Kto obroni obrońców?

W drugim spotkaniu Atlantic Cup piłkarze Wisły ulegli duńskiemu FC Midtjylland 2:3 (0:1).
Rozpoczęli przy udziale dużej częśći dublerów, począwszy od Milana Jovanicia, po szarpiącego na prawym skrzydle Michała Szewczyka, który dotąd gros doświadczeń zbierał w Młodej Ekstraklasie. I właśnie ten 20-latek miał najlepszą w pierwszej połowie okazję do zdobycia gola – w 34. minucie znalazł się osiem metrów przed bramką, ale przy próbie dryblingu piłkę wygarnął mu spod nóg golkiper.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W pierwszych minutach jednak obie drużyny skupiły się na zakładaniu wzajemnego pressingu i wyswobadzaniu z niego, a wiślacy mogli poćwiczyć uwalnianie się od przeciwnika atakującego już przy linii ich własnego pola karnego. Kiedy przenieśli akcję na połowę trzeciej drużyny duńskiej ekstraklasy, szybko się ona kończyła – niecelnym podaniem, stratą, spalonym Dudu Bitona lub Ivicy Ilieva.
Rywalom kreacja przychodziła łatwiej. Już w 12. minucie, przy niezdecydowanej postawie Dragana Paljicia, a przede wszystkim – Gordana Bunozy, prawą stroną przebiegł Sylvester Igboun, wyłożył przed bramkę do Jude Nworuha, który trafił do siatki.
Dwadzieścia minut później dwoma podaniami na wolne pole (najpierw lob, potem płaskie) przeciwnicy znowu dokumentnie rozmontowali defensywę krakowian, a Danny Olsen podcinką przerzucił futbolówkę nad Jovaniciem.

Palmę widowiskowości odebrał za to Iliew, który w 51. minucie już przyjmując piłkę zgubił dwóch rywali. Kolejną parę – za jednym zamachem, a następnych dwóch – pojedynczo. Dokonał tego przejeżdżając środkiem pola karnego od lewej do prawej, a na koniec kopnął do bramki. Tego dnia był nie tylko najefektowniejszym, ale i najefektywniejszym wiślakiem, gdyż w 72. minucie przedarł się prawą flanką do linii końcowej, wycofał na czystą pozycję do Łukasza Garguły, który wyrównał uderzeniem w długi róg.
Wydawało się, że tym sposobem zespół Białej Gwiazdy uniknie kary za indolencję w defensywie, w której jednoczesna gra Osmana Chaveza i Bunozy sprawiła, że środek formacji raził niezwrotnością. W drugiej połowie wszak Duńczycy (czy raczej występujący w tamtej ekipie Nigeryjczycy) kilka razy straszliwie zakręcili krakowianami, lecz na szczęście po stronie aktywów zapisali tylko trafienie w słupek.

W drugiej stronie boiska jeszcze dwie niezłe okazje miał Cwetan Genkow, jednak nie udało mu się ich wykorzystać. W tej lepszej potknął się o przeciwnika, który wcześniej przewrócił się przed nim, oddając mu piłkę.
Kiedy już mecz dogasał, Babajide Babatunde znowu wpadł w strefę obronną Wisły, znalazł przed bramką Rilwana Hassana, a ten dał swojej drużynie zwycięstwo.
Skomplikowało ono sytuację ekipy Białej Gwiazdy, która przy remisie mogła poważnie liczyć na udział w finale turnieju, w przyszły wtorek. Teraz jest on mniej realny, o wszystkim jednak rozstrzygnie ostatnia seria konfrontacji (harmonogram i klasyfikację Atlantic Cup można znaleźć TUTAJ). Wisła w niedzielę zmierzy się w portugalskim Faro z dobrymi znajomymi z Odense.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – FC MIDTJYLLAND 2:3 (0:1)
Bramki: Iliev 51, Garguła 72 – Nworuh 12, Olsen 32, Hassan 89. Sędziował: Sérgio Piscarreta (Portugalia). Żółta kartka: Kristensen.
WISŁA: Jovanić – Jovanović (60. Lamey), Chávez, Bunoza (75. Czekaj), Paljić (75. Díaz) – Brud (60. Núnez), Jirsák (75. Wilk), Garguła (75. Małecki) – Szewczyk (60. Melikson), Iliev (75. Kirm) – Biton (60. Genkow). Trener: Kazimierz Moskal.
MIDTJYLLAND: Lössl – Afriyie, Ipsa, Albrechtsen, Kristensen – Olsen (65. Hassan), 17. Albak, Salami (79. Knudsen), Igboun (79. Sisto), Borring (65. Larsen) – Nworuh (79. Babatunde). Trener: Glen Riddersholm.

Skomentuj