Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać

Tyleż zaskakująco, co w pełni zasłużenie, koszykarze Limblachu Limanowa wywieźli z hali AZS Politechniki Krakowskiej zwycięstwo wyższe od porażki z tym przeciwnikiem na własnym parkiecie.

Długo nie zapowiadało się na takie (72:85) jego rozmiary, bo obie drużyny dawały sobie krótkie zmiany na prowadzeniu, a poza tym zrazu nie szło im zdobywanie punktów. Gospodarze zaczęli od „trójek” Jakuba Boczarskiego i Bartosza Szczytyńskiego, było nawet 10:4, lecz szarpnięcie byłych zawodników Politechniki, Wojciecha Hasiora i Leszka Zająca, a także trafienie z dystansu Tomasza Obrzuta zlikwidowały przewagę – 10:10, 13:10, 13:13.
Bohater tej konfrontacji, występujący niegdyś w Wiśle Kraków na zapleczu ekstraklasy, Piotr Kwadrans nie ruszał się wówczas w ataku ze szczytu łuku, mierzył stamtąd (bez powodzenia), bądź podawał pod tablicę (świetnie). Gdy w drugiej kwarcie nagle zdecydował się na penetrację, kompletnie zaskoczył przeciwników, ale jego czas miał jeszcze nadejść. Póki co wśród gości rej wodził Zając (13:19, 15:21), a Politechnikę po serii pudeł rozruszali rzutami za trzy Przemysław Stecko i Jakub Dwernicki (18:21, 21:23). Tomasz Stawarz wcelował trzykrotnie z rzędu (31:27, 33:39), aż Hasior dał mu „czapę”, ale po wyrównaniu (33:33) znowu trwały zapasy Stecki i Dwernickiego z Zającem.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Po przerwie „Inżynierowie” znaleźli sposób na strefę przyjezdnych; rozrzucili kilka podań do skrzydeł i stamtąd trafiali (Stecko, Łukasz Durbas). 49:45, ale Kwadrans (stojąc metr od linii), Obrzut i Zając odpowiedzieli „trójkami” (49:48, 51:53, 56:62). Tomek i Leszek dołożyli do tego parę – niekiedy wręcz szalonych – wjazdów. Zając dostał wprawdzie „glebę” od Stecki, ale ten podzielił jego wrażenia w ostatniej sekundzie trzeciej części, kiedy pod tablicą Limblachu nadział się na Kwadransa.
I to był sygnał do najbardziej spektakularnego fragmentu popisu rutynowanego centra, który po Wiśle reprezentował jeszcze Cracovię, a przede wszystkim klub z Limanowej, wprowadzając go najpierw jako grający trener do II ligi. Dzisiaj od początku, przez umiejętne ustawianie się i sprytne zastawianie, bez przesadnego odrywania od ziemi notował multum zbiórek w obronie, dyrygował też drużyną ustnie (jest faktycznym szkoleniowcem, choć oficjalnie pełni tę funkcję posiadający licencję Piotr Kindlik).
Finałowe dziesięć minut zaczął od strzału z ośmiu metrów (odtąd już operował na pozycji 45% po lewej stronie). W innej sytuacji wyrwał przeciwnika pokazując mu piłkę, zrobił kozioł w bok i tak wcelował za trzy, a po chwili ukąsił znowu odsuwając się do tyłu. Zamieszał w głowie krakowianom, znienacka wskakując pod „dziurę” i punktując stamtąd, a dobił ich 40 sekund przed końcem, pierwszym bodaj rzutem z wyskoku, z półdystansu, o tablicę. Ustalił tak rezultat, niwelujący z naddatkiem porażkę 59:69, poniesioną w listopadzie w Limanowej.
Na nic zdały się wysiłki Dwernickiego i jego kolegów, zwłaszcza że charty Kwadransa dalej biegały za niego. Był to najaktywniejszy okres Kindlika, a Zając zaliczył „trójkę” równo z syreną zamykającą dozwolony czas akcji (obrócił się przy tym w powietrzu niemal o 180 stopni), raz też rzucił przez ręce rywala.

– Prawdę mówiąc, teraz prawie w ogóle nie trenuję, bazuję na „podłożu” z dawnych lat. Prowadzę tylko zajęcia z chłopakami, co roku powtarzam sobie, że już nie będę wchodził na parkiet, ale jeszcze to robię w niedziele, żeby im pomóc. W koszykówkę gra się przede wszystkim głową, a nie rękami i nogami – Piotr uśmiechem kwituje zachwyty nad swoją boiskową mądrością przy jednoczesnej ekonomii ruchów.
To ostatnia kwestia ładnie skomponowała się z porzekadłem przypomnianym na trybunach przez jednego z kibiców: „Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Co charakteryzuje Kwadransa, ale nie jest uszczypliwością wobec krakowian, do których ich szkoleniowiec, Marcin Kękuś miał pretensje o właśnie zbyt małą ochotę do biegania i walki. Jego drużyna nie przebiła fizycznie występujących praktycznie w piątkę gości. – W porównaniu z listopadowym meczem zmieniło się podejście. Rozbił nas trochę okres świąteczny, kiedy nie ćwiczyliśmy, ale brakło chęci – kręci głową. – Sobota nam nie zaszkodziła, kilkanaście godzin to dość, żeby się zregenerować – Kękuś ucina pytanie, czy w nogach zawodników nie zostało spotkanie z poprzedniego dnia, kiedy odrabiając zaległości pokonali Skawę Wadowice, 90:85.
W trzecioligowej tabeli zrobiło się bardzo ciekawie (link do niej można znaleźć pod tekstem). Jest czterech kandydatów do trzech miejsc dających udział w fazie ogólnopolskiej o awans. Może włączy się jeszcze piąty (MUKS 1811 Unia Tarnów), Politechnice będzie dużo trudniej o ostateczny triumf, wyraźny akces do premiowanej czołówki zgłosił Limblach. – My tak nie kalkulujemy. Ot, udało się – macha ręką Piotr Kwadrans. – Najważniejsze, żeby kontuzje nas omijały, bo trudno byłoby zastąpić nieobecnych.
PAWEŁ FLESZAR

AZS POLITECHNIKA KRAKOWSKA – LIMBLACH Limanowa 72:85 (13:13, 27:26, 16:23, 16:23)
Sędziowali: Jacek Noga i Piotr Gawlicki. Widzów: 25.
PK: Dwernicki 21, Szczytyński 9, Stawarz 8, Boczarski 7, Siwak oraz Stecko 18, Durbas 5, Fudała 4. Trener: Marcin Kękuś.
LIMBLACH: Zając 29, Kwadrans 22, Obrzut 21, Hasior 7, Kindlik 6 oraz Augustyniak, Ubik, Lachor. Trener: Piotr Kwadrans.

Pozostałe wyniki i tabelę III ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.