Lodowata kąpiel spłukuje Rosę

Koszykarze Sokoła Łańcut wygrali swoją trzecią dogrywkę w tym sezonie, a 80:74 z rezerwami radomskiego zespołu ekstraklasowego oznacza dla nich zwycięską inaugurację ćwierćfinału play off.

Większość chłopaków z ACK UTH Rosy ma dziewiątkę z przodu w numerze pesel, ale braki w doświadczeniu nadrabiają walecznością, żywiołowością, brakiem kompleksów. To inny zespół od tego, który poniósł w Łańcucie wyraźną porażkę na początku sezonu. Niektórzy liznęli Tauron Basket Ligi, a w większym wymiarze – reprezentacji młodzieżowych, ale najwięcej im daje obecny start na zapleczu ekstraklasy (wcześniej Rosa zgłaszała rezerwy do II ligi), bo rozwijają się cały czas. – Są bardzo ciężkim przeciwnikiem; dużo biegają, nie podłamują się straconym koszem, tylko od razu próbują zrewanżować. Dlatego trzeba być z nimi ciągle skoncentrowanym, nawet tuż po zdobytych punktach – charakteryzuje rozgrywający Sokoła, Dawid Bręk.
Inna sprawa, że tych punktów było dzisiaj niezbyt dużo. Zawodnicy obu zespołów długimi okresami sprawiali wrażenie, jakby spóźniony, acz potężny szturm wiosny i temperatury odebrał im zimową skuteczność. – To nie pogoda – uśmiecha się „Breniek”. – Przypisałbym to raczej niepewności wiążącej się ze startem play off. Drugie spotkanie powinno być luźniejsze. Poza tym dobra była obrona po obu stronach. Oni bardzo starali się zagęścić środek, mało mieliśmy łatwych pozycji blisko kosza, a z dystansu jak to z dystansu – nie zawsze wpada

Dawid starał się rozerwać opisywane zasieki bardzo efektownymi dryblingami, jednak ich efekt nie był gwarantowany. Goście po kontrach zaświecili na tablicy 4:6 i 7:10, studził ich „trójkami” Tomasz Fortuna, a Szymon Rduch, któremu nie wpadało z daleka – odnalazł się pod „dziurą”. Gdy dobijał wsadem oburącz, zrobiło się 17:10, na płaszczyźnie widowiskowości zaś konkurował z nim Łukasz Sobuta, trafiając klasycznym hakiem zza bocznej krawędzi „trumny”.
Pierwsza kwarta skończyła się rezultatem 19:12, w drugiej pilnował go Marcin Pławucki, najwyraźniej mało podatny na wpływy aury. Wcelował dwukrotnie z obwodu (25:18), a kiedy wrócił po krótkim odpoczynku na ławce – w pierwszej akcji dokonał tego jeszcze raz (33:27).
Coraz częściej jednak rządził na parkiecie dwudziestoletni playmaker Rosy, Jakub Schenk. „Woził” łańcucian na koźle, wymuszał na nich faule, wyegzekwował komplet siedmiu osobistych, zanotował kilka niebanalnych asyst. Zapis zmieniał się na 30:27, 33:32, a kiedy zdecydował się na wjazd z obiegnięciem kosza – zrobiło się 34:34.

Drugą połowę powitał „trójką” Konrad Kapturski i sytuacja wyglądała coraz mniej ciekawie – 35:37. Wówczas zespół pociągnął, jak to nierzadko zdarza mu się w tej fazie meczu, jego kapitan, Maciej Klima. Odpowiedział za trzy (zaraz za jego przykładem podążył Fortuna), a potem dołożył sześć „oczek” z bliższej odległości.
45:39, 51:43. Gdy w czwartej kwarcie Rduch po raz pierwszy nie chybił zza linii 6.75 m (55:47), a udaną zmianę kontynuował Tomasz Pisarczyk, trudno było się spodziewać, że Maciej jeszcze raz będzie ratował partnerów. Tymczasem po zagraniach Filipa Zegzuły i sekundujących mu Łukasz Bonarka i Roberta Cetnara przewaga gospodarzy znowu odeszła do kronik niewykorzystanych szans.
59:62 i 20 sekund do końca. Klima „odpala” za trzy, próbując ewentualnie wymusić faul, lecz nie udaje się jedno ani drugie. Rduch zbiera, Bręk markuje przygotowanie do rzutu, ale oddaje piłkę ponownie do swojego kapitana, a ten miękko trafia! 62:62, 2.1 sekundy do syreny, okazję mają jeszcze oba teamy, bo najpierw przyjezdni źle rozpoczynają grę z autu, ale dochodzi do dogrywki.
W niej od razu melduje się Klima, dołączają do niego Rduch i Pławucki (obaj kłują z daleka), kilka desek w ataku zalicza Pisarczyk, więc szala przechyla się na korzyść miejscowych – 66:66, 69:66, 75:68.

Szkoleniowiec łańcucian, Dariusz Kaszowski sprowadzając latem Bręka wspominał jeszcze, jak pognębił on jego podopiecznych w play off 2013/14, występując w barwach Polfarmeksu Kutno. Historia zatoczyła dla Dawida koło, bo znowu nadeszły ćwierćfinały, a on – po wyleczeniu drugiej kontuzji ścięgna achillesa – jest już w szeregach Sokoła i dzisiaj dwoma „trójkami” (na 72:68 i 78:70) w dogrywce dobił Rosę. Pokazał dużą wiarę w siebie, bo w tym elemencie miał na koncie sześć kolejnych pudeł, a potem siódme. – To może nie tyle zasługa wiary w siebie, ale wsparcia zespołu. W przerwach mówiło się, żeby oddawać rzuty, aby gra była płynna –  tłumaczy. – A co do tamtych spotkań z Sokołem i obecnych z Rosą, to ani wtedy, ani teraz nie byłem w najwyższej formie. Mam nadzieję, że ciągle będzie rosła, a my jak najdłużej pogramy w play off…
W tym celu trzeba zmierzyć się z nowym wyzwaniem: koniecznością ponownego wyjścia na parkiet w niedzielę (początek również o g. 17.30) i wytrzymania konfrontacji fizycznie. – Po to trenujemy od dawna, żeby teraz dać radę. Jesteśmy dobrze przygotowani – uważa „Breniek”. – Właśnie czeka na nas specjalna lodowata kąpiel, która pomoże w regeneracji, do tego masaże.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z drugiego meczu można znaleźć TUTAJ, a galerie z obu spotkań TUTAJ i TUTAJ.

SOKÓŁ Łańcut – ACK UTH ROSA Radom 80:74 (19:12, 16:22, 16:9, 11:19, d. 18:12)
Sędziowali: Marek Czernek, Mateusz Tychowski, Marcin Gandor. Widzów: 400.
SOKÓŁ: Klima 17 (2×3, 6 zb.), Rduch 15 (2×3, 3 prz.), Bręk 9 (2×3, 6 as.), Fortuna 9 (3×3, 11 zb., 2 prz.), Kulikowski 5 (9 zb., 2 bl) oraz Pławucki 16 (4×3), Pisarczyk 7 (9 zb.), Wrona 2, Czerwonka, Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.
ROSA: Bonarek 16 (7 zb.), Zegzuła 14 (1×3, 4 zb., 3 prz.), Cetnar 14 (2×3, 5 zb., 3 prz.), Schenk 11 (9 zb., 7 as.), Kapturski 5 (1×3) oraz Sobuta 7, Kardaś 4 (4 as.), Stopierzyński 3 (6 zb.), Czajkowski. Trener: Karol Gutkowski.

Komentowanie zablokowane.