Leopold Tyrmand czytany na nowo

Ganiając dziko za każdą piłką, wśród ogromnych kontrowersji sędziowskich i nerwów, koszykarze AGH sprawili jedną z największych sensacji sezonu – pokonali w Krakowie przewodzącego od października w I lidze Sokoła Łańcut, 65:64.

Mimo dnia powszedniego, przyjazd faworyta ściągnął do hali przy Piastowskiej drugą największą widownię w trwających rozgrywkach, zresztą blisko 90 osób to fani przybyli z Łańcuta oraz łańcucianie pracujący bądź studiujący pod Wawelem.
Zrazu zobaczyli to, czego się spodziewali: gości zdobywających punkty na dużej swobodzie, z wykorzystaniem niebagatelnych umiejętności. 0:4, 5:11, 9:13, ale też akademicy szybko wyemitowali w przestrzeń komunikat, że nie odpuszczą na krok. Po wsadzie Macieja Maja po raz pierwszy wyrównali (13:13), po dobitce Bartłomieja Podworskiego wyszli nawet na 17:13, a kwartę zamknęli wynikiem 19:16. „Maju” był w tym okresie wszędobylski, zaliczył 8 punktów i 5 zbiórek. Wyglądało, jakby dodatkowo zdopingował go fakt, że w 2014 roku znajdował się w orbicie zainteresowań Sokoła, który ostatecznie zdecydował się na innego centra. – Nie, nie, o tym już nie myślałem, to było „dawno i nieprawda” – zaprzecza z uśmiechem. – Trener nas świetnie zmotywował, swoją cegiełkę dołożył też spiker, Dawid Kunc. A poza tym zawsze dodatkowo mobilizują nas kłopoty.
W ich szeregach zabrakło Marka Szumełdy-Krzyckiego, który wstał po chorobie na mecz z Kotwicą (opisywaliśmy go TUTAJ), ale po nim rozłożył się już dokumentnie, a także Artura Włodarczyka, który ma kontuzje achillesa i stopy, wyłączające go na kilka tygodni. Aby AGH mógł wypełnić regulaminowy wymóg wpisania do protokołu 10 zawodników, na rozgrzewkę wyszedł Tomasz Zych, który nie wyleczył jeszcze złamanej, ześrubowanej ręki, a ciągle dotkliwie dolega mu nadgarstek. Rolę „dziesiątego” spełniał ostatnio II trener Andrzej Urban, jednak i on wstał na spotkanie z łóżka, z gorączką. Swoje zmartwienia ma również Sokół – bóle pleców wyeliminowały Sebastiana Szymańskiego, a Rafał Kulikowski odbył tylko jeden trening po urazie mięśnia brzuchatego łydki.

W drugiej odsłonie gospodarze zgubili inicjatywę tylko przy stanach 24:25 i 27:27, kiedy trzykrotnie z rzędu zrobili kroki w ataku, idąc po bardzo prawdopodobne punkty, za to potem napompowali rezultat do 37:29 na koniec I połowy. Bartosz Wróbel ukłuł „tróją” w trzeciej sekundzie akcji, Jakub Krawczyk pokazał zmyślną penetrację, kozłując to do przodu, to do tyłu, i sprawnie obsługiwał partnerów. Po drugiej stronie najrówniejszy był Alan Czujkowski, całujący po trafieniach ważny dla niego inicjał we wnętrzu prawego nadgarstka.
W ciągu 47 (a właściwie to kilku) sekund po przerwie Maciej Klima złapał trzy przewinienia pod własnym koszem – na Iwanie Wasylu, Maju i techniczne za reakcję na dwa poprzednie – przez co musiał definitywnie opuścić parkiet. Przyjezdni już wcześniej mieli pretensje do sędziów, teraz się one nasiliły i trwały aż do finału. Niektóre były słuszne, niektóre nie, wiele dałoby się właściwie ocenić dopiero po powtórce wideo. Kuriozalna była sytuacja, kiedy „Krawcu” klepiąc po brzuchu i podając dłoń przepraszał Marcina Srokę, że go przewrócił, a arbiter uznał, iż ten drugi… „floppował”, czyli wymuszał faul.
Damian Kalinowski dał swojej drużynie dwa z trzech największych dzisiaj prowadzeń (40:31 i 42:33), jednak od tego momentu lider zaczął się podnosić. Wsad Marka Zywerta, Czujkowski, Jerzy Koszuta i 44:44, a po dwóch pick’n’rollach uwieńczonych przez Kulikowskiego i rzucie Bartosza Czerwonki – 50:50 na koniec trzeciej części.
Na początku czwartej zjechał do bazy Koszuta, choć bardziej zirytował się nieco wcześniejszą decyzją, gdy odgwizdano mu kroki („Panie sędzio, przez całe życie wykonuję to zagranie tak samo i dotąd nie uważano tego za błąd”). Jego koledzy przez siedem minut zdobyli zaledwie pięć „oczek” i przewaga AGH urosła do 63:55 (a przed momentem nawet 62:53). I znowu duża różnica dała ostrogę łańcucianom: pokryli pressingiem 3/4 boiska, zabierali rywalom każdą piłkę i wrzucali je do ich kosza. Wreszcie Czujkowski zebrał, przekozłował kilkanaście metrów, zatrzymał się gwałtownie i wcelował zza łuku. Na tablicy widniały liczby 65:64 i 8.8 (sekundy).

