Kumple otworzyli drugą połówkę

Na inaugurację roku i nowej rundy koszykarze Max Elektro Sokoła Łańcut przez 25 minut męczyli się z GTK Gliwice, by w ciągu kwadransa odjechać rywalom na 80:63.

Przerwa świąteczna odcisnęła się na przebiegu spotkania; mniejsza ilość treningów w poprzednim tygodniu skutkowała brakiem czucia piłki. Pierwsze punkty padły po 2,5 minuty, bo wcześniejsze akcje najczęściej kończyły się stratami (choć w jednej gospodarze zaliczyli dwa bloki). Po sześciu minutach Rafał Kulikowski prowadził z Tomaszem Wróblem 6:5, ale potem włączyli się partnerzy gliwiczanina i kwarta skończyła się niewygórowanym 11:15. – Decyzyjność przy rzutach nie była taka, do jakiej się przyzwyczailiśmy dotąd – analizuje trener gospodarzy, Dariusz Kaszowski.
– To był też mecz oparty na defensywie i stąd taki jego obraz – uzupełnia charakterystykę Paweł Turkiewicz, który usiłuje wydobyć z dołka ekipę GTK, którą objął kilka tygodni temu.
Wreszcie Kulikowski przedarł się przez zasieki przeciwników i zapakował oburącz, a Krzysztof Jakóbczyk po ryzykownej szarży z piłką na wyciągniętej ręce dołożył do tego 2+1 i tak zapalili ogień w drużynie. Raz po raz zbierał Tomasz Pisarczyk, zrobili run 11:0 i wyszli na 22:17, ale ciągle na gliwickiej tablicy wyrastały „grzyby” i przytrafiały im się proste straty. Dlatego utrzymywała się stała różnica – 24:19, 24:21, 26:21, 28:22, 30:24, 32:28 – a i to dzięki temu, że przypilnował jej „Koniu”. Przed przerwą zdobył 12 „oczek” (przy skuteczności za dwa – 75%) i 7 „desek”, nie spuścił z tonu też później i za całokształt został uhonorowany nagrodą dla MVP.

Na starcie drugiej połowy przypomniał się dwukrotnie sprytny Piotr Pluta, a po osobistych obdarzonego ciągiem na kosz Wojciecha Frasia na tablicy zaświeciło się 34:35. Losy ważyły się do stanu 39:37, kiedy Jakóbczyk trzema osobistymi z rzędu dał sygnał do odjazdu. Świetnie funkcjonowała obrona na czele z Jerzym Koszutą, Krzysiek do runu 14:0 włożył 7 pkt, a Przemysław Wrona – dwa zgrabne haczki lewą ręką. Był kolejnym przedstawicielem ławki, która dzisiaj w wielu momentach bardzo pomogła zespołowi.
Przyszła też pora na koło Tomasza Fortuny z „trójkami” na wygrywających polach, ale palmę efektowności ukradł „Dziadkowi” 19-letni Artur Włodarczyk, który do wtóru syreny zamykającej trzecią „ćwiartkę” wcelował przez 3/4 boiska.
60:47. Wątpliwości mogły zrodzić się jeszcze, kiedy Paweł Szymański rzucił z obwodu na 62:53, lecz szybko rozwiał je Koszuta, za którym poszli Pisarczyk i Bartosz Czerwonka. 66:53, 71:55, 75:58, a na finiszu piłką opiekował się Klima. Czterokrotnie (trzy razy z wolnych) umieścił ją w koszu, a przez ostatnie 20 sekund przetrzymał, wygaszając konfrontację.
– Szkoda, bo zwycięstwo z takim przeciwnikiem byłoby przełomem, dałoby impuls na przyszłość – kręci głową opiekun gliwiczan. – Tę serię w trzeciej kwarcie straciliśmy praktycznie z niczego. Nie załamujemy się jednak, mamy jeszcze 14 meczów do końca części zasadniczej.
– To tylko kwestia czasu, kiedy GTK będzie prezentował się znacznie lepiej. Materiał ludzki jest – uważa Kaszowski, w którego orbicie zainteresowań w różnych okresach w przeszłości znajdowało się sześciu obecnych gliwiczan.

Koleguje się z dzisiejszym rywalem, sam twierdzi nawet, że Turkiewicz jest jego najlepszym kumplem w światku koszykarskim. Kontaktują się dosyć często, wymieniają opinie, niekiedy nawet pomysły i rady. – Poznaliśmy się tak, że Paweł u nas „dostał w ryj” – opowiada żartobliwie. – Jego Start Gdynia przegrał w Łańcucie, ale w przekroju całego sezonu był lepszy, bo wywalczył awans.
Związki Turkiewicza z Sokołem to też spore grono występujących tu niezłych zawodników, których kształtował na wczesnych etapach ich karier. Jeden z nich to Adrian Mroczek-Truskowski, który przed rozpoczęciem drugiej połowy sezonu zasadniczego podpisał kontrakt z łańcuckim klubem. Niedawno przeszedł jednak w Krakowie operację ścięgna w stopie. – Lekarz jest bardzo zadowolony z rehabilitacji, w styczniu Adrian ma przyjechać już do niego bez kul – opowiada Dariusz Kaszowski. – Już teraz może wykonywać część pracy i znając go – nie zaniedba tego, ale w takich przypadkach nie wiadomo, kiedy będzie zdolny do treningu z pełnymi obciążeniami, a potem odzyska formę. Prognozy mówią o powrocie na parkiet w marcu, ale traktuję go jak inwestycję długoterminową: zawarliśmy umowę także na następny sezon.
PAWEŁ FLESZAR

MAX ELEKTRO SOKÓŁ Łańcut – GTK Gliwice 80:63 (11:15, 21:13, 28:19, 20:16)
Sędziowali: Arkadiusz Wojna, Bartłomiej Kucharski, Michał Pogon. Widzów: 550.
SOKÓŁ: Kulikowski 16 (11 zb.), Klima 12 (4 zb., 3 prz.), Jakóbczyk 10, Fortuna 9 (3×3), Koszuta 8 (5 zb., 3 prz.) oraz Wrona 8, Czerwonka 7 (1×3, 4 zb.), Pisarczyk 6 (9 zb., 5 as.), Balawender 4, Pławucki, Buszta. Trener: Dariusz Kaszowski.
GTK: Fraś 13 (10 zb.), Pluta 10 (2×3, 5 zb.), Wróbel 5 (1×3), Paul 4 (6 zb.), Radwański 4 (2 prz.) oraz Szymański 10 (2×3), Włodarczyk 8 (2×3, 2 prz.), Konsek 6 (5 zb.), Załucki 3, Bodych, Podulka. Trener: Paweł Turkiewicz.

Komentowanie zablokowane.