu, w innych odświeżenia. No i nie ma zbyt dobrej lokalizacji, a zimowa wyprawa na obrzeża miasta dla niezmotoryzowanych nie zawsze jest przyjemnym przeżyciem.
W trwającym sezonie nie zjawiała się tam duża liczba kibiców (na ogół 150-200, zdarzyło się trochę więcej). Klub nie prowadzi też zbyt intensywnej akcji promocyjnej, ale ma atut – nazwę, na którą reagują ludzie powodowani sentymentem bądź do klubu, bądź do wielkich lat siatkówki pod jego szyldem.

O halach Krakowa można by pisać jeszcze dużo, najczęściej źle (jak ktoś ma wątpliwości, to niech pojedzie do Bochni, Myślenic, nawet Dobczyc albo Wieliczki, a potem wskaże taki obiekt tutaj). Jest za to świetna hala przy Kolnej, ale trzeba by do niej dowozić publiczność…
Sedno leży gdzie indziej. Wszak jedną z pożywek dla marzeń o czymś co nazywamy KrakVolleyem jest powstająca w Czyżynach Kraków Arena. Trzeba by wybitnej klubowej drużyny siatkarzy, naszpikowanej gwiazdami i walczącej o mistrzostwo, żeby w miarę regularnie wypełniać jej 15-tysięczne trybuny. Ale też coś takiego można przyjąć za cel – ideał, do którego warto dążyć. Zwłaszcza że zespół klubowy w żadnej innej dyscyplinie nie byłby do tego zdolny.
Po drodze mógłby siatkarzom służyć jeden z tzw. modułów Areny, a nawet przyklejona do niej hala rozgrzewkowa, z widownią na kilkaset osób. Ta ostatnia mogłaby nieźle służyć w I lidze, a jednocześnie już teraz przyzwyczajałaby kibiców, że w tym miejscu, przy ul. Lema, gra się coraz lepiej w siatkówkę. Miejsce będzie dobrze skomunikowane z resztą miasta (linie tramwajowe w ciągach al. Jana Pawła II i al. Pokoju, linie autobusowe bezpośrednio na ul. Lema), nie wiadomo jak obszerne będą parkingi, ale w tej kwestii niezłe zaplecze znajduje się przy okolicznych centrach handlowych.

Generalnie, Kraków Arena sama może przyciągać kibiców, także działającym na wyobraźnię wyglądem i gabarytami. Tylko ile to będzie kosztować… Wynajem na mecze i co najmniej kilka treningów tygodniowo może stanowić znaczącą pozycję w budżecie.
Jest jednak inne rozwiązanie. Spółka akcyjna powstała w ramach KrakVolleya mogłaby zostać operatorem obiektu. Przy mądrym zarządzaniu, inwencji, można by nawet osiągać jakieś zyski z organizacji widowisk sportowych, koncertów, mityngów, innych imprez. I przeznaczać je na działalność drużyny, a przy tym mieć halę na jej potrzeby treningowo-meczowe. W tej chwili istnieje ponoć pomysł, żeby operatorem tzw. części kulturalnej było Krakowskie Biuro Festiwalowej, a do „części sportowej” poszukuje się innego operatora. Jednak ten podział wydaje się nieco sztuczny i niewykluczone, że chętny podmiot mógłby objąć całość.
Jeszcze innym rozwiązaniem, przy zaangażowaniu Gminy Kraków, byłoby zapewnienie przez nią korzystania z hali KrakVolleyowi, np. pod postacią klauzuli w umowie z operatorem, że musi on udostępnić ją drużynie siatkarzy w określonych ramach czasowych.

IX. Finanse

To pieniądze są najpoważniejszą przesłanką sensowności projektu KrakVolley. Gdybyśmy bowiem zsumowali budżety AGH 100RK AZS i Hutnika w trwającym sezonie (ten drugi klub zresztą raczej nie wydaje wszystkiego), wyszłaby kwota powyżej miliona złotych. Około 1,1 miliona. A z takim budżetem, mądrą przedsezonową polityką transferową i dobrą pracą trenerską można by walczyć w czołowej czwórce I ligi.
I wszyscy, którzy przeznaczyli środki na oba zespoły powinni mieć świadomość, że osiągnęliby coś w rodzaju efektu synergii. Przy identycznych nakładach mieliby jedną z najlepszych drużyn ligi, a przy sprawnej promocji meczów – kilkakrotnie większą publiczność i rozgłos.
Dlatego tym bardziej warto zastanowić się nad urzeczywistnieniem tego pomysłu. Tym bardziej że w dalszej perspektywie ma on duże – właśnie finansowe – możliwości rozwoju.