„Uwrażliwienie na sport jest obsesją romantyczną, ostatnią, jaka nam pozostała. Nikt nie poszukuje już porywających gestów ani w polityce, ani w miłości, ani w procesach sumienia. W żadnej innej dziedzinie życia nie można już wygrać poprzez maksymalne spięcie siły i woli, entuzjazmu i zręczności” – napisał ponad 60 lat temu Leopold Tyrmand. Jego wielkość nie zasadza się tylko na błyskotliwej publicystyce, znakomitym „Dzienniku 1954”, z którego pochodzi cytat, oryginalnym „Złym”, kilku innych książkach. Był ewenementem, bo na emigracji potrafił zrobić karierę dziennikarską w obcym kraju, regularnie pisując w obcym języku do bardzo prestiżowego wówczas „New Yorkera”.
No i pozostaje autorem najbardziej poruszających słów na temat błahej z pozoru sfery ludzkiej aktywności. Słów, które co jakiś czas się odświeżają. Tak jak dzisiaj, w konfrontacji, w której krakowski zespół – w obliczu własnych problemów personalnych oraz potencjału przeciwnika (przedstawialiśmy go TUTAJ) – miał znikome szanse. A niezależnie od wspomnianych kontrowersji, zasłużył na to, wspinając się na wolicjonalne wyżyny. Począwszy od Michała Borówki, który gruchnął ze znacznego pułapu jak worek kamieni i miał być odwożony na pogotowie, bo nie mógł zaczerpnąć oddechu, jednak okazało się, że żebra nie są raczej złamane, tylko mocno potłuczone, więc jeszcze wrócił na plac. Przez rzadko na ogół wykorzystywanego Rafała Zgłobickiego, który oddał tylko jeden rzut, ale go trafił, dostarczając ekipie istotne 3 „oczka”, a jedną z trzech swoich zbiórek i jeden z dwóch przechwytów zanotował podczas nerwowego finiszu. Po każdego z ich kolegów.
Ze szczególnym uhonorowaniem niespełna 18-letniego Macieja Koperskiego, który często nie łapał się nawet do meczowej „dwunastki”, a dzisiaj powiększył o niemal 50% sezonowy dorobek minut i o 125% sezonowy dorobek punktów. Rzucił z daleka i z bliska, a sprawując nadzwyczaj odpowiedzialną funkcję rozgrywającego nie popełnił żadnej straty!
– Nie na darmo nazywamy go „Weteranem” – dowcipkuje Maj.
Wydawało mi się, że „Żubrem”.
– Tak, ale niedawno zmieniliśmy to na „Weterana”, bo bardziej do niego pasuje. Zachowuje zawsze stoicki spokój.

Po wznowieniu przez AGH, goście sfaulowali Kalinowskiego, ten nie wykorzystał wolnych, lecz miejscowi „obłożyli” najpierw zbierającego Srokę, a potem jak wściekłe psy gonili piłkę. Gdy Zywert dostarczył ją pod obręcz do Krzysztofa Krajniewskiego, dookoła niej paliły się już czerwone światła i w uszach brzmiała syrena.
– Nie będę oceniał pracy sędziów, bo od tego są inni; ufam, że zrobią to dobrze. Poza tym to nas nie broni, nie ma się co tłumaczyć. Nie potrafiliśmy dostosować się do panujących dzisiaj warunków – kwituje szkoleniowiec Sokoła, Dariusz Kaszowski. – Gratuluję krakowianom, zasłużyli na zwycięstwo. A przede wszystkim, życzę im, żeby utrzymali się w I lidze, bo im się to należy za waleczność, ambicję i pracę, jaką wykonują razem ze swoim trenerem.
Sukces akademików przypadł w kolejce niespodzianek (wyniki można znaleźć w linku pod spodem), ale przebija je i plasuje się na szczycie rankingu największych sensacji sezonu, obok wyjazdowej wygranej Biofarmu Poznań z Legią Warszawa.
Tyle że przyniosło to zwyczajowe 2 pkt do tabeli, więc do utrzymania muszą znaleźć ich jeszcze sporo. – Udowodniliśmy wszystkim, że w tej hali możemy pokonać każdego, a większość spotkań mamy właśnie u siebie. Ale będziemy się bić o pełną pulę też na bardzo trudnym terenie w Prudniku – deklaruje Maj, którego team w niedzielę zmierzy się na wyjeździe z Pogonią.
Sokół zachował fotel lidera, jednak jego przewaga nad Legią zmalała do 1 pkt, co zwiększa ciężar gatunkowy – już wcześniej elektryzującej – konfrontacji z nią, zaplanowanej w Łańcucie na 18 lutego.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – SOKÓŁ Łańcut 65:64 (19:16, 18:13, 13:21, 15:14)
Sędziowali: Dariusz Nejman, Grzegorz Szeremeta i Tomasz Langowski. Widzów: 300.
AGH: Wróbel 16 (2×3, 9 zb.), Maj 13 (12 zb., 2 prz., 2 bl.), Krawczyk 12 (10 as., 7 zb.), Kalinowski 12 (1×3, 5 zb.), Wasyl oraz Koperski 5 (1×3), Podworski 4 (5 zb.), Zgłobicki 3 (1×3, 2 prz.), Borówka. Trener: Wojciech Bychawski.
SOKÓŁ: Czujkowski 22 (2×3), Sroka 10 (1×3, 6 zb., 2 prz.), Koszuta 8, Zywert 7 (4 as.), Klima 2 oraz Kulikowski 8 (9 zb., 2 bl.), Krajniewski 2, Czerwonka 5 (1×3), Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.