Kutno znowu dostało Czerwonki

AGH Kraków pokonał Polfarmex 86:82 i w niedzielę o godz. 18, także w hali przy Piastowskiej, po raz czwarty zmierzy się z tym przeciwnikiem o pozostanie w I lidze koszykarzy.

– Tak wszyscy walczyli!… tak walczyli!… każdy coś z siebie dał!… kurde!… no każdy!Bartosz Czerwonka po ostatnim gwizdku był tak zmęczony i rozemocjonowany, że głos mu się rwał, a myśl krążyła wokół jednego motywu. W arkuszu statystycznym zdobycz punktowa widniała obok wszystkich jedenastu akademików, którzy pojawili się dzisiaj na parkiecie. Zwyciężyli, choć przed tygodniem w Kutnie dwukrotnie dostali „bęcki”, choć przystąpili do meczu bez swojego najlepszego strzelca, Macieja Koperskiego, któremu wczoraj odnowiły się dolegliwości pleców, choć Polfarmex długo miał inicjatywę i wydawało się, że jest to ostatni występ AGH na zapleczu ekstraklasy.
Z 4:0 goście przekręcili wynik na 4:11, bo radzili sobie z presją miejscowych i w odróżnieniu od nich dostarczali piłkę do „dziury” – najlepiej robili to Michał Marek po pick’n’rollach z Januarym Sobczakiem i celujący z obwodu Szymon Pawlak.
7:11, 7:18, 15:24, 19:24, 22:26 – na koniec pierwszej kwarty.

Gospodarze nie dość, że spudłowali kilka razu z bliska, to zanotowali też parę głupich zagrań: tu faul umyślny po zahaczeniu rywala nogami w trakcie wywrotki, tam przewinienie ofensywne przy wykozłowywaniu piłki w okolicach linii środkowej, gdzie indziej „niedolot”.
Na starcie drugiej części Karol Obarek zaprezentował kolejno: szaleńczą szarżę pod sam kosz, spokojny rzut za trzy z prawego półskrzydła, a po nim – salut dłonią z kciukiem i palcem wskazującym zamkniętymi w kółko w uniwersalnym geście i pozostałymi trzema odwiedzionymi.
Później ciągle jego drużyna czuła się OK – 22:34, 28:37, 36:40 – a nawet kiedy krakowianie bardzo napierali, rezultat obronił świetnymi dryblingami i penetracjami Sobczak. Pierwszą połowę zamknął stan 42:44 i niemal 17.5 minuty Polfarmeksu na prowadzeniu.

– Opowiadałem chłopakom, jak w 2015 roku w Sokole biliśmy się z Krosnem półfinale, mieliśmy atut własnego boiska, ale co z tego, skoro dwa razy w Łańcucie padliśmy. A potem wygraliśmy trzy razy z rzędu i weszliśmy do finału – mówi „Czerwony”. – Powtarzałem, że teraz tym bardziej powinniśmy sobie dać radę, bo wracamy do naszej hali, w której jesteśmy dobrzy.
Hasło odrabiania strat padało dzisiaj kilkakrotnie. Najpierw rzucił je właśnie on z Tomaszem Zychem (łącznie 10 „oczek” i 15:18), potem ogień na plac wniósł Damian Dyrda, rozniecając go również u Iwana Wasyla (35:37 i 39:40) i Maksymiliana Jakubka (trafienie z dystansu na 42:42).
Najowocniejszy szturm nastąpił jednak po przerwie. Zrazu Czerwonka, dalej Włodarczyk – „trójką” i wjazdem z zamarkowaniem lay-up’u z lewej strony obręczy, a wykończeniem z prawej, przede wszystkim zaś – Tomasz Deja, który po dwóch akcjach pod tablicą (w tym hak) pokazał obrońcy piłkę na 7. metrze, wyrwał go z korzeniami i błyskawicznie zameldował się pod obręczą. 47:44, 55:48.
Odgryzali się Pawlak, Gospodarek i najrówniejszy dzisiaj wśród gości Bartosz Majewski, ale Michał Borówka, Zych, Bartosz Podworski, Czerwonka i Dyrda uratowali przewagę. 61:59, 65:59, a 65:61 po 30 minutach.