Zacznijmy od Akademii Górniczo-Hutniczej. Według nieoficjalnych informacji, w roku akademickim 2012/13 uczelnia zanotowała zysk netto w wysokości 25 milionów złotych. Nie są do tej kwoty wliczane dotacje (państwowe i unijne), a gros z niej stanowią dochody z ekspertyz – górniczych, metalurgicznych, geologicznych, itd. – dokonywanych przez posiadającą wyśmienitych fachowców AGH na rzecz różnych gałęzi przemysłu.
W tej chwili uczelnia wydaje sporo ponad milion złotych na sport amatorski i wyczynowy. W tej drugiej sferze mieszczą się drużyny siatkarzy, koszykarzy, pływaków, badmintonistów i siatkarek Wisły. Widać jednak, że byłoby ją stać na przeznaczenie dużo większych środków i stworzenie jednego-dwóch „flagowych” zespołów w popularnych dyscyplinach (np. siatkarzy i koszykarzy), promujących Akademię na znacznie szerszą niż obecnie skalę. Przynajmniej w czołówce I ligi bądź nawet w ekstraklasie.
W zasięgu ręki leżą jeszcze większe „konfitury”. Poprzez wspomnianą współpracę ekspercką, uczelnia ma bardzo dobre kontakty z wielkimi koncernami przemysłowymi i możliwości lobbowania na rzecz swoich przedsięwzięć, nawet takich jak drużyna siatkarzy. A te koncerny to wypróbowani mecenasi sportu. Z niektórymi związki są zresztą jeszcze bliższe; przykładowo przewodniczącym Rady Nadzorczej firmy Tauron Polska Energia jest od sześciu lat prof. Antoni Tajduś, były rektor AGH. Zresztą jak zdradzają działacze AGH 100RK AZS, pewne rozmowy z Tauronem o sponsorowaniu siatkarzy (choć raczej nie strategicznym) toczyły się już w ubiegłym roku, ale na razie nie skończyły powodzeniem.

Hutnik jest ewenementem z dwóch powodów. Jako jedyny z lokalnych klubów siatkarskich ma tak poważne wsparcie polityczne i to rządzącej Platformy Obywatelskiej. To posłowi tej partii Ireneuszowi Rasiowi i radnemu Markowi Hohenauerowi zawdzięcza umowę z hotelem Hilton Garden Inn. Jak mówił pod koniec sierpnia ten drugi, Hilton miał pokryć lwią część budżetu zaplanowanego na 400 tysięcy złotych.
Klub z Nowej Huty jest ewenementem również z tego powodu, że jako jedyny siatkarski od niepamiętnych czasów otrzymał od Gminy Kraków dotację, którą można przeznaczyć na sport kwalifikowany. We wrześniu przyznano mu 100 tysięcy złotych w konkursie na realizację zadania publicznego pod nazwą: „Rozwój sportu olimpijskiego w Krakowie w kontekście najważniejszych, prestiżowych międzynarodowych wydarzeń sportowych”. Przy decyzji ogłoszonej w Biuletynie Informacji Publicznej nie podano uzasadnienia.

W krakowskim samorządzie funkcjonuje od kilkunastu miesięcy nieco egzotyczny sojusz PO z prezydentem miasta, prof. Jackiem Majchrowskim. Mówił o tym choćby w październiku ub. roku nowowybrany szef partii w Małopolsce, Grzegorz Lipiec („Byłem sceptyczny, ale nie chcę wszystkiego burzyć. Poza tym uważam, że nie zmienia się koni podczas przeprawy przez rzekę”).
Nie wiadomo, kto będzie rządził Krakowem od jesieni 2014 i Polską od jesieni 2015, ale póki co takie związki mogą dla Hutnika oznaczać dalsze korzyści. Już wcześniej pomagały mu drobniejszymi sumami spółki miejskie (MPO, Wodociągi), realizuje też miejski program „Krakowskiej Akademii Siatkówki”, w którym uczestniczą trenerzy i zawodnicy związani z zespołem seniorów.
W projekcie KrakVolley miasto mogłoby choćby zapewnić możliwość treningów i gry w Kraków Arenie, a także finansować szkolenie młodzieży, o którym pisaliśmy w części V.

Reasumując, lobbowanie na rzecz finansowania sportu to nie ułuda, wielu sponsorów w ten sposób pozyskano także w polskiej siatkówce. Może ono przybierać najróżniejsze formy. Opisywaliśmy zresztą kiedyś, jak członek zarządu AGH 100RK AZS Adam Matyszczak ściągnął przed laty do Wawelu ściągnął firmę swojego wujka, a do obecnego klubu – „Storkpharm”, którego współwłaścicielem jest jego kolega, Artur Gorzelak.
AGH z Hutnikiem mając przedstawione wyżej atuty mogłyby stworzyć sieć finansowania zbalansowaną, odporną na perturbacje i kryzysy.

***

To ostatnia część projektu KrakVolley. Jeśli coś w tej sprawie będzie działo się w rzeczywistości – postaramy się o tym informować. Wbrew pozorom, nie zostało zbyt wiele czasu na osiągnięcie porozumienia i stworzenie choćby ogólnych zasad ewentualnej współpracy.
Coraz bardziej ekscytujące są za to sportowe losy krakowskich siatkarzy. AGH 100RK czeka w niedzielę ostatni mecz sezonu zasadniczego – na wyjeździe z Kęczaninem, o g. 18.15, transmisję telewizyjną przeprowadzi Orange Sport.
Natomiast Hutnik w sobotę, we wspomnianej hali na os. Słonecznym 12, zmierzy się z Błękitnymi Ropczyce, kończąc w ten sposób pierwszą rundę drugiej fazy rozgrywek.
O sytuacji obu zespołów i ich przygotowaniach do nadchodzącego weekendu informowaliśmy szeroko TUTAJ.
PAWEŁ FLESZAR

Pierwszą i drugą część projektu można znaleźć TUTAJ i TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.