Lepszy Wróbel z „trójką” w garści

Mniej gładkim niż zwykle zwycięstwem – 76:63 z Pogonią Ruda Śląska – koszykarze AGH Kraków, na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego II ligi, zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie. Za dwa tygodnie zaczynają wielorundową walkę o awans, systemem „przegrywający odpada”.

– Czasami ktoś komuś „nie leży” i trudno wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. AGH przewyższa nas potencjałem personalnym, siłą fizyczną, ale niewygodnie im się z nami gra. Tak jak nam bardzo ciężko się gra z Politechniką Częstochowa – uśmiechał się po meczu trener Pogoni, Bogusław Mol, wspominając spotkanie z pierwszej rundy, kiedy jego podopieczni prowadzili z krakowianami do 38. minuty i ulegli czterema punktami w końcówce.
Akademicy chyba również pamiętali o tamtych problemach, bo raźno ruszyli z kopyta. Nie minęła minuta i Maciej Maj trafił z półdystansu z odchylenia oraz z bliska, wciskając się pod tablicę. Jakub Krawczyk dziurawił kosz zza linii 6.75 m, a Tomasz Zych – po penetracjach, solidarnie też rozprowadzali Damiana Kalinowskiego. Tomek pociągnął go w kontrze jak wagonik w górskiej kolejce, ściągnął obrońcę i podał do tyłu kozłem.
Tak pompowali wynik (15:4, 23:9, 28:12), goście zaś upuszczali po trochu powietrza, kłując z dystansu.

Pierwsza kwarta skończyła się rezultatem 28:15, ale odtąd niełatwo szło gospodarzom budowanie przewagi. – To też jest atletyczny zespół. Mają kilku rutynowanych zawodników, z którymi jeszcze ja biegałem po parkiecie oraz dobrego, doświadczonego trenera, który to fajnie poukładał. W dodatku w pewnym momencie „zaciął” się nam rzut z dystansu, a miałem mniejsze możliwości rotacji – analizuje szkoleniowiec AGH, Wojciech Bychawski. Kilka tygodni temu z występów w II lidze zrezygnował Tomasz Palmowski, a trójka obwodowych zawodników – Robert Kolka, Leszek Kaczmarski i Jakub Wojciechowski – cierpi na różnego rodzaju kontuzje.
W drugiej części Bartosz Wróbel błysnął wjazdem, a Kalinowski pivotem z haczkiem. Udanie i szczęśliwie prezentował się Krawczyk, bo nawet jak przydarzył mu się „niedolot”, to wyszła z tego sprytna i dokładna asysta do Andrzeja Urbana. Zych z asystenta przebranżowił się w „zbieracza”, co zaowocowało finalnym double-double.
Sporo jednak było też niedokładności, a Ślązacy raz po raz się odgryzali, choćby sprawnie organizując kontry. Na tablicy świeciło się 30:21, 33:25, 41:25, 41:30.

Na trzecią odsłonę rywale wychodzili przy zapisie 44:30, lecz za zmienianie go wziął się Tomasz Stankala, przy wydatnej pomocy kolegów, zwłaszcza Adama Wilkina i Pawła Mola (strzał za trzy w pełnym wyskoku, przez ręce przeciwnika). Tomek to celował z kilku metrów, to wskakiwał tuż pod obręcz, a kiedy na starcie czwartej części zwodem powiesił w powietrzu Bartłomieja Podworskiego i wbiegł dwutaktem, różnica zmalała do 55:50. Później jednak „Potwór”, walcząc bardzo twardo, ograniczył mobilność wysokim graczom Pogoni, a z przodu zaczął się koncert Wróbla.
Pokazał, że wiara w siebie jest bardzo ważną cechą strzelca. Wcześniej powiodła mu się jedna z sześciu prób zza łuku, ale wówczas trafił cztery razy, w tym dwukrotnie z ponad ośmiu metrów, a raz po piekielnie szybkim wybiegnięciu na głębokie lewe skrzydło, a piłka otarła się o tablicę. W sumie zdobył 14 punktów, niemal tyle, co wszyscy przyjezdni, a na dodatek pokarał ich dwoma widowiskowymi „czapami”. W szczytowym momencie, na dwie minuty przed syreną, rezultat brzmiał 76:56, a skończyło się na 76:63.

Akademicy zapewnili sobie triumf w sezonie zasadniczym w grupie C II ligi (została im wprawdzie jeszcze jedna konfrontacja – z rezerwami MKS Dąbrowa Górnicza – ale druga w tabeli Polonia Bytom nie może ich już wyprzedzić). To drugi z rzędu taki triumf – w minionym roku byli najlepsi w grupie B. – Skala trudności była porównywalna, z lekkim wskazaniem na poprzedni sezon – ocenia Bychawski. – Mieliśmy dwóch bardzo silnych rywali, a do tego dobijały nas długie wyjazdy.
Wiosną przypomni sobie wraz z podopiecznymi, jak na kilkusetkilometrowych trasach upływają godziny w autobusie bądź pociągu. W pierwszej rundzie skomplikowanego play off, obejmującego całą Polskę, zmierzą się jeszcze z kimś ze Śląska, ale potem spotkają się z ekipami z innych grup. O zasadach i wyzwaniach walki o awans do I ligi napiszemy w marcu, przed jej rozpoczęciem.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – POGOŃ Ruda Śląska 76:63 (28:15, 16:15, 11:18, 21:15)
Sędziowali: Michał Szybisty i Andrzej Bartocha. Widzów: 130.
AGH: Zych 14 (1×3, 11 zb., 5 as., 2 prz., 2 bl.), Kalinowski 13 (6 zb.), Krawczyk 11 (3×3, 9 as., 6 zb., 2 prz.), Maj 10 (7 zb.), Borówka (5 zb.) oraz Wróbel 21 (5×3, 2 bl.), Podworski 5 (4 zb.), Urban 2, Wasyl, Koperski. Trener: Wojciech Bychawski.
POGOŃ: Stankala 17 (5 zb., 2 prz.), P. Mol 8 (2×3, 7 as., 2 prz.), Maślanka 8 (7 zb., 2 bl.), Pawlik 7 (1×3), Sgodzaj 3 oraz Wilkin (1×3, 7 zb.), Kubista 6 (4 zb.), Komandzik 3, Tomecki. Trener: Bogusław Mol.

Komentowanie zablokowane.