Krótka wycieczka do świata baśni

Piłkarze Wisły, po ładnej grze, pokonali na wyjeździe Odense BK 2:1. Zachowują dzięki temu szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Warunkiem jest jednak ich zwycięstwo 14 grudnia z Twente Enschede w Krakowie oraz remis lub porażka Fulham w Londynie z Duńczykami.

Kiedy po upływie niespełna pół godziny goście prowadzili 2:0 obserwatorzy przecierali oczy ze zdumienia nie tylko nieoczekiwanym rozwojem sytuacji. Wiślacy zdobyli bowiem gole po wyśmienitych akcjach. Pierwsza zaczęła się blisko linii środkowej, skąd Dragan Paljić znalazł dobrze dysponowanego Łukasza Gargułę, który po rajdzie środkiem wypuścił w pole karne Dudu Bitona. Były w tej akcji intuicyjne zagrania bez piłki – najpierw podanie Paljicia przepuścił Andraż Kirm, myląc przeciwników, a potem Biton otrzymując futbolówkę od Garguły zrobił przed przyjęciem ruch w prawo, a sam skręcił w lewo. Był wreszcie szybki i ostry strzał o włos przed interweniującym obrońcą.
Do opisu trafienia Patryka Małeckiego, należałoby z kolei dodać ankietę, która jego bramka pucharowa była ładniejsza: dzisiejsza czy z sierpniowej konfrontacji z Apoelem Nikozja. Tym razem przedarł się z lewego skrzydła do środka, składał się między dwoma Duńczykami. Piłka wpadła w długi róg nieco niżej niż wtedy, ale i uderzał z większej odległości.

Niezłych sytuacji przyjezdni mieli jeszcze w pierwszej połowie sporo, na czele z fantastyczną: Biton z ośmiu metrów mierzył pod poprzeczkę, lecz Mads Toppel sparował futbolówkę. Swoje okazje mieli również gospodarze, choć gola trzykrotnie omal nie strzelili sobie wiślacy… Najpierw po dośrodkowaniu z lewej flanki piłka przeleciała przez całą linię defensywy, nikt się do niej nie ruszył, dopiero Siergiej Pareiko rzucił się w ostatniej chwili i odbił na rzut rożny. Później Junior Diaz tak wybijał futbolówkę, że trafił w plecy rywala i estoński golkiper znowu musiał solidnie się wyciągnąć. W końcu to Diaza nabił centrujący z prawej strony przeciwnik, ale rykoszet przeszedł obok słupka.
Co się odwlecze… Miejscowi rozpakowali prezent w drugiej połowie, kiedy Michael Lamey przewrócił się, otwierając drogę w pole karne Rasmusowi Falkowi Jensenowi, który uderzył po ziemi, w lewy róg.

Odense to rodzinne miasto autora najpiękniejszych baśni, Hansa Christiana Andersena. Nie da się po tym meczu porównać najnowszej historii Wisły do „Brzydkiego kaczątka”, bo gra zyskuje na urodzie bardzo powoli. Dzisiaj były okresy niezłego pressingu w środku pola oraz dość długie wymiany podań; nie wnoszące może wiele do ofensywy, ale pozwalające zachować kontrolę nad spotkaniem. Brakło tego w początkowych kilkunastu minutach drugiej połowy i od razu przyszły negatywne efekty. Kiedy natomiast „Biała Gwiazda” odzyskała inicjatywę, szarżowali Małecki, Garguła, Kirm, a Biton mógł zdobyć dwa gole w minutę. Przy pierwszej okazji kopnął jednak z ośmiu metrów wprost w leżącego Toppela, a na bis kilkadziesiąt sekund później, po akcji Gervasio Nuneza, posłał piłkę z parunastu metrów obok słupka.
Gdyby jeszcze udało się krakowianom uzyskać awans do 1/16, z kaczątka przynajmniej na krótko wykluje się łabędź…
PAWEŁ FLESZAR

ODENSE BK – WISŁA Kraków 1:2 (0:2)
Bramki: Rasmus Falk Jensen 51 – Dudu Biton 20, Patryk Małecki 28. Sędziował: Laurent Duhamel (Francja). Żółte kartki: Sorensen – Małecki, Chávez. Widzów: 5824.
ODENSE: Toppel – Ruud, Moller Christensen, Hoegh (15. Reginiussen), Mendy – Johansson, Sorensen, Andreasen, Skoubo (75. Fall), Falk (55. Kadrii) – Utaka. Trener: Henrik Clausen.
WISŁA: Pareiko – Lamey (79. Jovanović), Chávez, Díaz, Paljić – Wilk, Núnez, Garguła – Kirm (90. Iliev), Małecki (82. Melikson) – Biton. Trener: Kazimierz Moskal.

Pozostałe wyniki i tabelę grupy K można znaleźć TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*