Kto pierwszy na wzgórzach

Na inaugurację play off zespół AGH Kraków odniósł najwyższe zwycięstwo w historii II-ligowych występów – 112:48 z Daas Basket Hills Bielsko-Biała – i odebrał trzy nagrody indywidualne przyznane przez Polski Związek Koszykówki za sezon zasadniczy.

Bielszczanie zakładający w 2013 roku nowy klub nazwali go ładnie, choć z angielska „Koszykarskimi Wzgórzami”, co zgrabnie komponowało się z usytuowaniem ich uroczego miasta, nazwanego w XIX wieku „małym Wiedniem”. Po czterech latach wywalczyli awans do II ligi i od razu w debiutanckim sezonie zakwalifikowali się do play off.
Tu jednak przyszło im potykać się z najlepszym zespołem w Polsce na tym poziomie rozgrywek, który ruszył na nich w tempie „Run to the Hills” Iron Maiden. Po perkusyjnym wstępie brzmi tam jeden z najbardziej rozpoznawalnych riffów gitarowych w dziejach heavy metalu, w charakterystycznym rytmie na trzy takty. Gospodarze polowali właśnie na trzy punkty za jednym rzutem i w pierwszej kwarcie ta sztuka udała się dwukrotnie Miguelowi Zamorze, a po razie Michałowi Borówce, Bartoszowi Czerwonce i – stromym lobem – Bartłomiejowi Podworskiemu. Przeważali po 10 minutach 30:15, bo wychodząc do krycia na całym placu czterokrotnie nadziali się na długie podanie, finalizowane pojedynczą kontrą.
W drugiej odsłonie efektywność ofensywna ustąpiła pierwszeństwa efektowności. Najpierw Konrad Mamcarczyk podał przez kilkanaście metrów do Macieja Koperskiego, który będąc ciągle w powietrzu, po złapaniu piłki, odrzucił ją z obwodu pod obręcz do Iwana Wasyla, a ten zamknął sprawę alley-oop’em. Po chwili „Mamcar” wjechał wzdłuż linii końcowej, zrobił tak raptowny naskok na dwie nogi i tak szybko poszedł w górę, że stojący obok obrońcy nie zareagowali w porę, po czym tak przyładował oburącz, że z trybun odpowiedziało mu gremialne „Łooo!!!”.
Kiedy kozłujący do przodu i do tyłu Borówka oraz wyprowadzony podaniami na czystą pozycję Czerwonka przypomnieli o walorach „trójki”, zapis brzmiał 46:24.

Kapela, która sprzedała 100 milionów płyt, wzięła nazwę od średniowiecznego narzędzia tortur „Żelaznej dziewicy”. Było to coś w rodzaju najeżonej od wewnątrz kolcami zbroi, w której zamykano nieszczęśnika. Defensywa AGH działa z grubsza na tej samej zasadzie. Dopaść, osaczyć,  wytarmosić, wyrwać piłkę, bądź wymusić jej zgubienie. Im bliżej kosza i większa gęstwa zawodników, tym bardziej fizyczną wywierać presję.
Podczas jednej z przerw bielszczanie namacalnie demonstrowali sędziemu, w jaki sposób są wypychani. W drugiej kwarcie zdobyli tylko 9 „oczek”, w czwartej 10, ale najbardziej widowiskowa akcja obronna zdarzyła się w trzeciej. Wasyl dogonił przeciwnika wchodzącego na kosz z lewej strony samotnym dwutaktem i przybił piłkę do tablicy niemal na szczycie kwadratu, prawie na wysokości 3,5 metra!
– Trener nastawiał nas, że nie będzie łatwo, więc niezależnie od wcześniejszych meczów z Bielskiem i przebiegu dzisiejszego zagraliśmy z pełnym zaangażowaniem. Byliśmy też dobrze przygotowani taktycznie do zneutralizowania ich atutów – ocenia Borówka.

Przed spotkaniem trójka „Agiehowców” odebrała nagrody indywidualne przyznane przez Polski Związek Koszykówki w plebiscycie, w którym głosowali szkoleniowcy. Czerwonkę i Zamorę wybrano do piątki sezonu zasadniczego w grupie C, a Wojciech Bychawski już po raz drugi w karierze został najlepszym jej trenerem. – Tak naprawdę należy mi się tylko ćwiartka tej statuetki – podkreślał później. Wychodząc do prezentacji, próbował wyciągnąć też swoich asystentów, Tomaszów, Zycha i Orlickiego, lecz opierali się. – Zawsze pomagał mi dobry sztab, ale obecny ma wyjątkowo duży wkład. Poczynając od przygotowania fizycznego Piotrka Biela, przez skauting Tomka Zycha, po zastępstwa Tomka Orlickiego.
Bychawski w roli trenera funkcjonuje w światku koszykarskim od początku dekady, znanym zawodnikiem – zwłaszcza ze względu na reprezentowanie I-ligowego Sokoła Łańcut – jest „Czerwony”, za to nominacja dla Zamory to ewenement. Wszak hiszpański rozgrywający pojawił się w polskim baskecie niespełna dwa miesiące wcześniej i przed plebiscytem zaliczył dziewięć spotkań. Odcisnął jednak tak wyraźny ślad, że oddali mu swoje głosy poważnie przezeń skrzywdzeni opiekunowie: AZS AWF Mickiewicza Katowice, MCKiS Jaworzno, Zagłębia Sosnowiec i Polonii Bytom. A Miguel w dowolnym momencie jest w stanie pokazać, że pomysły Bychawskiego czy swoje realizuje za pomocą wachlarza podań równie szerokiego jak skala głosu najsłynniejszego wokalisty Iron Maiden, Bruce’a Dickinsona, określanego „Syreną heavy metalu”, dla którego „Run to the Hills” było pierwszym singlem po dołączeniu do zespołu. Zamora na sześć sekund przed końcem drugiej części obsłużył Podworskiego 15-metrowym passem pod „dziurę”, w strefę rywali, wybijając piłkę bezpośrednio z autu, z własnej połowy.