Czy to ze względu na skromność, czy luki w pamięci, Bartek nie opowiedział kumplom o innym spotkaniu Sokoła. Sezon 2012/13, po powrocie z Warki, miał kiepski, zanotował tylko 14 występów i średnią 1.7 pkt. Na koniec fazy zasadniczej łańcucianie podejmowali klub z Kutna. Jedenaście sekund przed upływem 40 minut Bartek wyrównał na 76:76 i dał im dogrywkę, a na jej finiszu wprawdzie spudłował osobiste, ale odebrał piłkę przeciwnikom i trafił, pieczętując zwycięstwo 90:87, dzięki któremu Sokół zajął piąte miejsce zamiast wypaść z play off. – Nie pamiętam tego, tylko przechwyt w dogrywce – drapie się po głowie. – No i wiem, że koledzy mnie potem podrzucali, ale to dlatego, że mam to na zdjęciu.
W czwartej odsłonie zdobył osiem „oczek” z rzędu: z półdystansu, trzema osobistymi za faul przy próbie trzypunktowej i po akcji 2+1, kiedy uciekł wzdłuż linii końcowej i dostał inteligentne podanie od Dei.
Od 77:69 Polfarmex zbliżył się na 77:75 i 80:77 (m.in. z siedmiu metrów strzelił Pawlak, a Sobczak egzekwował wolne). Patryk Gospodarek, który pół roku temu w tej hali pociągnął swój team do sukcesu (opisywaliśmy to TUTAJ), po dwutakcie gruchnął o podłoże z tak wysoka i tak mocno, że straszliwie stłukł sobie żebra. Krzyczał z bólu i długo nie mógł zaczerpnąć oddechu, a resztę spotkania spędził na ławce, cierpiąc z bokiem obłożonym workami z lodem przywiązanymi taśmą do tułowia.

Wątpliwości rozwiał Zych (wyrwał piłkę rywalowi, gdy obaj byli w powietrzu) z Wasylem (wsad po jego podaniu) i z Czerwonką (wykonali bezbłędnie cztery osobiste).
84:77, 84:80, 86:80 i 86:82, ale krakowianie ciągle kroczą skrajem przepaści, bo w rywalizacji o utrzymanie do trzech zwycięstw Polfarmex prowadzi 2-1.
– Będziemy walczyć jak zawsze i mam nadzieję, że będzie dobrze. Morale wzrosło – Bartek lapidarnie zapowiada konfrontację, którą w hali AGH zaplanowano na niedzielę o g. 18.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – POLFARMEX Kutno 86:82 (22:26, 20:18, 23:17, 21:21)
Stan rywalizacji w play out: 1-2.
Sędziowali: Damian Myszka, Mirosław Wysocki i Jakub Adameczek. Widzów: 200.
AGH: Wasyl 17 (1×3), Włodarczyk 10 (2×3, 2 prz.), Deja 8 (6 zb.), Borówka 2, Mamcarczyk 2 oraz Czerwonka 20 (7 zb.), Zych 8 (4 as.), Podworski 7 (4 zb.), Dyrda 6 (3 prz.), Kędel 3 (4 zb.), Jakubek 3 (1×3). Trener: Wojciech Bychawski.
POLFARMEX: Pawlak 18 (4×3, 4 zb.), Majewski 16 (1×3, 2 prz.), Sobczak 13 (4 as.), Marek 11, Czeżnielewski 7 (7 zb.) oraz Gospodarek 10, Obarek 5 (1×3), Fiszer 2, Żmudzki (4 zb.), Andrzejewski, Nowicki.

Wyniki play off i play out I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.