„Lewy” na tropach „Małego” i „Szabli”

Dwaj siatkarze, którzy niedawno zdobyli z Hutnikiem Kraków awans do I ligi, w przyszłym sezonie powalczą o to samo w barwach innych klubów.

Przyjmujący, Mateusz Kowalski wybrał ofertę Lechii Tomaszów Mazowiecki, co wiąże się z faktem, że ten 24-latek jest nieczęstym zjawiskiem w świecie wyczynowej siatkówki. Trenując i występując w czołowych zespołach II-ligowych, a przez rok w I lidze, do tego w rozgrywkach akademickich w hali i na plaży, terminowo, w ciągu pięciu lat zaliczył studia na niełatwym kierunku Akademii Górniczo-Hutniczej – inżynieria materiałowa.
– Szukałem możliwości gry w połączeniu z pracą, a w Tomaszowie mi to umożliwili. Warunki są bardzo dobre, bo poza kontraktem i mieszkaniem zostanę zatrudniony u jednego z głównych sponsorów drużyny, w firmie JOKA – opowiada popularny „Lewy”. – To firma budowlana, a moja praca nie będzie dokładnie w zawodzie wyuczonym na AGH, ale z wieloma rzeczami ze studiów będę miał do czynienia. Spawalnictwo, lasery, mechatronika. W ten deseń.

Mateusz, który jest łodzianinem i wychowankiem tamtejszej Wifamy, a z nieodległą Bzurą Ozorków zdobył brązowy medal mistrzostw Polski juniorów, wraca w rodzinne strony. – Może to nie był najważniejszy argument, ale kontrakt akurat podpisałem w drodze do domu – uśmiecha się.
Jego nowy klub ma olbrzymie tradycje, od lat jest wylęgarnią talentów, w jego „rekordzie” znajdują się nazwiska, które kibicom z każdego pokolenia podziałają na wyobraźnię. Od Wiesława Gawłowskiego i Edwarda Skorka, czyli legendarnych mistrzów olimpijskich „Małego” i „Szabli”. Przez braci Szymczyków, którzy notabene byli potem zawodnikami Hutnika, a dalej – Zbigniewa Zielińskiego. Po Pawła Woickiego i wielu innych.
A teraz Lechia ma ambicje, by znaleźć się wyżej, niż w obecnej II lidze. – Bardzo mi się podoba, że wszystko robią na spokojnie – mówi Kowalski. – Byli w play off, teraz chcą przejść do fazy ogólnopolskiej i powalczyć o awans. A jeśli się nie uda, to za rok spróbować znowu. W tym celu budują skład, rozmawiali między innymi z Michałem Makowskim, którego znam z „piasku”. Więcej dowiem się w przyszłym tygodniu, bo mamy spotkanie w Tomaszowie, będzie chyba wspólny trening, jakaś gierka.

Po pięciu sezonach w Krakowie „Lewy” wywozi w bagażu kilka cennych trofeów. Niedawny awans na zaplecze ekstraklasy, gdzie dostały się tylko dwa zespoły: Czarni Katowice i Hutnik. Wejście do turnieju finałowego II ligi przed dwoma laty i czwarte miejsce, które bezpośrednio nie dało promocji, ale zaowocowało późniejszym zaproszeniem przez PZPS, wskutek poszerzenia Plus Ligi. Złoty medal akademickich mistrzostw Polski 2013 i taki sam – w klasyfikacji uczelni technicznych.
Plus dyplomy inżyniera i – spodziewany – magistra. – W czerwcu jeszcze będę zdawał dwa ostatnie przedmioty, potem zrobię brakujące badania do „magisterki”, spokojnie ją skończę w wakacje, a bronić się chcę we wrześniu – wyjaśnia. – Czy było ciężko? Nie ma co ukrywać, że na początku, gdy wyrwałem się od rodziców, były problemy, nie problemy, ale zostały opanowane. Zawsze wiedziałem, że studia trzeba mieć. A teraz, kiedy je mam, jestem wolny, mogę grać gdzie chcę.

Może się tak zdarzyć, że w walce o I ligę Kowalski spotka się z kolegą z Hutnika, Błażejem Podleśnym. 20-letni rozgrywający po roku spędzonym w Krakowie wraca na stare śmieci do Volleya Rybnik, z którym przed rokiem zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów.
Volley w tym sezonie dotarł do turnieju półfinałowego o awans, gdzie uległ m.in. Hutnikowi. Teraz w Rybniku chcą ponowić starania, a pomóc w tym powinno zatrudnienie klasowego szkoleniowca. Na ławce trenerskiej po dwuletniej przerwie usiądzie Dariusz Luks, który w karierze ze swoimi drużynami trzykrotnie wchodził do ekstraklasy.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.