„Borówa” natomiast staje się powoli dla AGH tym, czym dla Iron Maiden jest maskotka, Eddie, widniejąca na znakomitej większości płyt, a w bardziej ożywionej formie uczestnicząca w koncertach. Nie straszy wprawdzie wyglądem, jak tamten, za to wywołuje traumy u przeciwników nieustępliwością i zażartością w obronie. Eddie, pół żartem, pół serio, został niegdyś wybrany przez magazyn „Metal Hammer” postacią roku w muzyce, ktoś inny stwierdził, że to jedyny niezastąpiony członek bandu, bardziej nawet niż jego założyciel, Steve Harris.
Michał daje swojemu teamowi coraz więcej, teraz również w ataku. Od początku stycznia cztery razy osiągnął dwucyfrową zdobycz punktową i tylekroć był jej bardzo blisko. Gdy dzisiaj opuszczał parkiet, miał najlepszy na nim dorobek, a zamknął konfrontację ze stuprocentową skutecznością w każdym z trzech rodzajów rzutów!
– Fajnie, nigdy w życiu nic takiego mi się nie zdarzyło – uśmiecha się powściągliwie. – A te punkty, w sumie trzynaście, to nie tak strasznie dużo; pokazują, że równomiernie to u nas się rozkłada i każdy dołożył coś do wyniku.
Bychawski ściągając go stworzył układankę – Maciej Koperski, Damian Dyrda, Wiktor Majka, Rafał Zgłobicki, Michał Pieniążek – z samych obwodowych, w której średnia wzrostu nie przekraczała 190 cm, a wieku – 20 lat. Oni jednak poczynali sobie jak gnani hasłem „Kto pierwszy na wzgórzach!”; wszędzie było ich pełno, w ciągu z górą 4 minut wykręcili rezultat 16:5.
Potem wrócił Wasyl, osobistymi rozbił „setkę” (100:46), a w ramach dożynek krakowianie zdobyli jeszcze 7 „oczek” podczas jednego pobytu na połowie gości: wolne Majki za przewinienie umyślne, jego półdystans w ponowieniu i „trójka” Koperskiego po przechwycie (mogło być nawet 9, ale po kolejnym przechwycie idącemu na pewną egzekucję Wasylowi zakleszczyła się piłka między obręczą i tablicą).

To najwyższe zwycięstwo w siedmioletniej historii występów akademickiego klubu w ligach centralnych. W play off jednak liczą się wyłącznie wygrane, a do przejścia każdej rundy potrzeba dwóch. Ekipa AGH może przypieczętować awans w przyszłą sobotę w Bielsku-Białej. – Musimy się zmobilizować, bo tak lekko jak dzisiaj już raczej nie będzie; mają u siebie specyficzne, miękkie „deski”, będą więcej trafiać – uważa Michał Borówka.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – DAAS BASKET HILLS Bielsko-Biała 112:48 (30:15, 18:9, 26:14, 38:10)
Sędziowali: Andrzej Bartocha i Dominik Hałka. Widzów: 140.
AGH: Borówka 13 (2×3, 5 zb.), Podworski 12 (1×3), Czerwonka 10 (2×3, 8 zb., 6 as.), Zamora 10 (2×3, 5 zb.), Koperski 9 (2×3, 4 as.) oraz Wasyl 16, Zgłobicki 11 (2×3), Mamcarczyk 9, Majka 6 (9 prz., 5 as.), Dusiło 6 (4 zb.), Dyrda 5 (1×3, 3 prz.), Pieniążek 5 (1×3, 4 as.). Trener: Wojciech Bychawski.
BASKET HILLS: Kozaczka 13 (2 prz.), Szybowicz 8 (2×3), Garita 8 (4 zb.), Siwy 5 (1×3, 10 zb., 2 prz.), Cichoń 5 (1×3, 4 zb.) oraz Anczykowski 4, Garus 3 (1×3), Wojas 2, Wojdyła, Kleszcz. Trener: Grzegorz Błotko.

Wyniki i terminarz play off II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.