Lodowaty prysznic w upalny dzień

Piłkarze Cracovii niespodziewanie ulegli na własnym boisku Piastowi Gliwice, 1:2, skutkiem czego zakończyła się seria ich 12 meczów bez porażki pod wodzą Jacka Zielińskiego.
Tak być nie musiało i początkowo niewiele na to wskazywało. Już na dzień dobry Patrik Mraz w polu karnym faulował Denissa Rakelsa, ale oczekiwania gospodarzy rozminęły się z osądem arbitra.
W 38. minucie jednak sprawa już była poza oceną: Rakels miękko dośrodkował z lewego skrzydła na dalszy słupek, a tam Boubacar Dialiba ładnie złożył się w wyskoku i główkował z 7-8 metrów do siatki. Co ciekawe, biegał już wówczas z kontuzją nogi, która po przerwie wykluczyła go z dalszej gry.

Piast wyszedł ustawieniem z trzema obrońcami i dwoma napastnikami, a pięcioma ludźmi w pomocy. – Wiedzieliśmy, gdzie Cracovia jest groźna, więc chcieliśmy wzmocnić środek – tłumaczy trener gości, Radoslav Latal. W pierwszej połowie jego podopieczni nie zdominowali wprawdzie przeciwników, ale pozwoliło im to prowadzić równą grę. A przede wszystkim – stale bombardować bramkę Krzysztofa Pilarza. Przykładowo, od 16. do 23. minuty zobaczyliśmy sześć strzałów, a ich bilans wynosił 4-2 na korzyść gliwiczan, którzy zresztą kilka razy próbowali już w pierwszym kwadransie.
Owoce swoich wysiłków zebrali tuż po przerwie. Bartosz Szeliga i Josip Barisić dynamicznym rajdem prawą stroną zdyskontowali niezbyt udolne poczynania rywali, zwłaszcza Huberta Wołąkiewicza i Piotra Polczaka, a Mraz tylko dołożył nogę piłki. Ledwo miejscowi kibice zdążyli krzyknąć rytualne: „nic się nie stało” – Hebert Santos pociągnął lewą flanką i zacentrował. Martin Nespor wbiegł idealnie w tempo i uderzył precyzyjnie głową w długi róg, zdobywając swojego trzeciego gola w tym sezonie. – Moment, moment, to dopiero początek; oceniać będzie można najwcześniej po pierwszej rundzie – Latal studził zachwyty nad czeskim napastnikiem.

W piątek, kiedy nawet późnym popołudniem termometry trzymały w Krakowie mocne 35 stopni, zimny prysznic był bardziej pożądany niż mecz. Jednak lodowate strugi, które spadły na krakowian odebrały im oddech i orientację. Przez dziesięć minut nie byli w stanie nic zrobić, potem ruszyli do przodu, ale było to na równi efektem ich determinacji, co faktu, że przyjezdni cofnęli się do defensywy. Akcje „Pasów” były jednak skażone niedokładnością bądź złym pomysłem w trakcie finalizacji, a nierzadko i na wcześniejszych etapach.
Piast kontrował incydentalnie; najniebezpieczniej w doliczonym czasie, gdy Pilarz wyciągnięty jak struna sparował na róg „szczura” Radosława Murawskiego. Sędzia odgwizdał koniec, nie pozwalając wyegzekwować kornera.
– Szkoda, że siedem minut traumy, amnezji kosztowało nas to spotkanie. Przegraliśmy przez indywidualne błędy i brak koncentracji, ale biorę to na swoją klatę: przyjmijmy, że zawiódł plan taktyczny trenera – mówi Jacek Zieliński.
Została przerwana jego rewelacyjna passa: odkąd wiosną podjął pracę przy ul. Kałuży w 12 ekstraklasowych meczach zanotował 9 zwycięstw i 3 remisy. – Czy z tego powodu mam się pochlastać i zabić kogoś w szatni? – pytał zgryźliwie podczas gorętszej niż zwykle dyskusji na konferencji prasowej. – Nastąpiło to, co prędzej czy później musiało się zdarzyć. Jesteśmy na siebie źli, ale powiedzieliśmy sobie: jedna seria się skończyła, trzeba zacząć tworzenie następnej. Tak do tego podchodzimy.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – PIAST Gliwice 1:2 (1:0)
Bramki: Dialiba 38 – Mraz 46, Nespor 49. Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź). Żółte kartki: Wójcicki – Korun. Widzów: 7416.
CRACOVIA: Pilarz – Wójcicki, Sretenović, Polczak, Wołąkiewicz (79. Kapustka) – Covilo, Dąbrowski – Dialiba (46. Jendrissek), Budziński (59. Zjawiński), Cetnarski, Rakels. Trener: Jacek Zieliński.
PIAST: Szmatuła – Korun, Pietrowski, Hebert – Murawski – Szeliga, Vacek, Zivec (90. Moskwik), Mraz – Barisić (83. Klepczyński), Nespor (76. Musiolik). Trener: Radoslav Latal.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.